Koskowa Góra 866m (Beskid Średni)

Informacje, dyskusje i komunikaty o GPI - inicjatywie Forumowiczów e-gory.pl stworzenia bazy informacji o górach Polski, Europy i Świata.

Moderator: Moderatorzy

Co sądzisz o tej relacji ??

Bardzo dobra.
3
75%
Dobra.
1
25%
Średnia.
0
Brak głosów
Zła.
0
Brak głosów
Bardzo zła.
0
Brak głosów
 
Liczba głosów : 4
Avatar użytkownika
pawelk84
 
Posty: 679
Dołączył(a): N 22 maja, 2005
Lokalizacja: Rabka-Zdrój/Kraków
Ulubione góry: Wszystkie

Koskowa Góra 866m (Beskid Średni)

Wt 11 kwi, 2006

Koskowa Góra (Beskid Średni) – 866 m n.p.m. – Przez góry na konkurs palm wielkanocnych – 8-9.IV.2006r.

1. Informacje ogólne.
Koskowa Góra jest najwyższym wierzchołkiem pasma Koskowej Góry, które jest jednym z pasm Beskidu Średniego. Obok niego możemy wyróżnić również pasma: Lubomira i Łysiny, Babicy i Barnasiówki.
Nazwa szczytu pochodzi od nazwiska Kosek, które licznie występuje u jej podnóży (zwłaszcza we wsi Bogdanówka). Również w kapliczce usytuowanej pomiędzy Koskową Górą, a Parszywką pochowany jest Jan Kosek.
Przy dobrej pogodzie szczyt ten oferuje jedne z lepszych i rozleglejszych widoków w całych Beskidach. Jak na dłoni widać tu masyw Babiej Góry, pasmo Polic i poszczególne szczyty Beskidu Wyspowego. Dobrze widoczne są Tatry, Gorce, a także Beskid Śląski. Rozległy jest widok na stronę północną. Sama Koskowa Góra jest dobrze rozpoznawalna po maszcie telefonii komórkowej postawionym praktycznie na szczycie. Również na szczycie znajduje się dość nierówne, ale jednak boisko do gry w piłkę nożną.
Koskową Górę przecinają dwa szlaki turystyczne. Szlakiem niebieskim można się tu dostać z Lanckorony (a dalej z Brzeźnicy) oraz z Jordanowa (a dalej z Lubonia Wielkiego, Rabki, Turbacza i wreszcie z Łopusznej). Szlak żółty natomiast prowadzi grzbietem pasma Koskowej Góry z Pcimia do Makowa Podhalańskiego. Najkrótszą i najprostszą drogą jest natomiast szosa jezdna ze wsi Bogdanówka, która kończy się na przełęczy pomiędzy Koskową Górą, a Parszywką (przy wspominanej kapliczce). Stąd droga na szczyt zajmuje tylko około 10 minut.
Nienajlepiej wygląda sytuacja noclegowa w pobliżu Koskowej Góry. Jedynym obiektem nadającym się do noclegu dla grupy zorganizowanej jest schronisko PTSM w Bogdanówce. Oczywiście należy wcześniej kontaktować się z dyrektorką szkoły, w której się ono mieści. Warunki noclegowe są tutaj dobre. Do dyspozycji turystów są materace, kuchnia oraz prysznice. Nie ma również żadnych problemów z rozbiciem na tym obszarze namiotów.
W okolicy Koskowej Góry położonych jest sporo ciekawych obiektów turystyczno-krajoznawczych. W szczególności należy tu wymienić drewniane kościoły w Skomielnej Czarnej i Tokarnii. Przy tym drugim zachowała się tradycja corocznego konkursu palm wielkanocnych. Uczestnictwo w tej uroczyści może być z pewnością celem wyjazdu krajoznawczego. Już teraz zresztą w niedzielę palmową przyciąga wielu turystów. Przypuszczalnie tylu, ilu przez całą resztę roku.
Nasza trasa prowadziła ze stacji PKP Kalwaria-Lankorona początkowo szlakiem niebieskim, który wkrótce opuściliśmy, żeby obejrzeć „most anielski” oraz kościół pod Górą Oliwną. Potem ponownie szlakiem niebieskim przez Lankorońską Górę (545m) (ruiny zamku), Lankoronę, Groby (547m), przeł. Sanguszki dotarliśmy do przysiółka Latoniówka. Stąd szlakiem czarnym przez Cisy Raciborskiego, a potem szlakiem czerwonym doszliśmy na Babicę. Następnie bez szlaku zeszliśmy na przeł. Szklarską i dalej dotarliśmy do szlaku żółtego w rejonie Parszywki. Nim dotarliśmy na Koskową Górę, z której bez szlaku zeszliśmy do Bogdanówki. Drugiego dnia szliśmy drogą do Skomielnej Czarnej, następnie szlakiem zielonym do Więcierzy i ponownie drogą doszliśmy do Tokarnii. Po mszy podeszliśmy szlakiem czarnym i częściowo na azymut i potem drogą do Zawadki. Potem szlakami czarnym i żółtym do Pcimia.

2. Przygotowanie.
Dla wpawanego turysty wyjazd w ten teren nie wymaga specjalnego przygotowania. Na krótszych trasach nie wymagana jest także specjalna kondycja. Jest to również dobra okolica do zdobycia elementarnego doświadczenia beskidzkiego turysty.
W moim wypadku przygotowanie ograniczyło się do sprawdzenia połączenia kolejowego Rabka-Zdrój – Kalwaria-Lankorona, zakupie i przygotowaniu prowiantu oraz dogłębnym zapoznaniu się z przewodnikiem i mapą.

3. Dojazd.
Do samych miejscowości pod Koskową Górą może być utrudniony. Połączenia autobusowe i busowe z Krakowa są, aczkolwiek nie jest ich wiele. Do Tokarnii najłatwiej jest dojechać z Myślenic lub Jordanowa. Stosunkowo łatwo jest złapać stopa na skrzyżowaniu zakopianki z drogą do Tokarnii, która nota bene jest w fatalnym stanie.
Sporo autobusów kursuje również na szosie Biertowice – Sułkowice – Zembrzyce – Sucha Beskidzka. Przecinają one tą część Beskidu Średniego, przez co w wiele miejsc (np. przeł. Sanguszki) jest stosunkowo łatwo się dostać.
Do większych miejscowości tj. Kalwarii Zebrzydowskiej, Lankorony, Makowa Podhalańskiego czy Jordanowa najłatwiej dostać się pociągiem.

4. Opis wycieczki.
Wycieczkę rozpoczynamy na stacji PKP Kalwaria-Lanckorona. Dojeżdżam tutaj pociągiem z Rabki-Zdroju kilka minut przed przyjazdem trzonu ekipy z Krakowa. Sama stacja ma charakter prowincjonalny, ale kojarzyć mi się będzie z pierwszym napotkanym w tym roku pierwiosnkiem. Co prawda zasadzonym w wielkiej donicy na peronie, ale zawsze jest to jak dla mnie najlepszy znak, że wiosna już się rozpoczęła.
Na trasę wyruszamy ok. 7.40. Przy stacji przebiegają dwa szlaki turystyczne. Wspominany już niebieski z Brzeźnicy na Pogórzu Wielickim do Łopusznej w Gorcach oraz żółty, podgórski szlak z Radziszowa do Wysokiej. My wybieramy oczywiście szlak niebieski, który będzie dzisiaj nam towarzyszyć, choć w między czasie kilkakrotnie zrobimy sobie od niego własne warianty.
Początkowo idziemy wzdłuż ulicy ze stacji PKP do drogi Kraków –
Bielsko-Biała, wzdłuż niej tylko około 200 metrów i w miejscowości Brody przechodzimy ją, aby następnie podążać drogą na Lanckoronę. Opuszczamy tutaj pierwszy raz dzisiaj szlak niebieski, który skręca w lewo. Podążamy szosą, aby po drodze zobaczyć „most anielski”, który stanowi początek kalwaryjskiej drogi krzyżowej oraz wczesnobarokowy Kościół u podnóży Góry Oliwnej. Oba te obiekty opisujemy, przy okazji szeroko omawiając historię Kalwarii Zebrzydowskiej. Przy Kościele skręcamy w lewo w stronę przysiółka Za Górą, aby ponownie po około kilometrze natknąć się na szlak niebieski. Od tej pory podążamy nim w stronę Lankorońskiej Góry (545m). W lesie jednak ponowenie opuszczamy szlak i idziemy szlakiem gminnym, który trawersuje górę. Dzięki temu skrótowi natrafiamy na całkiem spore osuwisko skalne z bardzo dobrze widocznym fliszem karpackim. Czeka nas tutaj spory postój wypełniony opowieściami o geologii i botanice (i dzięki temu wiem już, jak wygląda kwiatek lepiężnik). Po dwudziestu minutach ruszamy dalej, tym razem już na szczyt Lanckorońskiej Góry, na którym znajdują się dość dobrze zachowane ruiny zamku. I tutaj ponownie czeka nas dłuższy postój, tym razem wypełniony opowieściami historycznymi. Idziemy dalej, ale już po dwóch minutach skręcamy w lewo na sporą polankę nad kościołem w Lankoronie. Rozpościera się stąd szeroki i bardzo ładny widok na Beskid Średni, ale nie tylko, bo witać również Beskid Żywiecki, Wyspowy i Mały. W oddali majaczy Koskowa Góra (866m), na którą jeszcze dzisiaj mamy wejść. Nie pokrzepia nas ta myśl, bo wydaje się to być naprawdę daleko. Rozpracowywanie panoramy zajmuje nam kolejne pół godziny. Stąd do rynku w Lankoronie mamy kawałeczek i tutaj robimy kolejny postój. Tempo dzisiaj mamy wybitnie słabe, ale później znacznie wzroście. Cudowna natomiast jest pogoda. Senna atmosfera Lankorony bardzo sprzyja wylegiwaniu się na ławkach i co tu dużo mówić, po prostu opalaniu się. Pierwszy raz w tym roku chodzę po polu w samym podkoszulku. O nieodległej jeszcze zimie przypomina tylko co jakiś czas chłodny wiatr. Idę też na spacer dookoła rynku i fotografuję kilka rzeczy, a zwłaszcza słynne lanckorońskie podcienie. Po czasie wolnym opisujemy jeszcze miejscowość i opowiadamy o jej historii, aż wreszcie wyruszamy w dalszą drogę. Jest godzina wpół do pierwszej.
Kolejny etap naszej drogi to długie, żmudne drałowanie po szosie asfaltowej z Lankorony w stronę wzgórza Groby (547m). Dopiero nieco przed szczytem droga się kończy, a szlak zaczyna bieg zagajnikami, drogami polnymi i leśnymi. Zaczynamy myśleć o potrzebie gromadzenia materiałów na jutrzejszą palmę wielkanocną. Jeden zagajnik z baziami wycinany w pień. Podobnie zresztą w tym samym miejscu w 1771 roku postąpili Rosjanie wycinając w pień oddziały konfederatów barskich. No i jak nie trudno się domyślić na szczycie wzgórza opowiadamy właśnie o tym wydarzeniu. Zresztą sama nazwa Groby właśnie stąd się wzięła.
Podążamy dalej. Przecinamy kolejne pola, lasy, zagajniki, i znowu pola i znowu lasy i dochodzimy do przeł. Sanguszki. Przełęcz ta oddziela potoki Harbatówkę od Paleczki.
Ciekawa jest również proweniencja nazwy przełęczy. Otóż została ona tak nazwa na cześć marszałka sejmu galicyjskiego, którego staraniem wybudowano drogę z Biertowic do Zembrzyc, która wielu ludziom znacznie skracała i skraca do dzisiaj podróż np. z Krakowa do Suchej Beskidzkiej czy Zawoji.
My tymczasem kierujemy się dalej tym razem w stronę pasma Babicy. Szosą dochodzimy do osiedla Latoniówka, gdzie od naszego szlaku odchodzi krótki czarny szlak prowadzący do Cisów Raciborskiego, a potem wychodzący na Babicę Zachodnią, nieopodal szlaku niebieskiego. Korzystamy ze szlaku czarnego i przez przysiółek Chodnikówka dochodzimy do Cisów Raciborskiego. Miejsce to jest szczególne właśnie z tego powodu, że zachowały się tutaj dwa potężne cisy odkryte właśnie przez prof. Mariana Raciborskiego. Same cisy są drzewami bardzo wolno rosnącymi, o milimetrowych przyrostach w skali roku, a co za tym idzie jest to gatunek wymierający. Rosnące tutaj cisy mają wiek ok.600-700 lat. Następnie podążamy lasem w stronę wspomnianego już skrzyżowania. Droga staje się nieco bardziej uciążliwa, a podejście jest spore. Poza szlakiem niebieskim i czarnym spotyka się tu również szlak czerwony (mały szlak beskidzki). Biegnie on z Bielska-Bialej Straconki na Luboń Wielki. Podążaliśmy już nim idąc z Leskowca w stronę Łamanej Skały. Tym razem również chwilkę nim pójdziemy do wysokości szczytu Babicy (727m). Tutaj robimy postój, który wykorzystujemy, aby opowiedzieć o działających w tym rejonie (w lesie Gościbii) partyzantach. Na sam szczyt nie wychodzimy, kierujemy się natomiast drogą leśną w stronę przeł. Szklarskiej. W między czasie przekraczamy dość głęboki jar potoku i idziemy miedzą między polami. Orający chłop patrzy się na nas wzrokiem dziwnym, ale przyjaznym. Wkrótce osiągamy przeł. Szklarską oddzielającą Pasmo Babicy od Pasma Koskowej Góry, a także doliny potoków Trzebuńka i Skorutówka. Na samej przełęczy stoi ładna kapliczka z 1921r., a pod nią kwitną krokusy. Kolejny dowód, że wiosna w natarciu.
Po kilku minutach postoju idziemy dalej. Tym razem musimy kolejny raz jakoś dotrzeć do szlaku niebieskiego. Jak się okazało uda się nam to dopiero pod szczytem Koskowej, do którego zresztą jest już niedaleko. Idąc bez szlaku trawersujemy najpierw zbocze Piaskowej Góry (666m), przekraczamy kilka pól i zaczynamy mozolnie wspinać się w stronę Parszywki (848m). Leśna drogą, którą się poruszamy jest zabłocona, na dodatek często musimy przechodzić przez zalegające na niej płaty śniegu. Na sporym jej kawałku płynie niewielki strumyk, co zbytnio też nam sprawy nie ułatwia. Kilkakrotnie musimy szukać obejścia wiatrołomów. Chyba jest to najtrudniejszy odcinek na tym wyjeździe, ale mimo wszystko i tak w porównaniu z trasami odbytymi przez nas w zimie (np. w Paśmie Podhalańskim) wydaje się dziecinnie łatwy. Wreszcie osiągamy szlak żółty biegnący pomiędzy Parszywką (848m), a Koskową Górą (866m). Idziemy nim w stronę wspomnianej wcześniej kapliczki usytuowanej pomiędzy tymi górami. Robi się już późno. Jest wpół do ósmej. Spieszymy się na szczyt, żeby móc jeszcze oglądnąć rozpościerające się z niego widoki. Po dziesięciu minutach jesteśmy na szczycie i dzielimy się na grupy. Punktem rozdzielającym jest szczyt Turbacza. Obie panoramki wychodzą nam dość sprawnie i trzeba przyznać, że zaczynamy mieć już w tym wprawę. Nieco po ósmej zastaje nas zmrok. Kolejny zmrok na kolejnym szczycie.
Czeka nas jeszcze ostatni odcinek na dzisiaj. Zejście z Koskowej Góry (866m) do szkoły w pobliskiej Bogdanówce. Początkowo idziemy szlakiem niebieskim, ale w pewnym momencie musimy odbić w lewo, w drogę leśną idącą właśnie do wspomnianej wsi. W międzyczasie trwają poszukiwania materiałów na palmę wielkanocną. Udaje nam się znaleźć sześciometrową brzózkę znakomicie się do tego nadającą. Jest prosta i nie ma za wielu gałęzi. Po drodze kolega znalazł siekierę, więc jej ścięcie jest ekspresowe. Również dziewczyny ostro trzebią drzewka jodłowe, świerkowe, a nawet sosnowe. Niektórzy wyglądają jak zamaskowani partyzanci. No, ale partyzantów w tych okolicach zawsze było sporo.
Okazuje się, że wspomniana droga kończy się praktycznie tuż przy naszej szkole. Sama szkoła też wygląda okazale i trzeba przyznać, że warunki w niej są bardzo przyzwoite. Do naszej dyspozycji jest spora i dobrze wyposażona kuchnia, trzy sale z materacami, prysznice z gorącą wodą. Jednym słowem warunki znacznie lepsze, niż w nie jednym schronisku. My tymczasem szybko się rozkładamy i bierzemy za przygotowanie kolacji. A po niej zaczynamy przygotowywać palmę. Ślęczeliśmy nad nią ponad trzy godziny. Podczas gdy chłopaki przymocowywali do drąga bazie i gałązki jodły dziewczyny siadły sobie w kole niczym koniakowskie koronkarki i tworzyły wymyślne kwiatki z bibuły. Podział pracy wyszedł na dobre, bo kiedy skończyło się przymocowywanie gałązek można było zacząć dekorować palmę. Ale jak wiadomo wykończeniówka zawsze trwa najdłużej. I tak zeszło nam przy palmie do pierwszej w nocy. Wreszcie można było zacząć tradycyjne posiadamy, które, mimo iż początkowo były spokojne trwały w przypadku niektórych do trzeciej w nocy. A o siódmej śniadanie.
No a po śniadaniu o ósmej rano czekamy już przed szkołą gotowi do wyjścia. Nasze wczorajsze dzieło wygląda naprawdę okazale. Muszą ją nieść aż trzy osoby. Początkowo idziemy drogą do Skomielnej Czarnej. Odcinek odległościowo dość długi idzie nam sprawie i szybko. No, ale o 11-tej musimy być przecież już w Tokarnii. Krótki odpoczynek robimy sobie przy starym drewnianym kościele w Skomielnej Czarnej. Pogoda jest bardzo dobra, jedynie wieje o wiele bardziej niż wczoraj. W Skomielnej Czarnej opisujemy drewnianą kaplicę z 1770 roku i idziemy dalej.
Będziemy teraz podążać zielonym szlakiem ze Skomielnej Czarnej do Więcierzy. Jest to szlak łączący Główny Szlak Beskidzki (w okolicach Czupla w Paśmie Polic) z Małym Szlakiem Beskidzkim (w okolicach Sularzowej w Paśmie Barnasiówki). Jest on na naszym odcinku dość krótki i również nim idziemy szybko. Trzeba przyznać, że tempo dzisiaj jest naprawdę dobre. Dochodzimy do drogi w Więcierzy i podążamy nią w stronę kościoła w Tokarnii. Na miejsce dochodzimy przed 11-tą.
Ludzi jak w ulu. Szczelnie wypełnili okolice starego kościoła pw. Matki Boskiej Śnieżnej z 1 poł. XVIII w. Samych autokarów stoi w okolicy około dziesięciu. Jest gwarno i wyjątkowo kolorowo. Niektóre palmy mają ponad dziesięć metrów wysokości. Nasza ponad pięciometrowa też mieści się w pierwszej dziesiątce najwyższych i najładniejszych. Najciekawszą częścią Mszy Św. jest barwa procesja, która na zakończenie okrąża Kościół. Jest to bez wątpienia wydarzenie, które na długo zostanie w pamięci.
Po uroczystościach okolice Kościoła pustoszeją, a my zaczynamy opisywać i opowiadać o miejscowości, Kościele, dworze Targowskich i działających w okolicy partyzantach. Pobyt w miejscowości zajmuje nam dość dużo czasu.
Około 14-tej wyruszamy w dalszą drogę. Kierujemy się czarnym szlakiem w stronę masywu Kotonia. Po drodze opuszczamy go, gdyż chcemy najpierw dojść do przysiółka Zawadka. Idziemy chwilę drogą przez las, a potem przekraczamy dość stromy potok i dochodzimy do drogi do Zawadki. Podążamy nią do „centrum” miejscowości, gdzie opisujemy pomnik partyzancki i opowiadamy o historii pacyfikacji wsi z 1944 roku i ponownie o działających w okolicy polskich oddziałach partyzanckich. Podążamy dalej czarnym szlakiem, który ponownie napotykamy. Tym razem wyprowadza on nas na grzbiet pasma Kotonia (857m). W międzyczasie opisujemy kolejną bardzo rozległą panoramę.
Dochodzimy do grzbietu pasma Kotonia (857m) i kierujemy się w prawo. Od tej pory już do Pcimia będziemy szli żółtym szlakiem. Droga wiedzie głównie lasem. Jest sporo błota, zdarzają się jeszcze płaty śniegu. Idziemy dość szybko. W międzyczasie zastaje nas zmrok. Robimy jeden krótki wariant do Diabelskiego Kamienia. Do Pcimia dochodzimy dopiero o 21-ej. Do Krakowa jest jeszcze tylko jeden autobus, ale dopiero za godzinę. Lepiej więc zacząć łapać stopy. Prędzej czy później wszystkim się to udaje. My (ja, kolega i koleżanka) wracaliśmy z gośćmi, którzy wracali ze Szpiglasowego Wierchu.

5. Pogoda.
Generalnie nie różni się zbytnio od tej w innych częściach Beskidów. Można powiedzieć, że jest nieco łagodniejsza z racji charakteru tych gór, które nie stanowią bariery dla mas powietrza nadciągających z centralnej Polski. Duże znaczenia, zwłaszcza dla kierunku wiatru, ma dolina Raby. Przeważają wiatry wiejące z południa i z zachodu.
W trakcie naszej wycieczki pogoda była bardzo dobra. Typowo wiosenna. Pierwszego dnia było bardzo ciepło i słonecznie, drugiego nieco chłodniej i wietrznie, ale też ogólnie dobrze.

6. Sprzęt.
Wycieczka w Beskid Średni nie wymaga żadnego specjalnego sprzętu, poza zwykłym ekwipunkiem turystycznym. Konieczne są dobre buty, przeciwdeszczowa kurtka i sweter lub polar. Zawsze należy mieć ze sobą czołówkę, mapę i apteczkę. Przydatne okazać się mogą ochraniacze na buty, kijki terkkingowe i przewodnik.
Jest to teren również teren, gdzie bez problemu można spędzić noc pod namiotem.

7. Ludzie.
Jest to teren wyjątkowo rzadko odwiedzany przez turystów. Nieco turystów przyciąga jeszcze sama Koskowa Góra z racji jej walorów widkowych. Na innych obszarach (Pasmo Babicy, inne części pasma Koskowej Góry) turystów jest jak na lekarstwo.
W trakcie naszej dwudniowej wycieczki nie spotkaliśmy na trasie ani jednego turysty. Nie biorę tu pod uwagę oczywiście turystów, którzy przyjechali na uroczystości niedzieli palmowej.

8. Koszty.
Wyjazd w ten rejon jest stosunkowo tani. Dojazd pociągiem do Kalwarii-Lankorony, Makowa Podhalańskiego, Jordanowi, czy autobusem do Myślenic czy Pcimia to koszt w granicach 10 złotych. Oczywiście tradycyjnie mam na myśli dojazd w interesujący nas teren z Krakowa.
Mnie osobiści cała wycieczka kosztowała: 6 zł (pociąg z Rabki), 8 zł (nocleg w szkole w Bogdanówce) i z 15 zł na prowiant. W sumie około 30 zł, czyli jak na wyjazd weekendowy bardzo tanio.

9. Zakończenie.
Bez wątpienia obszar Beskidu Średniego zasługuje na lepsze poznanie turystyczne. Jego ukształtowanie i stosunkowo niewielka wysokość odstrasza nieco turystów jadących z głębi Polski, którzy jeśli już jadą w góry chcą jechać w góry stosunkowo wysokie. Niemniej powinni oni zainteresować się tym obszarem, a zwłaszcza powinni to zrobić turyści mieszkający w Małopolsce.
Ja osobiście planuje w wakacje serię jednodniowych wycieczek w ten rejon celem jego dokładniejszego poznania.

10. Inne informacje z Internetu.
http://przewodnik.onet.pl/1195,1594,106 ... ykulr.html – spora dawka informacji dotyczących Koskowej Góry.
http://www.tokarnia.info.pl/php/modules ... age&pid=34 – informacje dotyczące turystyki na oficjalnej stronie gminy Tokarnia.
http://www.lanckorona.pl/ - oficjalna strona gminy Lankorona.
http://www.tokarnia.info.pl/php/index.php - oficjalna strona gminy Tokarnia.
http://przewodnik.onet.pl/1195,2180,106 ... ykulr.html – opis wsi Tokarania, obok opisy innych wsi.
Wse wirchowoł nie bedzies, ale coś uwirchował to twoje...
http://na-szczytach.blogspot.com
http://www.gopr-podhale.pl
http://picasaweb.google.com/PawelKonieczny22

Anutka
 
Posty: 101
Dołączył(a): Wt 06 wrz, 2005
Lokalizacja: Kraków

Re: Koskowa Góra 866m (Beskid Średni)

Wt 11 kwi, 2006

Byłam na Koskowej Górze 3 razy...
Przyznam się szczerze, że moja pierwsza wyprawa na Koskową była koszmarna gdyż grupą zdecydowalismy sie iść... asfaltem... cały czas :oops: nie pytajcie dlaczego bo nie wiem... wyruszyliśmy z Krzczonowa niedaleko Tokarni... i szliśmy i szliśmy... masakra. Ale za drugim razem było już lepiej, szliśmy grzebietem i po drodze zjedliśmy niezliczone ilości jeżyn..., których smak pamiętam do tej pory :D . Wiem, że to nie jest dobry opis wyprawy, ale wtedy ja nawet nie myślałam, że to jest zdobywanie "szczytu" i niestety niewiele pamiętam... to było wieki temu :D Po prostu kiedy Paweł napisał ten post przypomniały mi się tamte wakacje :roll:
Pozdrawiam
"Ale nie mów o tym ludziom... wolność jest dla nielicznych."
| Jacek Teler |

Gość
 

Re: Koskowa Góra 866m (Beskid Średni)

Śr 12 kwi, 2006

Polecam przebycie tej trasy (i nie tylko tej w tym rejonie) rowerem!Za jeden dzień można przejechać naprawdę spory kawalek beskidów...trudność może sprawić jedynie zjazd w kierunku północnym (nie pamiętam koloru szlaku) z Koskowej Gory, ale zawsze można przecież rower poprowadzić. Często bywam w tym rejonie, trasy rowerowe są naprawde piękne i zrożnicowane...

Powrót do GPI - Górski Przewodnik Internautów

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość