Tatry - Orla Perć

Informacje, dyskusje i komunikaty o GPI - inicjatywie Forumowiczów e-gory.pl stworzenia bazy informacji o górach Polski, Europy i Świata.

Moderator: Moderatorzy

BusterFM
 

Tatry - Orla Perć

Śr 24 sie, 2005

Orla Perć to najśmielej poprowadzony szlak w Tatrach. Wytrasowany głównie w latach 1903 - 1906 przez ks. J. Gadowskiego, prowadzi wschodnią odnogą grani głównej Tatr.

Przy dobrej pogodzie kapitalny widokowo, o dużym natężeniu (oczywiście jak na warunki turystyczne) trudności technicznych. Podczas załamiania pogody istnieje sporo szlaków łącznikowych, pozwalających wycofać się z grani, co czynić trzeba natychmiast.

Orla Perć to w sumie szlak doskonale ubezpieczony ale polecam tylko dla wprawnych.
I nie chodzi tu tylko o umiejętności techniczne. W warunkach dużej ekspozycji u niejednej osoby mogą pojawiać się różne nieprzyjemne objawy z panicznym, paraliżującym strachem włącznie. Nie piszę tego by kogoś odstraszyć. To jedna z najpiękniejszych graniówek w tatrach i ktoś kto ma ochotę poznać Tatry musi spotkać się z nimi w takiej bliskości.

Zalecam tylko stopniowanie trudności, tak by przejście "Orlej" stanowiło czystą przyjemność, a nie nerwowe zmaganie się z bezlitosną i w milczeniu przyglądającą się złowrogą potęgą szarego granitu.

Zwykle droga opisywana jest od Kasprowego Wierchu do Krzyżnego. Dlatego postanowiłem zrobić odwrotnie. Ma to też pewne znaczenie w rozłożeniu sił.

Można też spotkać się z opinią, że Orla Perć to odcinek od Zawratu do Krzyżnego, a nie z Kasprowego Wierchu. Wynika to z nagromadzenia trudności jakie spotkamy na trasie i względów historycznych. Ja jednak zawsze byłem zwolennikiem opinii, że skoro trasa wiedzie wschodnią odnogą grani głównej, to musi się na niej zaczynać lub kończyć. Pierwszym szczytem łączącym obie granie jest zatem Świnica, a na nią granią wiedzie łatwa droga z Kasprowego Wierchu.

Pierwotnie szlak wiódł także granią i stokami Wołoszyna ale obecnie ze względu na gawry niedźwiedzi i ścisły rezerat przyrody można się poruszać tylko od lub do Przełęczy Krzyżne.

Właściwie zawsze doradzam przebycie Orlej Perci partiami ale przejście całości przy dobrej pogodzie jest także możliwe.

Ale dość teorii.

Nasza opowieść zaczyna się na wysokości 2114m na przełęczy Krzyżne. Można tu dotrzeć z Hali Gąsienicowej lub Doliny Pięciu Stawów Polskich. Mając na względzie potrzebne siły do dalszej wędrówki wygodniej wejść na grań od strony Murowańca.

Kiedyś wyszliśmy z Murzasichla o 5.30 i przez Murowaniec dotarliśmy na Krzyżne jako pierwsza ekipa na Krzyżne. Dobrze, że jako pierwsza ekipa bo mieliśmy unikalne spotkanie ze świstakiem z odległości 4 metrów. Gwizdnął tuż za grzędą otwierającą drogę do źlebu wiodącego bezpośrednio na przełęcz. Popatrzyliśmy sobie głęboko w oczy . Potem jakby nigdy nic poszedł sobie w swoją stronę, więc My też .

O 10.00 ruszyliśmy na Granaty. Szlak obchodzi zrazu spokojną scieżką Kopę na Krzyżnem i Turnię Ptak (nazwa od formacji skalnej, która np. z równi krupowej, do złudzenia przypomina siedzącego Kruka). To południowa strona, erozja jest duża, więc jest bardzo krucho. Po chwli wracamy w okolice grani szczytowej Małej Buczynowej Turni (2172m). Teraz zaczynamy zejście żlebem prowadzącym na Buczynową Przełęcz. Znów bardzo krucho. Na dużych głazach zalega warstwa zdradliwego piargu i drobnego piasku. Odbijamy na zachód trawersując po południowej stronie, żebra Wielkiej Buczynowej Turni (2184m).
Droga jest mozolna więc nie ma sensu forsowanie tempa.

Tym urozmaiconym terenem dochodzimy do Przełęczy Nowickiego (poeta i projektodawca całego szlaku). Dalej blisko grani w przepaścistym ale ciekawym terenie docieramy do Pościeli Jasińskiego (to także przełęcz). Stąd kilkunastometrowym kominkiem wydostajemy się znów na grań tuż obok szczytu Orlej Baszty. Piękny widok na Dolinę Pańszczycy.

Warto w tym miejscu chwilę odpocząć. Ruszamy dalej by po chwili w pięknej wspinaczce urwiskami Orlich Turniczek (najtrudniejszy technicznie fragment trasy do Granatów) przetrawersować północnymi stokami na Graniacką Przełęcz (2145m). Z przełęczy szybkim i ubezpieczonym trawersem wydostajemy się na Skrajny Granat (2225m). Pierwszy raz widzimy otoczenie Czarnego Stawu Gąsienicowego wraz z masywem Kościelców.

Odcinek na Skrajny Granat (1.40 godz z Krzyżnego) jest bardzo pouczający. Trzeba wykazać się myśleniem. Ostre zejścia i długie strome podejścia wymagają dużego wysiłku.
Ze względów bezpieczeństwa to według mnie bezwzglednie najtrudniejszy odcinek „Orlej”.

Ze Skrajnego Granatu na przełączkę i krok przez szczelinę.

Nie jest to w sumie żaden skok nad przepaścią W tym miejscu znajduje się wąska szczelina w kształcie klina Ma jakieś 1.5m szerokości. Większy krok pozwala ją przebyć w zupełnym spokoju.

Tu doskonale prezentuje się sławny Żleb Drege-a, szeroki i zachęcający swą łagodnością do bezpośredniego zejścia nad Czarny Staw Gąsienicowy. Nic bardziej błędnego. Po odcinku łatwym, teren zaczyna się spiętrzać, trudności rosną, a w końcu dzieli nas od stawu 100 metrowej wysokości wąziutka niemal pionowa rynna, której w żaden sposób nie da się przebyć bez ubezpieczeń i umiejętności zjeżdżania na linie. Niestety to miejsce widziało już wiele dramatycznych wypadków zakończonych tragicznie.

Tak więc spoglądamy na Drege-a spokojnie z góry i ruszamy granią dalej.

Teraz raczej łatwo, niemal ścieżką przez Granat Pośredni i Zadni. (dobra droga widokowo). Z Zadniego można się wycofać do Koziej Dolinki. Dobrze, że został wytrasowany nowy szlak i nie trzeba zjeżdżać po piargach żlebem jak kiedyś.

Kominek w masywie czarnych ścian bywa kłopotliwy przy dużej ilości ludzi. Ale jeśli ruszy się z Krzyżnego 0 10.00 rano, to w tym miejscu będziemy około 12.30 - 13.00. To daje szansę na wolną drogę. Wspomnianym kominkiem dochodzimy do Żlebu Kulczyńskiego, którym też można uciec w dół do Koziej Dolinki i dalej do Murowańca. Właściwie to jest dobry pomysł, szczególnie, że dla kogoś kto jeszcze nie biega po Tatrach wiele lat, "Kozie" są i łatwiejsze i przyjemniejsze gdy się je zdobywa od strony Koziej Przełeczy.

Żlebem Kulczyńskiego (jeśli skończyła nam się woda czasem płynie tu drobna srużka, która pozwoli uzupełnić zapasy), podchodzimy wśród piargów (trochę krucho) na Przełączkę nad Doliną Buczynową. Tu warto na chwilę stanąć. Faktycznie Buczynowa Dolinka pięknie stąd wygląda. A szliśmy nad nią już w drodze na Skrajny Granat.

Dalej granią i nieco poniżej przechodzimy znów na południową stronę (piękne widoki na Tatry Słowackie i Pięć Stawów). Po południowych stokach bez trudności ale mozolnie wchodzimy na najwyższy szczyt, w całości należący do Polski czyli Kozi Wierch (2291m)

Tu warto coś zjeść i odpocząć. Piękne widoki. (Z Krzyżnego 3.5 - 4godz).

Nieco poniżej szczytu, z dołu dochodzi łącznikowy czarny szlak z Doliny Pięciu Stawów Polskich. W razie pogarszającej się pogody bezwzględnie polecam zejście w tym momencie z grani nie myśląc nawet o zdobyciu wierzchołka Koziego Wierchu. Szlak jest najszybszą i najłatwiejszą ucieczką z grani „Kozich” w bezpieczną dolinę.

Teraz to co młode wilki lubią najbardziej. O ile idąc w opisywaną stronę można się rozczarować Kozim Wierchem, na który wchodzimy ścieżką niemal jak w partiach reglowych, to zejście na Kozią Przełęcz dostarcza tego co w Tatrach technicznie najpiękniejsze.

Z wierzchołka Koziego Wierchu po pólnocnych, esksponowanych urwiskach schodzimy praktycznie prosto w dół (liczne łańcuchy i piękna wspinaczka skalna) w wąską szczerbinę Koziej Przełęczy Wyżniej.

Stąd bezpośrednio (łańcuchy i dwie klamry) na najwyższy z wierzchołków Kozich Czub. To chyba najbardziej eksponowany odcinek w sensie technicznym ale doskonale ubezpieczony dla mniej wprawnych.

Z razu Granią Kozich Czub po skałkach, potem znów po urwistej, północnej ścianie, ostro w dół w kilka zakosów ale też doskonale ubezpieczonych łańcuchami.
W końcowej fazie szlak przechodzi na zachodnią stronę i całym ciągiem łańcuchów schodzi nieco w stronę Pustej Dolinki (fantastyczne widoki na wschodnią ścianę Zamarłej Turni).

To jest moment wymagający sporej uwagi. Szlak idzie po wąskich ustępach i jest krucho (uwaga na spadające kamienie).
W dół odchodzi żółty szlak do Doliny Pięciu Stawów. My kierujemy się trawersem wśród skałek na Kozią Przełęcz.
Tu trudno odpoczywać bo Kozia ma 1.5 metra szerokości, więc albo schodzimy na stronę Gąsienicowej albo kominkiem, po klamrach i łańcuchach a w końcowej fazie wąską (najdłuższą w tatrach) 12 metrową drabinką wprost na pole pod wierzchołkiem Zamarłej Turni.

Tu można spokojnie odpocząć. Ładne widoki na grań Kozich i otoczenie Czarnego Stawu Gąsienicowego. W ścianach Zadniego Kościelca spokojnie można obserwować dzialania licznych grup alpinistów. (Z Koziego Wierchu 1 godzina).

Ruszamy po północnych stokach Zamarłej Turni, najpierw w dół, a potem ostro w prawo. Tu uwaga!!!! Wielu idzie w tym miejscu na wprost i potem musi wracać. Szlak skręca pod kątem 90 stopni w prawo i nie jest to droga intuicyjna.

Dalej po północnych stokach wychodzimy po dużych, lekko nachylonych płytach na szczyt grani. Stąd chyba najcudowniejszy widok na słynną połuniową ścianę Zamarłej Turni. (Można też podeprzeć stojącą tam od zawsze, niewielką skałę (z dołu łudząco podobną do stojącego człowieka).
Dalej trawersujemy północne zbocza Zmarzłych Czub. Raczej łatwo choć w przepaścistym terenie. W końcu po 15 minutach wchodzimy w górne partie Żydowskiego Żlebu , spadającego wprost do podnórza Małego Koziego Wierchu.

Nim, w górę kominkiem (ładna przeprawa skalna ale dobrze ubezpieczona). Trzeba uważać podczas śniegu lub lodu, żeby nie wyjechać. ( w zimie idzie się nieco inaczej, wyżej jest zainstalowana stalowa lina która wyprowadza nas w wyższych partiach Zmarzłych Czub).
Z wąskiej szczerbiny otwiera się ponownie widok na stronę pięciu stawów. Szlak idzie zgodnie z kierunkiem grani i lekkim skalnym wejściem wprowadza nas na wierzchołek Małego Koziego Wierchu (2226m).

Stąd niemal prosta droga, oprócz dwóch malutkich kominków skalnych tuż pod szczytem, granią w dół zbiega na Przełęcz Zawrat (2159m)

Zawrat dziwna nazwa. Otóż kiedyś górale wypasali w Pieciu Stawach owce. Podchodzili od południowej strony pod samą przełęcz ale owiec na północ sprowadzić nie mogli, bo teren jest zbyt urwisty, więc zawracali. Stąd i nazwa. ( Z Koziej Przełęczy 1 godz)

Z Zawratu wiodą szlaki zejściowe do Doliny Pięciu Stawów (łatwy) i Doliny Gąsienicowej (w początkowej fazie skalisty i trudniejszy ale ubezpieczony – UWAGA jeśli zalega śnieg bezpieczniej jest schodzić wprost żlebem).

Tu kończy się właściwy odcinek Orlej Perci. Dalej po połuniowej stronie opuszczamy się jakieś 150 metrów w dół, by dość mozolnie wytrawersować zbocza Zawratowej, Niebieskiej (kominek z klamrami) i w końcu Gąsienicowej Turni. W samej końcówce dość ostro pod górę ale bez większych trudności na wierchołek Świnicy (2301m). (Z Zawratu 1.20godz)

Warto pamiętać, że Świnica to główny odgromnik tatr Wysokich, więc podczas szansy na burzę sugeruję natychmiastową ewakuację w dół.

Schodzimy po kruchym ale od kilku lat ubezpieczonym łańcuchem terenie, by po kilku minutach wejść na ułożoną z kamieni ścieżkę prowadzącą powoli na dół. W połowie zejścia przez mały grzbiet przechodzimy niby na drugą stronę grani i dalej trawersując stoki Świnicy dochodzimy na Przełęcz Świnicką (2050m). Dalej to już autostrada na Kasprowy Wierch.

Z przełęczy można też zbiec do Zielonego Stawu i Murowańca (nie polecam przy śniegu i oblodzeniu).

Czas przejścia z Krzyżnego na Kasprowy to około 8 godzin. Tak więc z wejściem na grań i zejściem trzeba założyć 12 godzin i to przy pewnej pogodzie. Dla przeżyć zawsze sugeruję zdobywanie Orlej partiami.

Dla treningu formy dla wprawniejszych - doskonały sprawdzian wytrzymałości.

Avatar użytkownika
Kuba (Cesarr)
 
Posty: 547
Dołączył(a): So 05 mar, 2005
Lokalizacja: Poznań
Ulubione góry: .

Re: Tatry - Orla Perć

Cz 25 sie, 2005

BusterFM napisał(a):Tu doskonale prezentuje się sławny Żleb Drege-a, szeroki i zachęcający swą łagodnością do bezpośredniego zejścia nad Czarny Staw Gąsienicowy. Nic bardziej błędnego.

Stąd też się wzieła nazwa: źleb Draga. Drag to nazwisko turysty, który spadł w tym miejscu na początku XX w (wtedy jeszcze nie było szlaku poprowadzonego przez Granaty). Jezeli czegoś nie pokręciłem to wydaje mi się, że poszedł tam z siostra i koleżanką. Po 3 dniach tylko jego siostrę uratowano.
Mimo to polecam ten szlak :)
horyzont - linia wyznaczająca kierunek marszu

Avatar użytkownika
BusterFM
 
Posty: 180
Dołączył(a): Śr 24 sie, 2005
Lokalizacja: Warszawa
Ulubione góry: tatry

Re: Tatry - Orla Perć

Cz 25 sie, 2005

Prawie dokładnie tak :)

23 sierpnia 1911 roku (szlak więc przez Granaty już był) Jan Drege (student uniwersytetu w Moskwie) wraz z dwiema siostrami szedł przez Granaty w kierunku od Zadniego do Skrajnego.
Wieczór był blisko i w zapadających ciemnościach cała trójka zgubiła drogę zejściową. Wspomniany żleb zaprosił jak zwykle w swoje sidła.

Początkowo schodzili wygodnie ale gdy trudności wzrosły Drege pozostawił siostry na bezpiecznym jeszcze terenie i postanowił sam sprawdzić, którędy najlepiej zejść.
Najprawdopodobniej udało mu się dotrzeć aż do platformy nad przewieszonym kominkiem (to wygląda od góry tak, że najpierw są ustępy skalne, potem trzeba się ześlizgiwać z coraz większych płyt, by w końcu dostać się na ową platformę).
Ciąg dalszy łatwy jest do przewidzenia. Dalsza trasa to blisko stumetrowy upadek.
Opisany komin to nie przelewki. Po raz pierwszy został pokonany dopiero w 1938 roku przez Wandę Heniszówkę, Zofię Radwańską i Tadeusza Orłowskiego.

Siostry nie wiedząc o jego śmierci przenocowały i nad ranem mimo złej pogody spokojnie wróciły na grań, odnalazły szlak i zeszły na dół bezpiecznie, a następnie zawiadomiły TOPR. Na czele wyprawy stanął Mariusz Zaruski. Wraz z ośmioma ratownikami wyruszyli nad Czarny Staw ale znaleźli tylko ciało u podnóża kominka.

Trzy lata później w 1914 roku, a dokładniej 23 lipca, z Koziego szli Maria i Bronisław Bandrowscy wraz z Anną Hackbeilówną. Podobnie jak w przypadku pierwszej tragedii zgubili drogę i dali się złapać w pułapkę. Bandrowski był w Tatrach nie pierwszy raz ale chodził tylko po znakowanych trasach. Tu stracił zupełnie opanowanie i rozsądek. Zaczęli schodzić żlebem tak jak poprzednicy. Potem znów cała trójka ześlizgiwała się po progach skalnych aż znalazła się w terenie niezwykle trudnym.
Pomimo trudności, i strachu zachowali sporo rozsądku. Postanowili przeczekać noc, a od rana wzywać pomoc.
24 lipca turyści okrążający Czarny Staw słyszeli wołanie ale nie rozumiejąc słów uznawali, że to pozdrowienia, bądź zwykłe wygłupy i szli dalej. Gdy cała trójka zorientowała się, że w ten sposób ratunku próżno oczekiwać, Hackbeilówna postanowiła zrobić to na własną rękę. Aż nie chce się wierzyć dlaczego nie wrócili na górę poszukać drogi znakowanej.

Nie wiemy dokładnie co się działo z Anną. Najprawdopodobniej udało jej się dotrzeć do sąsiedniego żlebu znajdującego się na północ (w stronę Żółtej Turni). Dalej sto metrów upadku i kolejna ofiara Tatr legła na piargach.
Bandrowscy pozostali na miejscu przez cały dzień. Noc nie przyniosła wybawienia i nastał trzeci dzień walki z górą. Popsuła się pogoda, góry opustoszały. Zaczęli zdawać sobie sprawę, że pomoc nie nadejdzie, że ich towarzyszka najprawdopodobniej nie żyje. Zaczął się dramat. Ponoć Bandrowski siebie zaczął obwiniać za całą sytuację. Mówił o tym głośno siostrze przez całą trzecią noc i kolejny dzień i czwartą noc. (to dziś wydaje się niewyobrażalne chyba).
Pogoda była parszywa, w nocy pojawiły się drobne przymrozki, zapasy żywności przewidziane na jednodniową wycieczkę dawno się skończyły. Stan obojga pogarszał się z godziny na godzinę.

Piątego dnia rano oboje wiedzieli, że to już prawie koniec. Nadal dziwne że jak dotąd, odwrót w górę był jeszcze możliwy bez problemów, nawet biorąc pod uwagę ich wyczerpanie. Podjęli jednak decyzję by z rzemieni plecaków zrobić coś na kształt liny i zacząć schodzić w dół.

Wąskim kominem kilkukrotnie spadali w dół po kilka metrów. W końcu zatrzymali się na półce nad wielką przewieszką. Droga odwrotu stała się niemozliwa. Przewieszone skały z których przed chwilą się jakoś zsunęli zamknęły szansę powrotu. Przed nimi zostało ostatnich 100 metrów przewieszonego kominka.

Nastał 27 lipiec 1914 roku. Sytuacja była krytyczna. O 13 w przepaść rzucił się Bandrowski skrajnie wyczerpany. Maria Bandrowska rozpoczęła samotną walkę ze spokojnie czekającym na swą kolejną ofiarę Skrajnym Granatem.

Długo by opowiadać jak TOPR trafił na ślad gdzie są Bandrowscy. Ekipa znów pod kierownictwem M. Zaruskiego podeszła późnym popołudniem pod ściany Granatów. W końcu udało się wypatrzyć Marię na półeczce, gdzieś w połowie Żlebu Drege-a.
Nawiązano kontakt głosowy. Ponieważ jak wspomniałem, nie było wtedy drogi wejściowej, ekipa weszła w żleb powyżej trudności i w zupełnych już ciemnościach zaczęła się nim opuszczaqć na linach w dół.
W końcu Zaruskiemu udało się dotrzeć do Bandrowskiej. Podobno skrajnie wyczerpana powiedziała tylko: (...) ostrożnie, tam przepaść (...)
--
BusterFM

Avatar użytkownika
Czort
 
Posty: 1514
Dołączył(a): So 07 maja, 2005
Lokalizacja: Z Piekła Zdroju
Ulubione góry: Karpaty

Bravisimo!!!

Pt 26 sie, 2005

Świetny i przejżysty opis. Nazewnictwo i oprawa na celujący.
Mam przeczucie że jesteś przewodnikiem. A jeżeli nie i posiadasz taką wiedze w głowie to droga do przwodnictwa jest bardzo ale to bardzo otwarta.

wojtek bajak
 

Re: Tatry - Orla Perć

N 28 sie, 2005

Nieprawda że z dwoma siostrami. Szedł wraz z ze swą narzeczoną (zginęła jako 1-wsza) i z siostrą. I gdy nie mogli zejść Drege rzucił się z bezsilności w dół. A potem ino jego siostre wyratowano

Avatar użytkownika
BusterFM
 
Posty: 180
Dołączył(a): Śr 24 sie, 2005
Lokalizacja: Warszawa
Ulubione góry: tatry

Re: Tatry - Orla Perć

N 28 sie, 2005

Z całym szacunkiem ale jednak obie to siostry.
Wszystkie wiarygodne źródła podają 2 siostry :)
--
BusterFM

Avatar użytkownika
nieobliczalny
 
Posty: 425
Dołączył(a): Pn 21 mar, 2005
Lokalizacja: Łódź
Ulubione góry: dzikie i niedostępne

pomieszane dwie tragedie

Wt 30 sie, 2005

wojtek bajak napisał(a):Nieprawda że z dwoma siostrami. Szedł wraz z ze swą narzeczoną (zginęła jako 1-wsza) i z siostrą. I gdy nie mogli zejść Drege rzucił się z bezsilności w dół. A potem ino jego siostre wyratowano


Zgadzam sie z busteremFM Jan Drage szedł z dwiema siostrami. kiedy zgubili szlak, a żleb zaczął stawać sie stromy i coraz trudniejszy, zostawił je, a sam poszedł szukać własciwej drogi... niestety roztraskał sie u stóp Granatów. Siostry przenocowały tam gdzie rozstały się z Janem i rano znalazły ścieżkę i zeszły do Zakopanego po pomoc.

Mogłeś trochę pomieszać wypadki
bo w dwa lata później (w 1914roku) w prawie identycznej sytuacji znalazła sie trójka turystów : rodzeństwo Maria i Bronisław Bandrowscy oraz ich towarzyszka, Anna Hackbeilówna. Kiedy nieudało się wezwać pomocy (beztroscy turyści nie rozpoznali w krzykach wołania o pomoc), Heckbeilówna zdecydowała sie sama szukac drogi zejściowej. Niestety również zginęła rostrzaskana u stóp ściany Granatów. Po pięciu dniach Bandrowski nie wytrzymał i rzucił sie w przepaść. Maria Bandrowska pozostała sama i również próbowała popełnić samobójstwo jednak została wyratowana przez Pogotowie (TOPR).

BusterFM opisał dokładniej te dwie tragedie pare postów wyżej :)
Nieobliczalny

Avatar użytkownika
Brzoza
Administrator E-GORY
 
Posty: 848
Dołączył(a): Cz 13 sty, 2005
Lokalizacja: SKPG Kraków
Ulubione góry: Karpaty Ukraińskie

Re: Tatry - Orla Perć

So 28 lip, 2012

Przeniesione do GPI: http://www.e-gory.pl/index.php/GPI/Tatr ... -Perc.html

Temat zamknięty.

Przydałyby się bardzo jakieś zdjęcia do tego tematu - jeśli ktoś ma coś ciekawego i zechciałby się podzielić: bardzo proszę o przesyłkę na adres portal@e-gory.pl wraz z opisem jakiego tekstu dotyczą i co na nich jest. Dzięki z góry :-)

Powrót do GPI - Górski Przewodnik Internautów

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość