Trekking z przypadkowym partnerem.

Dyskusje o górach i turystyce górskiej. Jeśli Nie Wiesz gdzie napisać, istnieje duża szansa że należy to zrobić właśnie tu.

Moderator: Moderatorzy

kazber
 
Posty: 76
Dołączył(a): Śr 02 lis, 2016
Ulubione góry: Skaliste

Trekking z przypadkowym partnerem.

Pn 03 wrz, 2018

Kilka dni temu zakończyłem 19- dniowy „spacerek” przez John Muir Trail w Sierra Nevada w Kalifornii.
Na tym forum dałem wiadomość, że mam ekstra miejsce (system losowań).
Na miesiąc przed wyruszeniem zgłosiła się 62 letnia Wrocławianka.
4 sierpnia szczęśliwie wylądowała w Seattle a już 7 rozpoczęliśmy podróż do Kalifornii.
Z duszą na ramieniu 10 sierpnia wyszliśmy na trasę.
Do przejścia mieliśmy około 400 km na wysokości od 2,500 do 4,500 metrów.
Trasy amerykańskie są dziewicze, tzn trzeba wszystko nieść na swoich ramionach, w plecaku. To nie spacer od wioski do wioski, od kiosku do sklepiku, od kwatery do kwatery.
Tutaj człowiek jest skazany na siebie, siłę swoich nóg i ramion.
Drugą cześć trasy musieliśmy przejść na jednym 9-dniowym zaopatrzeniu w dodatku przechowywanym w specjalnym ponad kilogramowym pojemniku (bear canister). Takie są tutaj regulacje, do których ja się stosuję, i które mają sens.

Witając moją towarzyszkę na lotnisku otworzyłem oczy ze zdumienia. Zobaczyłem ją z potężnym niemieckim plecakiem , z mnóstwem kieszeni, pasków, zamków i zameczków. Plecak oczywiście nie na jej wymiary. W domu obejrzałem pozostały sprzęt i moja frustracja podniosła się. Zaproponowałem wyrzucenie tego badziewia i zastąpienie porządnymi i lekkimi rzeczami. Była głucha i powiedziała, że da radę.
Podczas podróży do Kalifornii wyznała, że idzie bez przygotowania, prosto od biurka. Oniemiałem ze strachu. Okłamała mnie by nie być odrzuconą.

Doszliśmy. Dała radę ale nie wiem jak długo zajmie jej rekonwalescencja kolan, biodra, pleców i stóp.
Na całej trasie była najgorzej wyposażoną i ubraną osobą, dźwigała potężny, niewymiarowy plecak, spała w najgorszym i ciężkim namiocie. Na nogach miała buciory (gtx), które po potężnej burzy wypełniły się wodą i schły kilka dni. Ostatniego dnia wyrzuciła buty a na trasie pozbyła się min 1/2 kg garnka.

Dlaczego ciagle kupujecie to niemieckie gówno, za które płacicie ciężkie pieniądze? Dlaczego nie szperacie online za dobrym lekkim sprzętem? Niedokształceni w temacie doradzacie sobie nawzajem i kupujecie szmalc. Dlaczego nie szanujecie zdrowia? Dlaczego Czesi, Słowacy i Bułgarzy są wyposażeni na najwyższym poziomie ( a nawet i Niemcy)? Przestańcie improwizować, przestańcie sobie wmawiać, że jakoś to będzie, przestańcie dźwigać na plecach zbędne kilogramy. Przestańcie być pośmiewiskiem innych i nie grajcie bohaterów.
Skończcie z podcieraniem tyłków szkłem. Szanujcie prawo i reguły obowiązujące w kraju, w którym przebywacie.
Wyleczcie się z gadulstwa i nauczcie słuchać. Pamiętajcie, że Polska to malutki nic nie znaczący kraj.

Piszę ten tekst bo jestem jednym z Was, bo chcę być dumny z moich sióstr i braci Polaków. Bądźmy w górach elitą a nie wleczmy się w ogonie. Nie grajmy bohaterów.
Na moją partnerkę każdego dnia patrzono z niedowierzeniem. Złamała wszelkie reguły i zdrowy rozsądek. Pokonała samą siebie. Dowlokła się. To był dla mnie kolejny cud w górach. Jestem przekonany, że doszła dzięki obecności i pomocy Stwórcy.

duncan76
 
Posty: 1067
Dołączył(a): Śr 04 kwi, 2007
Lokalizacja: Tychy

Re: Trekking z przypadkowym partnerem.

Wt 04 wrz, 2018

Kazber, nie wiem od jak dawna przybywasz na drugiej półkuli, ale to co piszesz wskazuje, że nieco oderwałeś się od naszej starokontynentalnej, polskiej rzeczywistości. Oczywiście, głupota głupotą i z tym nie zamierzam polemizować (szczególnie w kwestii braku przygotowania fizycznego), zwłaszcza na podstawie jednostkowego przypadku, który przedstawiłeś, ale sądzę że ogromna większość wyborów sprzętowych Polaków jest zdeterminowana finansami. Nas po prostu nie stać na ultralekkie, delikatne, cubenowe plecakowe cudeńka, które kosztują po ponad trzysta dolarów. Może to badziewie, które niosła Twoja towarzyszka, to spory dorobek jej turystycznego życia, którego nie tak łatwo się pozbyć. To samo tyczy się namiotów i innego sprzętu. Zwróc uwagę na sporą część postów w wątku sprzętowym - teksty w stylu "szukam butów całosezonowych za 200 zł", "budżetowy namiot", "plecak do 300zł" czy linki do portali aukcyjnych gdzie sprzedaje się niemarkowy szajs nie należą do rzadkości. Większość Polaków, żeby wyposażyć się tak jak to uważasz za stosowne na poważny trek w Stanach (dodaj do tego jeszcze koszty pozasprzętowe) musiałaby się zadłużyć. Dlaczego Polacy nie korzystają z przewodników? Bo ci chcą absurdalne w odniesieniu do naszych zarobków pieniądze. Dlaczego Polacy pędzą na wysokie szczyty bez odpowiedniej aklimatyzacji? Bo ich nie stać na dłuższy pobyt. Dlaczego śpią w namiotach tam, gdzie nie wolno? Bo ich nie stać na schroniska. Dlaczego wchodzą na trudne szczyty w pozasezonowych, trudniejszych warunkach? Bo mogą wtedy spać w darmowych schroniskowych winterraumach. Dlaczego targają ze sobą jedzenie z kraju? Bo ich nie stać na restauracje. I tak dalej... Dodać do tego nasze narodowe skłonności do szarżowania, do megalomanii, do "zastaw się a postaw się", do przeceniania własnych możliwości i niedoceniania braku doświadczenia i mamy gotową opinię panującą o nas na świecie. Akurat w tym aspekcie Twojej wypowiedzi przyznaję Ci rację.
PS. Sądzę, że Czesi, Bułgarzy czy Słowacy, których spotykasz na swoich szlakach, to w pewnym sensie "wierchuszka turystyczna" tych krajów. Ludzie, których stać na wyjazd w tamte rejony, stać też na najlepszy sprzęt a przeciętny turysta z tych krajów nie odbiega od przeciętnego Polaka - uwierz mi, spotykam ich częściej niż Ty. Nawiasem mówiąc - równo tydzień temu natknąłem się w Alpach na Czechów, których sprzęt wołał o pomstę do nieba (zwłaszcza, że szli z dziećmi) a zachowanie i brak rozsądku dorównywały szczytowym osiągnięciom Polaków na tym polu.

Stelmach
 
Posty: 64
Dołączył(a): Pn 10 paź, 2016
Ulubione góry: Bałkany :)

Re: Trekking z przypadkowym partnerem.

Wt 04 wrz, 2018

A ja mam bardzo mieszane uczucia odnośnie Twojego postu Kazber, na pewno żeby lepiej go zrozumieć trzeba by poznać trochę więcej szczegółów, np.
- czy jeszcze w jakimś aspekcie zostałeś oszukany przez towarzyszkę podróży? Wiek, doświadczenie, sprzęt?
- czy trasa została istotnie opóźniona, wydłużona czy inaczej zaburzona z powodu kondycji, kiepskiego sprzętu towarzyszki?

Jak na razie odbieram to trochę tak, zamiast być dumnym, że towarzyszka i rodaczka dała radę, masz żal, że nie była w topowym osprzęcie... Czegoś nie łapię.

Bez urazy oczywiście :)

Avatar użytkownika
Yatzek
 
Posty: 284
Dołączył(a): Śr 31 lip, 2013
Lokalizacja: Lipnica Murowana
Ulubione góry: Pasmo Bez kidów

Re: Trekking z przypadkowym partnerem.

Śr 05 wrz, 2018

Pamiętam jak byłem po raz trzeci na pustyni i w trzecim dniu dopadła mnie kontuzja kolana i jakaś niedyspozycja żołądkowa (stres?).
Miałem bardzo lekkie wyposażenie i dzięki temu mogłem zabrać zapas wody na kolejne dwa i pół dnia, choć powinienem na trzy. Gdybym miał sprzęt o kilka kilo cięższy, to albo nie mógłbym zabrać wystarczającej ilości wody, albo musiałbym zostawić coś ze swoich rzeczy by wziąć wodę...
Tak, - waga wyposażenia potrafi robić dużą różnicę. Na trasach jednodniowych jest to niemal pomijalne. Na kilkudniowych w kontakcie z cywilizacją też nie jest źle - zawsze jest się w zasięgu zaopatrzenia, możliwości ewakuacji. Ale już na prawdziwym dzikim odludziu można sobie i komuś narobić kłopotów.
Ja miałem nieco inną sytuację, bo kobieta która do mnie dołączyła na GSB, nie wzięła połowy namiotu i części kuchni - a taka była umowa. Przez 500 km niosłem to za nią, bo dawałem radę i nie był to poważny problem. Jednak na warunki jakie opisuje Kazber, być może odmówiłbym partnerstwa. No i do tego jeszcze brak przygotowania kondycyjnego... Ciekaw jestem jak by wyglądało jej podejście gdyby konieczna była akcja ratownicza... Beztroska i jakośtobędzie nie wszędzie wychodzi na swoje. A na tym konkretnym szlaku nie za bardzo da się iść budżetowo. Dobrze, że się skończyło jak się skończyło...
Myślę, że z tej opowieści każdy górołaz wyciągnie wnioski na swój użytek... Choćby dla refleksji.
Mój blog wędrowny - http://ginvilla.blogspot.com

duncan76
 
Posty: 1067
Dołączył(a): Śr 04 kwi, 2007
Lokalizacja: Tychy

Re: Trekking z przypadkowym partnerem.

Śr 05 wrz, 2018

Jacku, ja nie neguję, że lżejsze jest lepsze/wygodniejsze/bezpieczniejsze. To rzecz oczywista. Podobnie jak głupotą jest wybranie się na poważny trek bez przygotowania kondycyjnego. Tylko Kazber ma pretensje do swojej towarzyszki, że miała za ciężki, nieodpowiedni sprzęt nie wnikając, dlaczego tak było. Przypominam sobie jak opisywałeś cubenowe wyposażenie Agnieszki Dziadek (mam nadzieję, że nie przekręciłem nazwiska). Skoro jesteś fanem ultralajtu, to dlaczego takiego nie nosisz? :mrgreen:
PS. Dla mnie wniosek jest jeden (zresztą doszedłem do tego już dawno) - żadnych trekingów z przypadkowymi, niesprawdzonymi osobami, zwłaszcza poważniejszych,wielodniowych.

Avatar użytkownika
Yatzek
 
Posty: 284
Dołączył(a): Śr 31 lip, 2013
Lokalizacja: Lipnica Murowana
Ulubione góry: Pasmo Bez kidów

Re: Trekking z przypadkowym partnerem.

Śr 05 wrz, 2018

Och Duncan, nie stawiam kontry Tobie, a jedynie chcę uwypuklić istotne kwestie płynące z refleksji Kazbera.
Dobrze, że skończyło się happy endem, choć wyczytałem, że na granicy poważnego problemu. A gdybyśmy tu mieli szukać winnego, to poza samą panią, trudno by było wskazać kogoś innego... Natomiast gdy występują braki finansowe, to trzeba sobie zdać sprawę, że w takiej konfiguracji porywanie się na w sumie poważną wyprawę, powinno, a wręcz musi być dopięte na choćby przedostatni guzik.

Z Agnieszką przeszedłem kilka szlaków w Polsce i jeszcze zanim ją poznałem, byłem i nadal jestem ultralighterem.
Mój najlżejszy namiot - Big Agnes Fly Creek 1 Platinum jest lżejszy od jej cubenowego, podobnie śpiwór. Jedynie plecak (Osprey Exos 34) jest nieco cięższy od jej plecaka. Pozostałe wyposażenie mamy na podobnym poziomie wagowym i jakościowym.
Inna sprawa, że ja dobieram wyposażenie do charakteru wędrówki i wspomnianego namiotu nie zabrałem na pustynię, a i mata też była inna.
Kazber - od którego odkupiłem wymieniony wyżej namiot - proponował mi wspólne przejście tego szlaku, ale przelot do punktu startu i powrót, są poza moim zasięgiem ekonomicznym.
Przed pierwszym przejściem GSB (na którym 200 km przeszła ze mną Agnieszka), trenowałem poprzedni rok, by mieć potwierdzoną kondycję, choć ja i tak sporo wędruję, bo jako bezrobotny, mam na to sporo czasu.
Uważam, że świadomość przygotowania sprzętowego i kondycyjnego na poważne trasy jest bardzo, ale to bardzo istotna. Rozpatruję swoją możliwość przejścia interioru Islandii - raczej krótką drogą, ale jestem świadom swoich ograniczeń (odmrożenia stóp) i braków w wyposażeniu na taki właśnie charakter wędrówki. Pewnie z bólem serca to odpuszczę na konto cieplejszych rejonów. Przynajmniej Wizzar tam tanio lata, więc może polecę kiedyś na taki bardziej lajtowy trekking. Na razie celuję w bilety tam i z powrotem do 150 zł do Izraela, tak jak wcześniej. Co zresztą na swoim blogu opisałem...
Lekcja, przykład, nauczka. Tak odczytajmy tekst Kazbera i z niego wyciągnijmy coś dla siebie. Choćby na zasadzie "znacie - to posłuchajcie".
Mój blog wędrowny - http://ginvilla.blogspot.com

Stelmach
 
Posty: 64
Dołączył(a): Pn 10 paź, 2016
Ulubione góry: Bałkany :)

Re: Trekking z przypadkowym partnerem.

Śr 05 wrz, 2018

Yatzek napisał(a):Dobrze, że skończyło się happy endem, choć wyczytałem, że na granicy poważnego problemu.

Poproszę o podpowiedź. Który fragment mówi o problemach?

Stefanek
Moderator
 
Posty: 494
Dołączył(a): Cz 19 wrz, 2013
Lokalizacja: Śląsk Opolski
Ulubione góry: Im większe tym lepsze.

Re: Trekking z przypadkowym partnerem.

Śr 05 wrz, 2018

Aż chciałem zobaczyć, ile ten Big Agnes waży. Na stronie https://www.rei.com/product/111795/big- ... tinum-tent widzę "1 lb. 7 oz. pounds". Nie wiem co to, więc kopiuję do google, może mi coś wyliczy i googlowy kalkulator wyrzuca mi: "2.90041412 m kg2 / s2". Jakie kilogramy do kwadratu podzielone przez sekundę do kwadratu, jakich oni tam jednostek używają? :shock:

Ale dobra, na oficjalnej stronie widzę 650gram waga minimalna. Niesamowicie to lekkie. I nie jest zbyt słaby na wietrze, przemakający, łamliwy taki namiot? Wystarczająco dużo ma miejsca jak dla jedynki?

Wracając do tematu to wiadomo, że niejeden ma mało kasy na lekki sprzęcior, więc bierze ze sobą to co ma, czyli namiot z Tesco za 160zł, buty trekkingowe McArthur za 200zł, stara bluza z kapturem i akcesoria z wyprzedaży w decathlonie. No i nic mi do tego, każdy niech chodzi po górach jak chce i ile chce.

Chociaż z drugiej strony dziwi mnie postawa w stylu: 'Mam za ciężki plecak, nie jestem dobrze przygotowany, ale jakoś dam radę i dojdę choćby nie wiem co, może się nic nie stanie.' Bardziej wolę postawę: jak nie jestem dobrze przygotowany to odpuszczam i jadę w Karkonosze.

Stelmach
 
Posty: 64
Dołączył(a): Pn 10 paź, 2016
Ulubione góry: Bałkany :)

Re: Trekking z przypadkowym partnerem.

Śr 05 wrz, 2018

Ja jak na razie widzę jedynie wersję "O f**k ona ma za duży, za ciężki plecak i tragiczny namiot, na pewno nie da rady!".

Jak najbardziej mogę się mylić ale nie che mi się wierzyć, że Pani nie wiedziała na co się pisze i nie zrobiła sobie "kalkulacji" swoich możliwości.
Zwyczajnie, zupełnie nic o niej nie wiemy a jesteście w wypowiedziach przekonani, że naraziła wyprawę na porażkę... Trochę nie fair.

Sam wielokrotnie na szlaku przekonywałem się o tym jak babki potrafią być wytrzymałe, targając bez narzekania masę gratów. Nie twierdzę, że gdzieś, kiedyś na zdrowiu im się to nie odbije ale pewności też nie mam.

Avatar użytkownika
Yatzek
 
Posty: 284
Dołączył(a): Śr 31 lip, 2013
Lokalizacja: Lipnica Murowana
Ulubione góry: Pasmo Bez kidów

Re: Trekking z przypadkowym partnerem.

Śr 05 wrz, 2018

Stelmach napisał(a):
Yatzek napisał(a):Dobrze, że skończyło się happy endem, choć wyczytałem, że na granicy poważnego problemu.

Poproszę o podpowiedź. Który fragment mówi o problemach?


kazber napisał(a):Dała radę ale nie wiem jak długo zajmie jej rekonwalescencja kolan, biodra, pleców i stóp.


Dla mnie ten fragment wyraźnie mówi, że niewiele zabrakło, by doszło do kontuzji lub poważnej dysfunkcji w obrębie aparatu ruchu (biodra, nogi). Chyba wiecie, jak często w Tatrach śmigłowiec TOPR-u lata po kontuzjowanych turystów. A JMT do łatwych szlaków nie należy.
Raczej nie chciałbym mieć obok partnera który sygnalizuje początki problemów z kolanami, biodrami, plecami i stopami. A w miarę wędrówki takie dolegliwości raczej nie ustępują samoistnie...
Sam też nie chciałbym doświadczyć takich problemów w odludnym terenie.

Zdarzało mi się na szlakach spotykać przeładowane plecaki i cierpiących przez to wędrowców. Niekiedy wystarczy zrezygnować z kilku pozycji zabranych tylko dlatego, że było jeszcze miejsce w plecaku. Przerabiałem to sam około 25 lat temu i od tamtego czasu zacząłem systematycznie odchudzać swoje wyposażenie. Aktualnie niewiele pozycji mógłbym wymienić na lżejsze tak, by to odczuć. Głównie to aparat fotograficzny - Nikon D40 set 18-55 - 780g. i poncho Solognac 100 - 262g.
Zresztą sporo list sprzętu można znaleźć na moim blogu.
Mój blog wędrowny - http://ginvilla.blogspot.com

Góral z WW
 
Posty: 413
Dołączył(a): Śr 13 lip, 2016
Lokalizacja: Wrocław
Ulubione góry: Tatary i oGóry

Re: Trekking z przypadkowym partnerem.

Śr 05 wrz, 2018

Proponuję przedyskutować punkty :

1. Nie kupimy więcej żadnego niemieckiego gówna.
2. Będziemy szperać.
3. Najpierw się dokształcam, potem doradzamy.
4. Obowiązkowo szanujemy zdrowie.
5. Nie wpuścimy na wyższy poziom żadnego Czecha, Słowaka, Bułgara, a nawet Niemca.
6. Koniec z improwizacją i sobie wmawianiem.
7. Przestajemy dźwigać na plecach.
8. Zero grania bohaterów i bycia pośmiewiskiem dla innych .
9. Koniec z podcieraniem tyłków.
10. Podejmujemy leczenie z gadulstwa.
11. Wbijamy se do głowy że Polska to malutki, nic nie znaczący kraj…
12 … ale z dumnymi siostrami i braćmi Polakami i tak będziemy elitą.



:D :D :D
Droga jest celem.

Avatar użytkownika
Marek
 
Posty: 4050
Dołączył(a): Wt 02 maja, 2006
Lokalizacja: Gliwice
Ulubione góry: Małe Pieniny

Trekking z przypadkowym partnerem, a "sprawa polska"

Śr 05 wrz, 2018

kazber napisał(a):Piszę ten tekst bo jestem jednym z Was, bo chcę być dumny z moich sióstr i braci Polaków. Bądźmy w górach elitą a nie wleczmy się w ogonie. Nie grajmy bohaterów.
Na moją partnerkę każdego dnia patrzono z niedowierzeniem. Złamała wszelkie reguły i zdrowy rozsądek. Pokonała samą siebie. Dowlokła się. To był dla mnie kolejny cud w górach. Jestem przekonany, że doszła dzięki obecności i pomocy Stwórcy.


No patrz... a kumpel w górach Sierra Nevada z niedowierzaniem patrzył na świnię w butach i na smyczy :).
Co za zlepek przekazów zapodałeś w tym krótkim cytacie (że o reszcie nie wspomnę). Łeb boli od przeciążeń.
Ty po tej wrocławiance (o mieszkańcach miast piszemy w Polsce małą literą) jedziesz "jak po burej", czy ją chwalisz? Masz misję cywilizowania ziomków z zadupia, czy prezentujesz kompleks związany z korzeniami na tym zadupiu? Dajesz przy okazji świadectwo wiary nagrodzonej za życia? To piękna rzecz, doświadczać tylu cudów. Tak o nie trudno w czasach racjonalizmu.
Dobra, nie chcę robić za trolla.
Polacy to w górach pewien fenomen. Dla zachodnich ofiar outdoorowego marketingu i konsumentów oferty różnych "produktów turystycznych", tresowanych na dodatek przez cywilizację (ujmując rzecz ogólnie) w stosowaniu "wszelkich reguł, których się nie łamie" być może są obciachowi. Ale i tak cisną i robią swoje. Nie mam tu oczywiście na myśli masówki zapełniającej turystyczne kolektory (np. ceprostradę do Morskiego Oka czy przyhotelowe baseny w modnych "destynacjach"), tylko tych, którzy mają przede wszystkim cel i fantazję. Wystarczy popatrzeć na historię polskiego himalaizmu, ale i znacznie niżej można znaleźć świetne przykłady. Ot, poznany na innym forum koleś, który włóczy się po Europie na rowerze z hipermarketu, śpi w krzakach, chodzi w spódnicy i świetnie się przy tym bawi, bo nie porównuje swojej turystyki ze światowymi trendami, jest odporny na presję wykreowanego wstydu za bycie "znad Wisły", a awarie rzęcha traktuje jak część przygody.
O sukcesie przedsięwzięcia tylko częściowo decyduje sprzęt i spełnienie "warunków wyjściowych" (trening, dieta i takie tam...). Często pomaga przypadek, ale kluczowa jest psycha. W zachodniej turystyce, a nawet w wyczynie, tego ostatniego czynnika zaczyna brakować. Jak dla mnie - szkoda. Lubię naszą fantazję i determinację - żal by mi było, gdyby wszyscy w naszym "malutkim, nic nie znaczącym kraju" wzięli sobie Twoje rady do serca. Nawet, jeśli te rady są ze świeżoamerykańskiej perspektywy. A może nawet zwłaszcza :).
Napisałeś: "Przestańcie być pośmiewiskiem innych i nie grajcie bohaterów." Mniejsza o użycie czasowników w drugiej osobie ;). Granie bohatera w realnym świecie (nie na scenie czy filmowym planie) rzeczywiście "wali wiochą". Ale co jakiś czas trafia się niektórym ziomkom być bohaterem naprawdę (i nawet to przeżyć). Myślisz, że nie powinni aż tak kozaczyć? Podaj mi przy okazji instrukcję do procedury wychodzenia z "bycia pośmiewiskiem dla innych" (określ przy tym, dla kogo) - w wymiarze dotyczącym nacji. Dopasowanie do bułgarskich standardów wyposażenia? OK. Ale może jest coś jeszcze? Mam nadzieję, że uwzględnisz także tych, co "srają do własnego gniazda" w ramach działania programowego (ideologicznego) lub w ramach samorealizacji, ale kształtujących w ten sposób stereotyp postrzegania nas w świecie. Nie spodziewam się tu jednak szczególnej aktywności z Twojej strony. Zdaje się, że cały manifest jest we wpisie powyżej, a kwestia polewania w USA z Polaków ma charakter pasujący na tym forum tylko do działu Off-topic.
Ty chcesz być dumny z Polaków - jeśli będą tacy jak "reszta świata". Ja jestem dumny z Polaków jako Polak. Bez stawiania warunków. I tego Ci życzę.
Żeby jednak nie było, że tylko się czepiam, przybijam piątkę za apel: "Szanujcie prawo i reguły obowiązujące w kraju, w którym przebywacie". Z tym rzeczywiście mamy problem (jako nacja - czyli w sporym uogólnieniu) :).
Wirklich; ein zehnfach interessantes Land dieses Schlesien!
(Goethe)

http://przyslop-potocki.pttk.pl
http://aim-gory.blogspot.com/

Stefanek
Moderator
 
Posty: 494
Dołączył(a): Cz 19 wrz, 2013
Lokalizacja: Śląsk Opolski
Ulubione góry: Im większe tym lepsze.

Re: Trekking z przypadkowym partnerem.

Cz 06 wrz, 2018

Polacy to w górach pewien fenomen. Dla zachodnich ofiar outdoorowego marketingu i konsumentów oferty różnych "produktów turystycznych", tresowanych na dodatek przez cywilizację (ujmując rzecz ogólnie) w stosowaniu "wszelkich reguł, których się nie łamie" być może są obciachowi.

Często spotyka się ludzi w górach, którzy mają na sobie i ze sobą tylko Rab, Deuter, Arcteryx, Meindl, La Sportiva, Salewa, Grivel i podobne. I moim zdaniem nie robią tego tylko po to, żeby być ubrani i wyposażeni według "wszelkich reguł, których się nie łamie", ale często też po to, żeby czuć się i wyglądać w oczach innych jak rasowi i odpowiedzialni turyści, tacy lepsi od tych niedzielnych weekendowych ludków z miasta w adidasach, taka moda dowartościowania się i niekoniecznie zła :)

duncan76
 
Posty: 1067
Dołączył(a): Śr 04 kwi, 2007
Lokalizacja: Tychy

Re: Trekking z przypadkowym partnerem.

Cz 06 wrz, 2018

Kilka swobodnych myśli w związku z postami powyżej:
1. Marek jak zwykle trafił w "sedno dziesiątki" :)
2. Stefanek, widziałeś ile ten namiot kosztuje? Ilu ludzi w Polsce stać na namiot za 500 dolców? A jest jeszcze kwestia niedostępności tego hiperutralajtu "na żywo" w Polskich sklepach (kupisz np. plecak bez przymiarki?), o ewentualnych reklamacjach nie wspomnę. Pewnie w Bułgarii jest z tym lepiej :P .
3. W kwestii trwałości - ja boję się używać Cloud Upa w cięższym terenie, taki jest delikatny :) . Raz w życiu widziałem w Alpach Z-packsa (bo wbrew słowom Kazbera Europa Zachodnia nosi niemiecki badziew, pewnie lubią wystawiać się na pośmiewisko :wink: ) - a raczej to co z niego zostało, bo Jankes biedak wywalił się na plecy na piargu w Dolomitach i plecak wyglądał jak po ataku Edwarda Nożycorękiego.
4. Jacku - może zamiast kupować ultralajtowe namioty trzeba było za zaoszczędzone pieniądze pojechać na Islandię z Cloud-upem i lipnickimi bułkami? Albo na JMT z niemieckim badziewiem, szmelcem? Tyle, że byłbyś "pośmiewiskiem", na które "patrzono by z niedowierzaniem", złamałbyś "wszelkie reguły", no i grałbyś "bohatera" "podcierając tyłek szkłem". :mrgreen: No i Kazber nie byłby z Ciebie dumny...
5. Wczoraj na szlaku w Beskidzie Śląsko-Morawskim spotkałem "wyposażonego na najwyższym poziomie" czeskiego przedstawiciela gatunku ultra light - miał na nogach basenowe klapki. One na pewno nie schną trzy dni :P .
6. Nauczyłem się nie oceniać ludzi po sprzęcie jaki mają na/przy sobie. Nie wiem kim są, do czego ten sprzęt jest im potrzebny, jak go używają. Widywałem ludzi w "szmatach", ludzi do których nie mam nawet podejścia w kwestii "osiągnięć", wiedzy czy doświadczenia. Widywałem ludzi hiper wyposażonych, którzy byli do niczego i poza sprzętem w kwestiach "turystycznych" nic sobą nie (re)prezentowali - nie mieli wiedzy, umiejętności, "głowy". Słyszałem komentarz "starych wyjadaczy" kiedy przeszedłem przed nimi w moich nowiuśkich butach i szczerze mówiąc miałem to w "d", że pewnie w czasie kiedy oni doprowadzali swoje buty do poziomu "starego wyjadacza" ja zarżnąłem trzy pary... Mam gdzieś, że mam w większości gorszy i bardziej ściorany sprzęt niż "westmeni" w Alpach - ja robię swoje, realizuję swoje marzenia.

Góral z WW
 
Posty: 413
Dołączył(a): Śr 13 lip, 2016
Lokalizacja: Wrocław
Ulubione góry: Tatary i oGóry

Re: Trekking z przypadkowym partnerem.

Cz 06 wrz, 2018

Kazber, ale ci się zebrało…
Zanim puściłem swój uszczypliwy wpis trzy razy podchodziłem do tego, co napisałeś. Wiele tam trafnych uwag. Ale te dwa ostatnie akapity – jak z kościelnej ambony – przewróciły sprawę do góry nogami. No i teraz jest jazda z tymi Bułgarami…
Mnie już wystarczy.
Trochę myślałem o tym, jak to jest, gdy przypadkowo skrzyknięci na forum ludzie spotykają się wspólnie na szlaku. Bo tą kwestię (vide temat wątku) uznałem w twoim wpisie za bardzo istotną. A potem jakby się rozmyła...
Takie forumowe wyjazdy to zawsze ryzyko. Dla wszystkich. Wiem ze swojego doświadczenia, bo zdarzyło się, że to ja byłem jak wspomniana wrocławianka. Może nie w kwestii sprzętu, ale w zakresie wydolności i kondycji. I znalazł się w grupie ktoś, komu to bardzo przeszkadzało, kto nie oszczędził mi krytycznych uwag.
PS
Kazber, może dasz jakiś opis waszej wędrówki ?
Ciekaw jestem charakteru trasy, warunków (pogoda, góry, snieg), prowiantu (spożywka na 9 dni) itd.
Droga jest celem.

Następna strona
Powrót do Rozmowy o górach

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości