Asekuracja dziecka na szlaku

Posiadając małe dziecko nie trzeba rezygnować z górskich wypraw i wycieczek, wręcz przeciwnie - czy może być coś lepszego niż zaszczepienie własnej latorośli miłości do gór?

Moderator: Moderatorzy

mariokej
 
Posty: 1
Dołączył(a): Cz 07 lip, 2016
Ulubione góry: Tatry

Asekuracja dziecka na szlaku

Cz 07 lip, 2016

Cześć,
wybieram się w Tatry z dzieckiem prawie 6 lat. Szliśmy już w Bieszczadach, w tamtym roku zrobił sam ok. 20km na Śnieżkę – teraz Tatry. Ja Tatry znam, no trochę po nich chodziłem :D . Mam prośbę o poradę dotyczącą asekuracji (ale nie wspinaczkowej ) dziecka.

Nie chodzi mi już o to czy asekurować tylko jak asekurować.

Trasy mamy zaplanowane „raczej spokojne” a te najtrudniejsze to:
- z Kir (czewonym) na Czerwone Wierchy do Kasprowego i zjazd kolejką
- z przez Wodogrzmoty i Siklawę do 5 Stawów i przez Świstówkę do Moka
Pisałem raczej, bo tam nie ma może strasznych ekspozycji, ale chodzi mi o taką asekurację na szlaku, przed potknięciem, tam gdzie ślisko, czasem szlak ma 1m szerokości i ostry stok itp. To nie ma być wspinaczka! Jesteśmy nastawieni na rozsądek i pokorę w stosunku do gór, ale…
Nie chcę dziecka trzymać cały czas za rękę, a chcę o niego zadbać. Zakładam, że przy asekuracji jak poniżej mógłby przejść całą trasę. Przeglądnąłem wiele wątków o takiej asekuracji – znam różne punkty widzenia.
Rozwiązanie prawie wybrałem. Proszę o porady jak je najlepiej zrealizować.
Robię pełną uprząż wykonaną z dwóch pętli taśm dla dziecka (ok 21kg wagi) wg znalezionego na forum foto poradnika. Pewnie Wam znane. Górne jej „oczko” spinam z „oczkiem” części biodrowej liną 10mm za pomocą podwójnej ósemki. Drugi koniec liny łączę podwójną ósemką z moją częścią biodrową z takiej samej taśmy. Linę zakładam długości około max. 2m i w bardziej niebezpiecznych miejscach skracam jej część i trzymam w ręce. Nie będzie to asekuracja ani stanowiskowa ani lotna, tylko… hm jaka?
No i teraz pytania:
- czy na obu końcach liny mogę założyć karabinki (te z nakrętkami) do łatwiejszego rozpinania nas, czy jednak podwójne ósemki są bezpieczniejsze?
- czy mogę zrobić dla uprzęży dziecka do łączenia części piersiowej i biodrowej pętlę z osobnej liny związanej podwójną ósemką i do tego podłączać karabinek? Byłoby tak szybciej i wygodniej. Jaka średnica tej liny jest wystarczająca? Jaki mocny karabinek – a może średnica pręta?
- czy lina „asekuracyjna” łącząca nas 10 mm jest wystarczająca? Może za gruba?
- czy lina między nami powinna być dłuższa niż te 2m? dlaczego?
- przy podchodzeniu mały może iść przodem, ale też mogę ja iść pierwszy i czasem go podciągać – jak lepiej? Niestety jak ja pierwszy to muszę się oglądać cały czas za siebie, żeby nie „rwać” małego przy stawianiu kroków – więc?
- przy schodzeniu młody idzie pierwszy (mam na niego oko) i trzymam prawie cały czas linę napiętą i podciągam przy np. potknięciu?
- przy schodzeniu kłopot z tą uprzężą dziecka jest taki, że oczka obu pasów są z przodu, a pasowałoby mieć punkt zapięcia młodego z tyłu. Nie mogę wtedy przepiąć układu tył do przodu, bo górna pętla pasa piersiowego biegnie z tyłu po szyi i gdybym to odwrócił, to tą część miałby na krtani, co odpada. Jak zrobić ten punkt zaczepu z tyłu tych pasów?

Byłbym wdzięczny, gdyby ktoś postarał się oprócz komentarza odpowiedzieć na poszczególne pytania.

Ojulia
 
Posty: 5
Dołączył(a): Wt 18 paź, 2016
Ulubione góry: Tatry

Re: Asekuracja dziecka na szlaku

Pn 31 paź, 2016

jeśli chodzi o asekuracje to ja też zawsze mam wątpliwości, chętnie dołacze sie do pytania

Avatar użytkownika
Maniek
Moderator
 
Posty: 648
Dołączył(a): Pt 14 wrz, 2007
Lokalizacja: Kraków
Ulubione góry: Tatry, Dolomity

Re: Asekuracja dziecka na szlaku

Pn 31 paź, 2016

Cześć,
Piszesz że chcesz asekurować "przed potknięciem" - moim zdaniem to nie wykonalne nawet jeśli trzymać dziecko cały czas za rękę (czego odradzam). Moim zdaniem asekuracja zabezpieczyć może przed "zjechaniem zbyt daleko" w miejscach śliskich/stromych/itp..
Ja bym dziecku ubrał tylko uprząż biodrową i wziął z 10m liny 8mm (żeby nie nosić zbyt dużo) i skracał "w ręce" w miejscach trudniejszych. Te ok. 20kg powinno się dać utrzymać w ręce w razie poślizgnięcia się dziecka. Właśnie tak robiłem z moim synem i to na poważniejsze drogi (Tatry Wysokie i Dolomity). Do dziecka (jego uprzęży) lina przywiązana na stałe, do siebie może być przez karabinek - w długich miejscach "spokojnych" zwijamy linę i klarujemy dziecku przez ramię - mój był super dumny, że może nieść linę.
Tylko 2m odstępu to strasznie niewygodne - w razie czego można na skróconej linie zrobić ucho i wpiąć w karabinek.
Dziecko idzie jako pierwsze - mamy cały czas kontrolę nad tym co robi.
Najważniejsze - sami się nie potykamy!
Pozdrawiam,
Maniek

Wojtek_L
 
Posty: 7
Dołączył(a): Pt 05 paź, 2012
Ulubione góry: Tatry

Re: Asekuracja dziecka na szlaku

N 13 lis, 2016

dylematy rodziców :-), ja kupiłem pełną uprząż dla dziecka - doszedłem do wniosku że kombinacje z taśmami ani nie są wygodne dla dziecka ani też mnie nie uspokajają. Asekuracja przed potknięciem - zgadzam się że to raczej nie wykonalne, trzeba w trudnych odcinkach po prostu zwolnić i być w bezpośredniej bliskości z dzieckiem (mówię tu o filigranowej dziewczynce w wieku 6 lat - moja córka). Spięcie liną daje po prostu zabezpieczenie przed wyjazdem no i psychicznie nas (rodziców) uspokaja :-). Z założenia oczywiście, nie ma opcji na jakiś hardcor bo nie idziemy po to w góry, za parę lat za pewne będziemy chodzić wyżej i dłużej, na razie na spokojnie. Ja poszedłem na razie z córką nad Czarny Staw po Rysami no i mieliśmy skoczyć do Piątki przez Roztokę ale pogoda nie puściła, szczerze powiem, że przez Świstówkę bym nie szedł - dla mojej córki to jeszcze za wcześnie :-)

Avatar użytkownika
Wacek
 
Posty: 324
Dołączył(a): N 27 lip, 2008
Lokalizacja: śląsk

Re: Asekuracja dziecka na szlaku

Pn 14 lis, 2016

czy na obu końcach liny mogę założyć karabinki (te z nakrętkami) do łatwiejszego rozpinania nas, czy jednak podwójne ósemki są bezpieczniejsze?


Nie ma znaczenia jeśli chodzi o bezpieczeństwo. Nie będzie lotów po kilka/kilkanaście metrów (a i w tym przypadku nie ma znaczenia). Karabinki osobiste (zakręcane - czyli jak to nazwałeś z nakrętkami) będę bardziej operatywne. Należy tylko pamiętać (!!!) o ich zakręcaniu.

czy mogę zrobić dla uprzęży dziecka do łączenia części piersiowej i biodrowej pętlę z osobnej liny związanej podwójną ósemką i do tego podłączać karabinek? Byłoby tak szybciej i wygodniej. Jaka średnica tej liny jest wystarczająca? Jaki mocny karabinek – a może średnica pręta?


Kiedyś tylko tak się robiło, tyle że łączyło się nie podwójną ósemką tylko podwójnym zderzakowym. Możesz tak zrobić. Lata wspinacze tak chodzili i na dodatek latali. Wiem, że to dziecko i nie ma 55 kg. ale dla świętego spokoju zrobiłbym to liną pojedynczą (nie podwójną lub bliźniaczą, a na pewno nie repszurem). Wprawdzie i zapewne każda z nich by wytrzymała, ale po co mając uprzęże, karabinki osłabiać układ cienkim łącznikiem.

czy lina „asekuracyjna” łącząca nas 10 mm jest wystarczająca? Może za gruba?


Jest za gruba. Ale strategicznie w tym przypadku nie ma to większego znaczenia. Liny będziesz miał ile 3- 5 m? A po co osłabiać układ.... Byle pojedyncza.

czy lina między nami powinna być dłuższa niż te 2m? dlaczego?


Moim zdaniem tak. Dlaczego? 2 metry są mało operatywne. Teraz idziecie na Świstówkę za rok na szpiglasową. Będziesz wtedy kupował nową linę? Malec będzie wtedy jak na postronku. Przyjdzie Ci go przypilnować na jakimś dłuższym odcinku i będziesz musiał za nim biegać krok w krok. Poza tym na reakcję może być mało czasu. Zanim się zorientujesz to potykający się dzieciak pociągnie i Ciebie. Ja miałem 20 m. Dziecko było na linie około 3-4 metrów a reszta w plecaku. Ale jak schodziliśmy ze Świnicy to szła na całą długość liny i na końcu wpinała się w ring. Dopiero potem schodziłem do niej ja. Z 2 metrami to ciasno wg mnie.

przy podchodzeniu mały może iść przodem, ale też mogę ja iść pierwszy i czasem go podciągać – jak lepiej? Niestety jak ja pierwszy to muszę się oglądać cały czas za siebie, żeby nie „rwać” małego przy stawianiu kroków – więc?


Nie ma reguły. To zalezy od terenu. Raz moja córa szła przodem, a jak widziałem że trudniej, to przypinałem ją do ringa i szedłem do góry. Potem się odpinała i ściągałem ją z górną asekuracją. Ale jak mi się wydaje nie ma reguły.

przy schodzeniu młody idzie pierwszy (mam na niego oko) i trzymam prawie cały czas linę napiętą i podciągam przy np. potknięciu


U mnie mniej więcej ta kto wyglądało. Tyle że, nie napiętą (możesz wyprowadzić szarpnięciem malca z równowagi i wtedy się wypieprzy - tym bardziej, że punkt obrotu jest wyżej niż punkt podparcia i robi się niezły moment obrotowy :) ). Ja miałem jeden zwój w ręce i regulowałem luz czasami popuszczająć linę a potem skracając.

przy schodzeniu kłopot z tą uprzężą dziecka jest taki, że oczka obu pasów są z przodu, a pasowałoby mieć punkt zapięcia młodego z tyłu. Nie mogę wtedy przepiąć układu tył do przodu, bo górna pętla pasa piersiowego biegnie z tyłu po szyi i gdybym to odwrócił, to tą część miałby na krtani, co odpada. Jak zrobić ten punkt zaczepu z tyłu tych pasów?


Nie robić. Puścić linę pod pachą. Ew. przełożyć przez górną częśc uprzeży pętlę ( z tyłu) i do niej się wpiąć.

Jeśli mogę tak od siebie jeszcze... Jeśli faktycznie chcecie chodzić, może jednak warto zainwestować (może nie na start, chociaż...) w pełną uprząż dla dziecka (nawet używaną) lub przynajmniej w dół a górę zrobić z taśmy? 2 metry liny w niektórych przypadkach to może być mało. Pamiętaj, że bezpieczeństwo tym przypadku zależy od was obojga - wszak stajecie się zespołem... Jeśli Ty się wywalisz malec poleci za Tobą. jak będziesz miał 2 mety to niewielkie Twoje podknięcie może malca szarpnąć i to ze sporą siłą co może być średnio przyjemne. Dodatkowa pętla przydaje się jak się potkniesz. Zawsze w ręce masz ten "margines" bezpieczeństwa.
No i na koniec - kask. Dla małego frajda i... dodatkowa ochrona. Po co Ci lina i uprzęże, jak mały walnie głową o kamol. Jak asekuracja to na poważnie, a nie dla zabawy. No i Tata dla przykładu też ;)
Jako że nie jest to wspinaczka a szlaki też nie obfitują w jakieś spaszty to cała impreza może nie do końca ma jakieś zastosowanie - ale może warto od małego uczyć właściwych zachowań.

P.s. no i jeszcze mi się nasunęło. Jak byłby takie "ciekawsze" momenty a córa stała w dobrym miejscu to odpinałem się od liny. Jak bym grzmotnął to linę trzymałem tylko w ręce. Jest szansa, że w manewrze obronnym próbując się czegoś złapać puszę linę. Jak będę do niej przypięty to na pewno dziecko poleci ze mną. Jeśli córa była wpięta do ringa to ja też zostawałem wpięty do liny. Robiłem tak - lina do dziecka, potem ósemka lub wyblinka ok 50- 70 cm od dziecka i z karabinkiem (wpiętym do uprzęży dziecka) którym się wpinała do ringa. Potem lina do mnie.
Ziymia zatrzynsła się tak coby pynknonć zaro miała, a przez kosmos przewaloł się dziwny pomruk, co zdowoł sie szlochem starej baby zaczynać a krzykiem zarzinanego bajtla kończyć. Kajś na wiyrchu coś hukło, rykło, zatrzeszczało i łoroz rozwarło sie czorne niebo, a przez szkaradnie pokrzywiono dziura co się w nim zrobiła wloło się do środka złote, ciypłe światło. Zrozumieli my wtedy, co Bóg sie do nos śmieje… (wspomnienia z odnalezienia w lawinie).

juwko
 
Posty: 1
Dołączył(a): Śr 28 gru, 2016
Lokalizacja: Kalisz
Ulubione góry: Tatry

Re: Asekuracja dziecka na szlaku

Cz 29 gru, 2016

Wow! Super, że opracowałeś taki temat! Gratulacje!

Renata_s
 
Posty: 10
Dołączył(a): Pt 27 paź, 2017
Lokalizacja: Kraków
Ulubione góry: Tatry, Gorce

Re: Asekuracja dziecka na szlaku

Pn 23 kwi, 2018

Hej! Dzięki za taki wątek :) tego szukałam. Jeśli dobrze zrozumiałam, to:

1. Ogólnie:
Dziecko - pełna uprząż, wiążemy podwójną ósemką do liny na stałe.
Opiekun: uprząż, lina przywiązana przez karabinek (karabinek wpięty do oczka w uprzęży jak przy asekuracji, lina do karabinka podwójną ósemką? wyblinką? skowronkiem? krawatem itp. (proszę się nie śmiać...)
Lina długości ok. 10m -20m, skrócona do 3-5m, przy normalnym chodzeniu. Część liny można nieść w ręce i regulować długość.

2. W terenie bez zabezpieczeń, ale eksponowanym, np. wąska ścieżka ze żwirkiem itp.

Dziecko idzie pierwsze, 3-4m liny między nami. My jesteśmy jego zabezpieczeniem (zakładając, że to opiekun się nie potknie...).
Jak idziemy do góry w bardziej stromym terenie, to lepiej, żeby dziecko było za nami? W razie upadku, nie ma się gdzie rozpędzić?

3. W trudnych miejscach: stalowe liny, łańcuchy, stopnie, drabiny itp.
Jak idziemy w dół, dziecko idzie pierwsze, (opiekun asekuruje "jakby z góry"), jak idziemy pod górę, to opiekun pierwszy i też pilnuje "z góry".

Zejście: Opiekun wpina się do ringa (lub czegoś innego? w łańcuch przed jego kotwiczeniem? w klamrę? w szczebel drabiny, jak nie ma nic innego?). Dziecko idzie w dół. Po przejściu odcinka, dziecko się wpina do czegoś stałego. Wpięcie może być poprzez taśmę z karabinkiem (np. 60cm?). Opiekun dopiero teraz rusza w dół. Dziecko zabezpiecza trochę również opiekuna.

Wejście: dziecko wpięte do ringa, opiekun idzie do góry. Przypina się do czegoś stałego. Dziecko odpina się od ringa i idzie do góry. Co robimy z liną? Zwijamy w ręce? (trudno będzie dziecko utrzymać jak zjedzie?) Czy raczej wybieramy linę przez kubek, jak przy normalnej asekuracji? Czy też dopinamy się do czegoś stałego i robimy techniczną asekurację z góry?

Napiszcie jeszcze coś o praktycznym zabezpieczaniu dziecka w górach (7-12lat). Bo trasy są zwykle mieszane: trochę łańcuchów, klamer, strome ścieżki ze żwirkiem itp.
Pozdrowienia :)

Powrót do Z dziećmi w góry

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość