Gdzie byliśmy

Posiadając małe dziecko nie trzeba rezygnować z górskich wypraw i wycieczek, wręcz przeciwnie - czy może być coś lepszego niż zaszczepienie własnej latorośli miłości do gór?

Moderator: Moderatorzy

P_A_B_L_O
 
Posty: 75
Dołączył(a): Wt 11 sty, 2011
Ulubione góry: Karpaty

Re: Gdzie byliśmy

N 01 lut, 2015

Drugi tydzień ferii spędziliśmy na klasycznym "zimowisku" - a dokładniej rzecz biorąc, wędrując na nartach przez rumuńskie Karpaty Wschodnie.

Parę fot:
https://picasaweb.google.com/klubik.karpacki/Zimowisko#

Zapraszam do obejrzenia!

PABLO

P_A_B_L_O
 
Posty: 75
Dołączył(a): Wt 11 sty, 2011
Ulubione góry: Karpaty

Re: Gdzie byliśmy

Śr 04 lut, 2015

P_A_B_L_O napisał(a):Drugi tydzień ferii spędziliśmy na klasycznym "zimowisku" - a dokładniej rzecz biorąc, wędrując na nartach przez rumuńskie Karpaty Wschodnie. Parę fot:
https://picasaweb.google.com/klubik.karpacki/Zimowisko#


I jeszcze z innego spojrzenia:

https://picasaweb.google.com/1122190459 ... /Zimowisko

PABLO

P_A_B_L_O
 
Posty: 75
Dołączył(a): Wt 11 sty, 2011
Ulubione góry: Karpaty

Re: Gdzie byliśmy

Śr 11 lut, 2015

weronka napisał(a):w Górach Kaukazu byłam na wyjeździe z biurem podróży [...] Było bardzo dobrze, pomimo tego, że znajomi twierdzili, żeby organizować samemu. To był taki wyjazd bardziej na narty, do tego do obcego kraju i nie chcieliśmy ryzykować, Teraz częściej jeździmy sami, ale nie miałabym oporów, żeby ponownie skorzystać z biura, jeśli nalazłabym dobrą ofertę.


https://www.youtube.com/watch?v=Arm4KHGObiI

"Warunki na zgrupowaniach miałyśmy bardzo dobre! Wszystko to zasługa naszego prezesa i nie jest prawdą, że nad łóżkami dach przeciekał! Szczególnie, że prawie nie padało! Prezes dba o nas jak ojciec najlepszy! Pre..."

źródło: http://www.bareja.neostrada.pl/skrypt.htm#scena78

Obrazek

PABLO

P_A_B_L_O
 
Posty: 75
Dołączył(a): Wt 11 sty, 2011
Ulubione góry: Karpaty

Re: Gdzie byliśmy

Pn 23 lut, 2015

W miniony weekend wyskoczyliśmy w Worek Raczański.

Liczyłem na to, że tam jest na tyle surowy klimat, że może nie zmroziło tego, co wcześniej rozpuściło i że da się jakoś w miarę sensownie wędrować. Tragedii nie było, ale łatwo też nie.

Szliśmy "klasycznie" - z Rycerki Kolonii na Wielką Raczę, dalej grzbietem granicznym do Rycerzowej, powrót przez Muńcoł do Ujsoł. Wyjście na nartach praktycznie z samego dołu - po minięciu drogi zrywkowej. Zjazd możliwy do samego dołu!

Warunki bardzo różne i zmieniały się niemal z każdym krokiem w zależności od otoczenia - inaczej pod drzewem (bardzo ślisko), inaczej na odkrytym terenie; inaczej od południa inaczej od północy ...., wręcz miejscami inaczej pod lewą i prawą nartą. Generalnie śnieg był ciężki, trudno było manewrować, do tego narty to rozpędzały się na maksa, to przywierały. Trudno było trzymać równowagę.

Śniegu generalnie jest bardzo dużo. Na grzbiecie niestety wszystko wyjeżdżone przez spaliniarzy i podziurawione przez pieszych. Za to na trawersie (szlak narciarski połączony z pieszym) - uwaga (!) - ZERO PRZEDEPTU!!! Po prostu zima, tym bardziej, że to na północnym stoku - śnieg sypki i tylko momentami trochę szreni. Można było poczuć przyjemność zakładania śladu, i nawet się przy tym zmęczyć bo śniegu tam jest po prostu full!

Pogoda dopisała. W sobotę i w niedzielę rano lampa. Tylko trochę wiało. Po południu w niedzielę zachmurzyło się i wyraźnie ociepliło. W nocy też było dosyć ciepło, więc trudno mówić o naprawdę zimowym biwaku.

BTW: zadziwiające jak dzieci radzą sobie na tych biegóweczkach - trudno mi to ogarnąć. Zjeżdżali (jak dla mnie) "pionem", po na przemian ciężkim i szybkim śniegu, krzalem, po zmroku, itp. Nie było mowy o zdejmowaniu nart - bunt. Dla mnie szok!

Parę fot: https://picasaweb.google.com/klubik.karpacki/Spacerek

Zapraszam do obejrzenia!
PABLO
------------------------------------------------------------------------------------------------
1994-2014 - 20 lat wycieczek Klubu Karpackiego w Karpaty rumuńskie i ukraińskie
> Zapraszam na stronę WWW Klubu Karpackiego: http://www.klub-karpacki.org

P_A_B_L_O
 
Posty: 75
Dołączył(a): Wt 11 sty, 2011
Ulubione góry: Karpaty

Re: Gdzie byliśmy

Pn 09 mar, 2015

Na ten (7/8 marca) weekend mieliśmy pojechać w Sądecki, ale ponoć śnieg tam miał być dopiero na grzbiecie. No i wyszło jak zwykle - czyli "za śniegiem" trafiliśmy w Żywiecki.

Zaczęliśmy w Sopotni Małej. Śnieg był już na dole, ale mokry i bez podkładu. Podeszliśmy kawałek z buta, niewiele powyżej doliny można było założyć narty i drzeć w górę. Z każdym krokiem śniegu było więcej, wkrótce zrobiła się prawdziwa zima - tym trudniej w to uwierzyć mając na uwadze ten i poprzedni sezon no i to, co ma się za oknem na co dzień.

Praktycznie do szczytu Romanki miałem przyjemność zakładania śladu. W głębokim śniegu! Jak za Starych Dobrych Czasów! Co prawda w pobliżu przełęczy pod Kotarnicą pojawił się ślad , ale kluczył po lesie więc wydarliśmy do góry po nieprzetartym.

Na szczęście wyżej trzymały się chmury i dzięki temu nie dochodziło słońce co uratowało śnieg przed przedwczesnym osiadaniem. A nas przed spłynięciem lub przyklejeniem się do podłoża.

Dalej klasycznie przez Rysiankę. Posiedzieliśmy trochę w schronisku i poszliśmy przez Trzy Kopce w kierunku Przeł. Bory Orawskie. Tam zabiwakowaliśmy przy ognisku. Pod wieczór zaczęła się tworzyć szreń i robiło się "coraz szybciej".

Od rana w niedzielę była słoneczna pogoda no i niestety było coraz cieplej. Za to widoki były coraz lepsze. Na szczęście śnieg nie łapał się jakoś bardzo ślizgów. Zaszliśmy jeszcze do Bacówki Pod Krawcowym Wierchem i zjechaliśmy do Glinki. Śnieg skończył się dopiero pod Kubiesówką. Z buta zeszliśmy do Glinki.

Ale na północnych stokach grzbietu granicznego śnieg dochodził w zasadzie do samej doliny - tamtędy dałoby się zjechać na sam dół, niestety nie mieliśmy już czasu żeby tamtędy załoić bo następny bus był za późno na nasze możliwości czasowe.

Krótka fotorelacja:
https://picasaweb.google.com/klubik.kar ... rzyszAZima

Zapraszam do obejrzenia.

PABLO
------------------------------------------------------------------------------------------------
1994-2014 - 20 lat wycieczek Klubu Karpackiego w Karpaty rumuńskie i ukraińskie
> Zapraszam na stronę WWW Klubu Karpackiego: http://www.klub-karpacki.org

P_A_B_L_O
 
Posty: 75
Dołączył(a): Wt 11 sty, 2011
Ulubione góry: Karpaty

Re: Gdzie byliśmy

Wt 09 cze, 2015

Jak w tym powiedzeniu o osiołku i żłobach, do ostatniej chwili nie mogłem się zdecydować gdzie by tu się wybrać na tegoroczny, czerwcowy "długi weekend". "Już" w czwartek, około drugiej w nocy udało mi się wreszcie spakować, a na stole wylądowały mapy Pomorza Zachodniego, Litwy, okolic Lwowa, Sudetów i ... Bieszczadów. Ostatecznie zwyciężyła opcja "sentymentalnej wycieczki po terenie pierwszych uprawnień" czyli Bieszczady. W sumie dawno tam nie byłem, a od pewnego czasu chodziło mi po głowie sprawdzenie jak dzieci poradzą sobie na rowerach w klasycznym, bieszczadzkim krzalu. Nieco zamulony, zapakowałem towarzystwo do wozu i pojechaliśmy. Przed ósmą rano dojechaliśmy do Tarnawy (k. Zagórza).

Pogoda była niezła, ale jeszcze w nocy lał deszcz - należało się więc spodziewać, że błota nie zabraknie. Z Tarnawy asfaltem podciągnęliśmy do Olchowej, skąd już normalną drogą wyjechaliśmy na grzbiet. Już na podjeździe było błotnisto, ale - jak się mogliśmy później przekonać - to był lajcik. Początkowo głównym przeciwnikiem były strome podjazdy i coraz większy upał. Tym bardziej, że dzieci jeszcze w tym sezonie nie przyzwyczajone do bardziej pofałdowanego terenu. Grzbietem, którym się poruszaliśmy był wytyczony jakiś "papieski" szlak, ale już na pierwszy rzut oka widać, że raczej pielgrzymów tam zbyt wielu nie chadza. Za to mieliśmy przyjemność poczucia prawdziwego bieszczadzkiego klimatu - "koleiny po pachy, woda i błoto po pas, krzal wszędzie". Cóż było robić - darliśmy. W takim miłym otoczeniu przełoiliśmy do przełęczy pomiędzy Kiełczawą i Kalnicą. Mieliśmy dalej łoić grzbietem, przez Gawgań i Huczek, ale zrobiło się późno, a chcieliśmy jeszcze trochę tego dnia - dla odmiany - "pojeździć". Zjechaliśmy więc do Kalnicy, skąd doliną Tarnawki podjechaliśmy na przełęcz (ok. 700) pod Chryszczatą. Potwierdziła się więc teoria, że nie ma góry (a nawet kilku gór), której nie dałoby się objechać. Na przełęczy było ciekawe osuwisko, dzieci miały więc przed podejściem chwilę fajnej zabawy.

Podejście od tej strony na Chryszczatą okazało się być niezłą wyrypą. "Pion" to mało powiedziane - bo warto dodać, że przy darciu w górę błoto nie pozwalało się zaprzeć i trudno było wydrzeć z rowerem w górę. Ścieżka też była raczej iluzoryczna, w zasadzie czystym krzalem szłoby się podobnie, z tym wyjątkiem, że nie trzeba by było pilnować drogi. Pod koniec trafił się jar oraz ścianka, przed pokonaniem której dłuższy czas zastanawiałem się jak w ogóle się tam wdrapać z rowerem - nawet ogołoconym z bagażu. "Nadludzkim wysiłkiem", nieco po zmroku udało się osiągnąć podszczytowe wypłaszczenie. Jeszcze tylko trzeba było donieść resztę bagażu, skoczyć po wodę i "już" można było zabiwakować. Przynajmniej nie brakowało chrustu. A cóż może być przyjemniejszego, niż wieczór przy bukowym ogniseczku, w środku lasu po dniu pełnym, wrażeń - w zasadzie nie po jednym dniu, bo nie mogłem sobie przypomnieć kiedy ostatni raz spałem.

Noc była na szczęście chłodna, podobnie poranek. Pospaliśmy dłużej, i nie obudziły nas nawet tabuny zawodników tegorocznego "Biegu Rzeźnika", którzy w ilości ponad 1400 luda, przebiegli podobno o świcie nieopodal naszego biwaku. Niestety zostawili po sobie sporo wszelkiej maści śmiecia. Po spokojnym śniadanku wdrapaliśmy się na szczyt Chryszczatej i ruszyliśmy grzbietem Wysokiego Działu. Na grzbiecie jechało się całkiem sprawnie - jednak wydeptany szlak turystyczny to nie to samo co pokuta dla pielgrzymów na papieskim "szlaku". Zdarzało się co prawda trochę błota, ale najbardziej zatrzymywały nas strome podjazdy, które dla dzieci (i nie tylko) okazały się zbyt strome. Nie ma co się oszukiwać - w tej formie turystyki jesteśmy cienkie bolki i nasze obładowane rumaki musieliśmy, na co stromsze ścianki po prostu wtaczać. Za to zjazdy dawały sporo przyjemności dzieciom i sporo ... strachu (o dzieci) mnie. Po południu dotarliśmy nad Cisną. Wciągnęliśmy solidny obiad w schronisku PTTK pod Honem po czym na spokojnie zjechaliśmy do Cisnej. Tam niestety tłumy nas przytłoczyły - nawet w W-wie rzadko widuję tylu ludzi. Korki na ulicach, sznury samochodów na drogach, tłum jak na Monciaku w środku sezonu. Dopchaliśmy się do sklepu w celu zakupu "motywatorów" i czym prędzej uciekliśmy. Niestety na drodze nie było lepiej - w obie strony ciągnęły się nieprzerwane sznury samochodów z rejestracjami niemal z całej Polski. Widać, że legenda Bieszczad nieprzerwanie tkwi w narodzie. Tym bardziej, że po tym jak wyglądają knajpy, standard obsługi też się chyba znacząco poprawił, a klientela zmieniła. Jako, że wyjazd był sentymentalny na biwak pojechaliśmy na bazę do Łopienki - nie byłem tam chyba ze dwadzieścia lat. Cerkiew już dawno odbudowana, a pamiętam jak była tylko kupą kamieni. Na bazie oczywiście pusto nie było. Co ciekawe trafili się sami rowerzyści - dopiero po nocy dotarła jeszcze z buta grupa harcerzy i harcerek.

Z każdym dniem upał stawał się coraz bardziej odczuwalny. Sobota przywitała nas uderzeniem gorąca. Pojechaliśmy przez Sine Wiry, zajechaliśmy do Jaworca na żarło, a potem wyjechaliśmy na Przeł. Szczycisko. Ile można jechać drogami?! No to zjechaliśmy w krzal. Błoto na grzbiecie Połomy trzymało poziom. Rowery, w mgnieniu oka odzyskały swój pancerny wygląd, a my spaliliśmy obfity obiad, którym przejedliśmy się w Jaworcu,a który trochę nas obciążał. W Terce posiedzieliśmy chwilę pod sklepem i ruszyliśmy Małą Obwodnicą do Wołkowyi. Jaki był ruch na drodze, chyba nie muszę pisać bo każdy może to sobie sam wyobrazić. Z Wołkowyi podjechaliśmy do Górzanki, skąd klimatyczną, pełną dziur jak na Ukrainie drogą wspięliśmy się na przeł. pod Markowską. Po krótkiej przegryzce rzuciliśmy się na szaleńczy zjazd do Baligrodu. Kuba przekroczył prędkość 50 km, z czego bardzo się ucieszył. Biedaczek nie wiedział tylko, że po zerowaniu licznika znowu jest ... zero. Tego dnia podciągnęliśmy do bazy w Rabem. Na bazie stoi teraz solidny, ogólnodostępny, bardzo przyzwoicie zrobiony domek z piecem, pryczami, stołem, co niestety przyciąga ludzi - dzięki temu mieliśmy niewątpliwą przyjemność nocowania w prawdziwie bieszczadzkim towarzystwie.

Rankiem w niedzielę, kiedy nasi towarzysze próbowali zacząć nowy dzień, wyruszyliśmy na Przeł. Żebrak. Zjechaliśmy doliną Mikowego i przez Smolnik i Zubeńsko pojechaliśmy na "Koniec Świata" czyli do kultowego schroniska w Łupkowie. Tam zostaliśmy przyjęci niezwykle miło, aż żal było wyjeżdżać. I tam, ani rowerzystów, ani godnego poczęstunku nie zabrakło. Szybko znaleźliśmy wspólny język. Nie dziwię się, że zgodnie z "legendą" jak tam się trafi, to stamtąd się już nie jedzie/idzie dalej :-) Czasu było coraz mniej, więc drogami (po drodze ruch wahadłowy) podciągnęliśmy do Komańczy. Obiad zjedliśmy w dawnej Podkowiacie - w końcu to wyjazd sentymentalny. Gdzie te czasy, kiedy trudno tam było spotkać trzeźwego chatara albo czysty kawałek powierzchni. Teraz wchodzi się jak do dobrej restauracji, a na posiłki przychodzą tam rodziny z dziećmi. Zdecydowanie najbrudniejszym elementem wystroju byliśmy my. Ciężko było ruszyć z pełnymi brzuchami, tym bardziej, że termometr w cieniu pokazywał 28 stopni na plusie. Aby nie było za łatwo, pocięliśmy przez Turzańsk na przeł pod Suliłą. Zjazd do Kalnicy znowu pokrył nas i nasze rowery grubą warstwą błota. Chociaż na chwilę znowu zrobiło się bieszczadzko. Jeszcze tylko wycof asfaltem w dolinie Kalniczki i koło 19 byliśmy przy samochodzie. Po przedłużonym z powodu tłoku na drogach powrocie, późną nocą wróciliśmy do Warszawy.

Parę fot:
https://picasaweb.google.com/klubik.karpacki/Bieszczady

PABLO

akinas
 
Posty: 2
Dołączył(a): Wt 07 cze, 2016
Ulubione góry: Karkonosze

Re: Gdzie byliśmy

Wt 07 cze, 2016

Mamy dwóch synów ,obecnie 5,5 i 9,5 lat.
Byliśmy już:
2015 Karkonosze (Śnieżka -w obie strony na pieszo, Szrenica, Pielgrzymi-Słonecznik-Schronisko Samotnia, inne trasy)
2014 Góry Świętokrzyskie (Łysica, Łysa Góra)
2013 Zakopane (m.in.; Sarnia Skałka, Kościeliska z Jaskinią mroźną, Gubałówka, Morskie oko.)
2012-Krynica Zdrój (Jaworzyna, Góra Krzyżowa)

Poprzednia strona
Powrót do Z dziećmi w góry

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość