Szachy z Liptowską Graniówką

Informacje, dyskusje i komunikaty o GPI - inicjatywie Forumowiczów e-gory.pl stworzenia bazy informacji o górach Polski, Europy i Świata.

Moderator: Moderatorzy

Avatar użytkownika
BusterFM
 
Posty: 180
Dołączył(a): Śr 24 sie, 2005
Lokalizacja: Warszawa
Ulubione góry: tatry

Szachy z Liptowską Graniówką

Pn 14 sie, 2006

No tak - myślę sobie jadąc kolejką na Kasprowy.
Z "Orlej" nici.

Od Myślenickich Turni świat pobielał. Warstwa śniegu - 30 cm najmniej.

To pierwszy dzień od tygodnia, kiedy można zobaczyć na dole, że jest się w górach. Lato jest kapryśne ale w sierpniu tyle nie nawaliło już dawno.

Jedziemy w tym przytulnym ścisku w wagoniku. Co słup, tradycyjne jęknięcia :)
Nie mogę powstrzymać się od lekkiego sarkastycznego uśmieszku.
Cóż za próżność :)

Przesiadka i już mkniemy pod ścianę Kasprowego.
Śmieszne, że to jedyna droga, z której Kasprowy pokazuje, że ma 1985 m.n.p.m
Z każdej innej strony to "Kopka", ot wybrzuszenie w grani głównej.

Tylko od strony "kolejkowej", od której nie chodzimy, pokazuje nam, że jesteśmy jednak w Tatrach. Wygląda trochę tak, jakbyśmy wyrwali jakimś granatem albo innym C4, kawałek środka góry, do której właśnie teraz wjeżdżamy. Takie nasze małe "Tylko dla Orłów" :)

Puknięcie wagonika o peron przywraca mnie do rzeczywistości. Wysiadamy. Od drzwi już czujemy, że czas na "polarka"

Teraz czas również na drugie zaspokojenie próżności - wychodzimy z budynku.
Od razu owiewa nas mroźny podmuch. Goście chowają się po kątach :) Próżność tiumfuje okazując lekki uśmiech na mojej twarzy. Stan kompletnie nie do opanowania i to od lat.
Jestem okrutny - myślę sobie wchodząc po schodkach do obserwatorium.

Na szczycie cisza. Kilka osób dziwi się, patrząc na ośnieżone wierzchołki. Nie myliłem się - 30 może nawet 40 cm zlodowaciałego śniegu.

Ogarnia mnie rozterka. Świnica kusi ale co dalej? Bez raków zejście na Zawrat będzie zwykłą głupotą, a potem co, żlebem w dół?

Odwracam się na zachód.
Obrazek

Czerwone Wierchy wyglądają fantastycznie. Jak okolice K2., a może bardziej Makalu albo północnej Eigeruw Alpach.
Powietrze krystaliczne. Wapienne turniczki i ścianki Krzesanicy sprawiają wrażenie iście himalajskie.

Decyzja zapada. Idziesz na Liptowską.

Z wierzchołka Kasprowego schodzisz na wprost (szlak idzie od obserwatorium nieco w dół na stronę Doliny Goryczkowej razem z zielonym, zejściowym do Kuźnic i jakieś 60 metrów poniżej odbija w lewo trawersem wracając na grań. Przy takim śniegu bezpieczniej zejść jednak bezpośrednio ze szczytu na wprost).

Po chwili ogarnia Cię absolutna cisza. Ludzkie głosy zostały na szczycie Kasprowego. Orientujesz się także, że mnie też już nie ma.

Zostałeś sam.

Ty i Liptowska Grań.

Obrazek
Tak właśnie wita tych, którzy są tu dość wcześnie, by nie wędrować w szpalerach turystów. Jedyny czas, w którym możesz przeżyć to spotkanie sam na sam.

Śnieg trochę utrudnia drogę. Już widać,że kilka ostatnich dni nie należało tu do spokojnych i milutkich. Schodzisz do malutkich skałek i obchodząc je od prawej wychodzisz z powrotem na grań.

Podmuch wiatru od razu informuje Cię, że ma zamiar z Tobą zagrać dziś partyjkę szachów.

Ty i on - razem.

Robisz kilkadziesiąt kroków na pobliską przełęcz. Twój przyjaciel - wiatr wraca ze zdwojoną siłą, omiata Cię, okrąża, na razie delikatnie spogląda Ci w oczy i..... znika w przestrzeni.

Stoisz na Goryczkowej Przełęczy nad Zakosy. To pradawny szlak kurierski i komunikacyjny.

Za plecami masz Kasprowy Wierch, po prawej Dolinę pod Zakosy, która łączy się niżej z Doliną Goryczkową.
Przełęcz ukrywa swoją historię. Nie jednego delikwenta tu gościła. Kłusownicy, przemytnicy, kurierzy. Ponoć nawet całą armię wojska, która uciekała przez góry na południową stronę. I ponoć przeciągnęli tędy swoje działa. Może Cię to zastanowić jak taką kupę żelastwa można było tędy wtargać.

Wspomniane zakosy to nic innego jak zbocze, które dokładnie znajduje się teraz pod przełęczą. Ot niby zwykły stromy stok. A może nie tylko?

Myslisz o tych działach. Od polskiej strony to może i weszli ale...

Po lewej piękny widok na Liptowskie Kopy, a w dole Cicha Dolina.
Obrazek

Ale zejście stad wydaje się trudniejsze. Jak oni stąd zleźli? Nie dowiesz się. Przełęcz ma swoje tajemnice.

Cicha Dolina będzie Ci jednak dziś towarzyszyć cały czas - wierny kibic Twoich szachów, które właśnie się zaczęły.

Wraca wiatr. Czas ruszać dalej.

Powoli po ostrzu grani wznosisz się szeroką ścieżką w stronę pobliskiego wierzchołka, który po chwili zaczynasz trawersować od słowackiej strony.
To Pośredni Wierch Goryczkowy. Śnieg jakby twardszy. Dobra moja myslisz i natychmiast zza węgła dopada Cię wiatr.

Uderza silniej i.... odlatuje.

Znów zostajesz sam. Goryczkowy Ci nie pomaga. Tylko Cicha Dolina spokojnie proponuje dalszą drogę.

Po obejściu szczytu wracasz na grań i pobliską przełęcz. To Goryczkowa Swińska.
I zupełnie nowy krajobraz. W dole widzisz kolejną dolinę. Nazywa się Dolina Świńska.

Przełęcz to doskonałe miejsce na kilka ruchów na szachownicy.

Wiatr zaczyna Gambitem Hetmańskim (d2:d4), od razu atakując Cię od frontu. Silne uderzenie i nie mniej silny huk otacza Cię w mgnieniu oka.

Rozglądasz się wokół i dostrzegasz, że jedyne co Ci pozostało to szukać ratunku w tradycyjnej obronie sycylijskiej.
Zanim zaatakuje ponownie robisz unik (c7:c5) ruszając dalej pod górę na wznoszący się nad przełęczą szczyt.

Tuż pod wierzchołkiem znów trawersujesz po słowackiej stronie. Patrzysz na ośnieżone zbocze. Obym nie wyjechał do Cichej. W lewy policzek dostajesz lodowatym podmuchem, który odbija się od szczytu i opada spokojnie gdzieś w nicość.

Zaczynasz odczuwać, że jesteś sam. Za Tobą zamykają się wrota do cywilizacji Kasprowego. Obchodzisz właśnie Czubę Goryczkową, której wierzchołek zamyka Ci ostatecznie widok na otoczenie Doliny Goryczkowej.
Obrazek

Kluczysz ścieżką między drobnymi uskokami i żlebkami, pod butami chlupie Ci roztapiający się śnieg. Troszkę w górę, troszkę w dół. Góra bawi się Tobą .

Już zaczynasz rozumieć czar Cichej Doliny. Piękna, spokojna i Cicha ale nie samotna - przyjazna. Wciąż jest.

Wiatr gdzieś ucichł. Słońce ogrzewa powietrze. Robi się ciepło i przyjemnie. Wyczuwasz jednak coś niepokojącego. Niby sielanka ale...

Podchodzisz do góry zbliżając się ponownie do grani. Przygotowujesz się na kolejny atak ze strony Twojego przeciwnika. Na razie nic.

Wychodzisz na grań. To jakaś przełęcz?

Tak. To rodzaj przełączki w Suchych Czubach. Na tym odcinku drogi to jedyne takie miejsce. Uderza Cię surowość terenu, której dotąd nie było. W dół opadają ostre skały. Dalej przepaścisty żleb z groźnymi piargami zupełnie pozbawiony choćby minimum słonecznych promieni. Nie możesz uciec od skojarzeń - Toż to prawdziwa Dolina śmierci.

I natychmiast dostajesz uderzenie z tyłu. Wiatr podstępnie wysunął się gońcem aż pod Twoja linię obrony, by po chwili zbiec do wspomnianego żlebu i napełniwszy się jego grozą, powrócić ze zdwojoną siłą patrząc Ci prosto w twarz. Jego oblicze nie jest juz teraz zabawne. Atakuje z zaciekłością, chcąc zgładzić Cię w następnym ruchu. Czujesz teraz w pełni jego moc.
Pierwszy raz myślisz o ucieczce. Ale w tej sekundzie nastaje cisza. Ruszasz szybko dalej, kątem oka spoglądając martwą Dolinę Suchą Kondracką Odwracasz głowę i już w pełni rozumiesz wielkość Cichej Doliny. Ta wiedząc, o Twych zmaganiach asekuruje Cię piękną zielenią dając oddech po przeżytej bitwie.

Szybko wracasz do równowagi.
Czujesz, że teraz jesteś silniejszy, że stać Cię na pojedynek. Fala zimnego powietrza ogarnia Cię ale nie za mocno, jakby spogląda czy ma szansę na zwycięstwo. Zaczyna czarować, odchodzi, podchodzi, straszy szumiąc po zboczu i znów odchodzi. Widać, że zna tu każdy zaułek terenu. Jest u siebie. Chce zburzyć Twój spokój, który właśnie odzyskałeś.

Teraz pod górę dość mozolnie. W połowie podejścia dostajesz dwa ciosy z lewej. Wydają się być coraz silniejsze. Tuż przed osiągnięciem grani, przychodzi jeszcze jedna fala. Tym razem dużo dłuższa. Wieje ostro i długo. Nie zatrzymujesz się, pamiętając, że "sycylijska to najlepszy sposób na silny "hetmański" Trzymasz się zasad. Wiatr odchodzi powoli na północne stoki. Cicha dolina powoli mówi Ci do widzenia spoglądając tęsknie gdy przewijasz się na drugą stronę grani.

Przed Tobą Dolina Kondratowa. Cieplej. W ferworze walki nie zauważyłeś rosnących chmur. Jeszcze godzinę temu nie było żadnej.

To kolejny podstęp Twojego "partnera". Byłeś zajęty sobą, zmagałeś się z nim i z myślami. Nie zauważyłeś.

Teraz od prawej trawersujesz Suchy Wierch Kondracki, który powinien dodawać Ci otuchy, bo w końcu chwoni Cię przez wiatrem ale nie....

Wygląda groźnie. Nie ma skał ani przepaści. Wznosi się lekko ponad ścieżkę, którą idziesz ale nie daje Ci spokoju.
Chmury zaczynają się wałęsać lekko wokół Ciebie.

Szpiedzy :)

Robi się szeroko. Przełęcz Pod Kopą Kondracką.
Z Kasprowego 1.40 godz. Czas odpocząć.

Siadasz po stronie Doliny Kondratowej. Wyczuwasz, że temperatura spada. Wokół żywej duszy. Jest silnie ponuro. Przytłacza Cię przestrzeń zboczy. Zza węgła słyszysz tylko jak Twój przeciwnik trenuje przez Przełęcz od południa kolejne ataki - przygotowuje się.

Czeka.

Po 15 minutach wokół Ciebie snują się gęste mgły. Przez okno przełęczy przewalają się od Cichej do Kondratowej ogromne masy powietrza w tempie odrzutowca.

Chyba wkurzyłeś swojego przeciwnika tym bezruchem. Ilość wtłaczanego powietrza jest ogromna. Prędkość wichury wzmaga się z każdym uderzeniem nowej fali. Jesteś w potrzasku.

Decydujesz się na walkę twarzą w twarz. Zbierasz powoli wszystkie rzeczy do plecaka, wstajesz i czekasz na przerwę między podmuchami.

Jest.

Ruszasz szybko przez okno przełęczy i zaczynasz się wznosić po stokach Kopy Kondrackiej. Mogłeś z Przełęczy zejść zielonym do schroniska na Kondratowej ale myślisz, że szczyt już niedaleko. Szkoda ominąć.

Wycof.

Nieeee. Nie trzeba. Już jestem tak blisko.

Szerokim zboczem po rozwalającej się ścieżce posuwasz się naprzód. Mgła zagęszcza się ale widzisz jeszcze na 30 metrów do przodu.

Teraz roszada białych. Kilka minut spokoju.

Już słyszysz, idzie kolejny atak, zbliża się, już jest.
Natężenie rośnie, huk staje się potężny. Stajesz. Ciężko iść dalej. Trwa to kilkanaście sekund. Odchodzi.

Starasz się jak najszybciej iść pod górę. Zatyka Cię ciężkie powietrze. To dziwne. Wieje lodowatymi falami, im wyżej tym zimniej, a Ty czujesz jakby duchota nie dawała możliwości normalnego oddychania. Dopada Cię kolejny oskrzydlający gońcami atak. Drugi z kolei podmuch każe Ci przysiąść.
Odruchowo odwracasz głowę na zawietrzną. Ale tu prawie nie ma czym oddychać. Stworzyłeś bańkę próżniową. Czujesz jak mgła zacieśnia się wokół Ciebie. Powoli zaczyna zbliżać się na kilka metrów. Jak stado wilków. Wokół szaro, prawie ciemno.

Już prawie wierzchołek. Idziesz od przełęczy prawie 20 min. Śnieg zaczyna Ci poważnie przeszkadzać. Zlewa się z mgłą. Orientacja zaczyna szwankowac.
Chcesz trzymać się środka zbocza ale tu Kopa Kondracka jest szeroka. Nie masz pewności czy nie schodzisz prosto w objęcia przepaści. Gdzieś czytałeś, że ten fragment wcale nie jest bezpieczny. Że czyhają tu kilkusetmetrowe pionowe zerwy. Ale gdzie one są?

Nagle huk przychodzi ze zdwojoną siłą. To chyba najmocniejszy z ataków. Wygląda na ostateczny. Kładziesz się na ziemi. Wiatr zaatakował bezpośrednio Hetmanem. Szarpie za plecak. Jak w zapasach próbuje podźwignąć Cię do góry. Wtedy będziesz jego. Zrobi co zechce. Wygra.

Leżysz przy samych piargach. Hektolitry powietrza z potężną prędkością przewalają się przez Ciebie. Policzki zaczynają Cię ostro boleć. Mięśnie tężeją. Nie dobrze.

Atak jednak nie może trwać wiecznie. W końcu odchodzi.

Wstajesz, podchodzisz kilka kroków i nagle już wiesz. Jesteś na Kopie Kondrackiej 2005 m.n.p.m Dowlekasz się do tabliczki na szczycie.

Uciekać. Jak najszybciej uciekać. Zamiast kolejnej fali wiatru mgła zaciska pas widoczności wokół Ciebie. Dwa może trzy metry. Tyle Ci zostawia.
Obrazek

To wystarczy. Spod śniegu dostrzegasz drogę zejściową na Kondracką Przełęcz. Ruszasz. Ale sił mało. Kilka metrów poniżej szczytu siadasz. Musisz odpocząć.

Od tyłu fala powietrza jak potężna lawina zwala się na zbocze. Teraz nieco przechytrzyłeś wiatr. W dwóch szybkich ruchach zbiłeś mu wieże i dwa gońce. Jesteś poniżej wierzchołka. Tu moc wichury nieco słabnie. Ba. Prawie wcale Cię nie dosięga. Mgła zaczyna się rozwiewać. Juz rozumiesz, że chciała pokrzyżować Ci znalezienie drogi w dół.

Cieplej. Ruszasz dalej.

Powoli po grani obniżasz się w dół. Ach gdybyś miał raki, teraz śmigał byś jak Kozica. A tak w zlodowaciałym śniegu każdy krok może spowodować upadek i jazdę aż do podnóża 400 metrów niżej. Krok po kroku, coraz niżej. Zmęczenie zaczyna być mocno odczuwalne.

Pewnie dlatego nie zauważasz, że wokół widać coraz więcej, a podmuchy są coraz słabsze. Jeden mały wierzchołek, zejście, drugi mały wierzchołek, zejście. Śniegu coraz mniej.

Nagle stajesz w pełnym słońcu :)

Cały ten koszmar mija jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Przed Tobą kilkanaście metrów niżej cała zgraja ludzi. W spokoju opalają się na Przełęczy Kondrackiej

Ogromna ulga, jesteś uratowany. Wygrałeś. Spotkałes człowieka. Co za radość :)

Siadasz przy kosówce. Odwracasz się. Kopa Kondracka i Małołączniak białe niemal jak w zimie. Gdzie te chmury? Gdzie ta mgła?

Gdybyś nie słyszał z oddali Twojego kumpla od partyjki szachów, zupełnie byś nie uwierzył w to co działo się przez ostatnie 2.5 godziny.
Właśnie się zbliża.

Lekko rowiewa Ci włosy. Okrąża, spogląda filuternie w oczy i pyta: Sądzisz, że wygrałeś?

Zostawia Cię z tą myślą i spokojnie wraca do siebie.

Powiem Wam, że historia z wiatrem wydarzyła się na prawdę :) No może trochę dodałem kolorytu, wzbogacając warunki o mgłę, która tu właśnie występuje nader często zamykając czasem pole odwrotu i podniosłem poczucie zagrożenia. Ale nieznacznie.

W sierpniu 2005 roku, pierwszego dnia pogody po silnych kilkudniowych opadach śniegu, przebiegłem tą śliczną graniówkę i zagrałem swoją własną partię szachów. Wtedy przegrałem :) Chciałem dojść do Ciemniaka.
Zszedłem tak jak Ty - na Kondracką Przełęcz.
A może to właśnie znaczyło tego dnia wygrać? A może trzeba było zbiegać z Przelęczy pod Kopą Kondracką, a nie pakować się na szczyt?

Tak czy inaczej, i Tobie i mnie się udało, choć nie musiało tak być.

Liptowska Grań, jak często się mówi na ten odcinek trasy, jest przepiekną widokowo, łatwą do przejścia drogą. Zabiera niewiele ponad 2.5 godziny i zostawia niepowtarzalne wspomnienia. Przy słonecznej, normalnej, pięknej pogodzie, jest godna polecenia każdemu, kto chce zobaczyć jak Tatry wyglądają z góry.

Obrazek

Przy słońcu, całość trasy to spotkania z wieloma przyjacielsko nastawionymi szczytami :), z przepiękną Cichą Doliną i fantastycznymi zboczami Czerwonych Wierchów, którymi śmiało można iść aż do Doliny Kościeliskiej.

Często jednak zdarza się tu mocny wiatr i mgła. Wtedy nie ma co czekać. Trzeba schodzić już z Przełęczy Pod Kopą

Idźcie zagrać swoją własną partyjkę. Może dowiecie się kto przechodził przez Przełęcz nad Zakosy? Kto to wie.

Góry pozwalają czasem zobaczyć wiele, dostarczając pięknych wspomnień, a czasem nie chcą wypuścić ze swych objeć.

Zawsze jednak gramy czarnymi :)

Tak to już jest :)[/img]
--
BusterFM

Powrót do GPI - Górski Przewodnik Internautów

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość