SZCZYT: A' Maighdean

Informacje, dyskusje i komunikaty o GPI - inicjatywie Forumowiczów e-gory.pl stworzenia bazy informacji o górach Polski, Europy i Świata.

Moderator: Moderatorzy

Podobało się?

Ankieta wygasła Wt 03 sty, 2006

Tak, jade zaraz do Szkocji
4
67%
Może być
2
33%
Oszczędź i nie pisz więcej!
0
Brak głosów
 
Liczba głosów : 6
kassiel
 
Posty: 531
Dołączył(a): Śr 02 mar, 2005
Lokalizacja: Suburbs of Hell

SZCZYT: A' Maighdean

So 24 gru, 2005

Dzisiaj chciałbym zaprezentować kolejny szkocki szczyt, póki jeszcze wspomnienia świeże...

Szczyt: A' Maighdean
Wysokość: 967 m.npm
Lokalizacja: Letterwee Forest, Pólnocna Szkocja
Mapa: Ordnance Survey arkusz 19
Namiary GPS: NH 008749
Dojazd: Z inverness do Gairloch jeździ Westerbus. Tutaj rozkład. Poza tym bardzo dogodną metodą przemieszczania się jest autostop. Generalnie po max. 15 minutach ma się już transport.

A' Maighdean [maid'@n] po galijsku oznacza kobietę, względnie dziewicę. Szczyt ma wysokość 967 metrów i jako taki zalicza się do takzwanych "Munros", czyli szczytów przekraczających 3000 stóp. Cały masyw składa się zasadniczo z dwóch wierzchołków: wyżej wymieniony oraz Ruadh Stac Mor (918 m.npm), oddzielonych od siebie dość wysoką jak na szkockie warunki przełęczą (750m.npm). Ciekawostką jest, że szczyt znajduje się zaledwie 800 metrów od południka 0, a trasa wędrówki przebiega aż po dwóch półkulach :P

Trasę proponuję zacząć tak jak opisany przeze mnie powrót w opisie szczytu Beinn Airigh Charr. To znaczy zaczynamy w Poolewee, udajemy się w kierunku Kernsary farm i w kierunku szczytu Beinn Airigh Char. Tam zamiast skręcać w jego kierunku podążamy prosto, bardzo rozległą i wręcz magiczną doliną. Ciężko znaleźć porównanie w Polsce, gdyż na wysokości zaledwie 200 m. npm znajdujemy typowo wysokogórski krajobraz, pełen skał, dziki i surowy. Oprócz wyraźnej ścieżki ciężko o jakikolwiek ślad ludzkiej działalności, przynajmniej pochodzący z naszego stulecia. Falujące na torfowiskach trawy prowadzą nas w to sanktuarium spokoju, którego przyjezdny górołaz zupełnie się nie spodziewa, w kraju zamieszkałym przez 70 milionów mieszkańców. Powodem tego stanu rzeczy jest fakt, iż zaledwie 5 milionów górali jest w stanie sprostać surowemu klimatowi Szkocji. Po chwili docieramy do pierwszego dowodu na to, jak twardzi byli i są Szkoci. Wsród traw, nieopodal bodajże jedynego drzewa w całej dolinie napotykamy zapomnianą ruinę. Tylko obcy naturze kształt kamiennych fundamentów i pozostałości ścian przypomina nam o ludziach, którzy kiedyś wybrali sobie to miejsce na doczesną tułaczkę. Czy było to sto lat temu, czy może czterysta? Trudno dociec. Tutaj czas się zatrzymał. Prastare, neolityczne ruiny przeplatają się z całkiem niedawnymi, a wszechpotężny chronos jakby nie sięgał już ich swoją mocą, pozwalając im trwać. Po chwili zadumy możemy ruszyć dalej. Jeśli jesteśmy uważni, możemy dostrzec zanurzone w trawie kolejne ruiny, dużo mniejsze. Tym razem to pozostałość z ogródka warzywnego. Niezwykle silne wiatry nie pozwalały na uprawę czegokolwiek, więc ludzie budowali dla swych warzyw małe zagrody. Wychodzimy na mały pagórek, pozostałość po działalności lodowca. Pozostałości tych spotkamy tu mnóstwo, gdyż nie ma w Szkocji góry, która nie zostałaby "wygładzona" podczas epoki lodowcowej. Po prawej stronie oko geologa cieszy (a górołaza smuci) widok naprawde masywnego obrywu skalnego. Wielkie odłamy skał dość dramatycznie sterczą poopierane o siebie nawzajem. Zbliżamy się teraz do Fionn Loch - jeziora polodowcowego. Jest ono oddzielone od mniejszego Dubh Loch wąską groblą, wpoprzek której stoi jakiś rodzaj płotu. Tędy też wiedzie nasza droga. Omijamy płot po kamieniach wystających z wody. Nie musimy się obawiać, nie jest on postawiony przeciw nam, a przeciw owcom. Nasz cel majaczyć teraz powinien gdzieś daleko po prawej stronie, powodując, że ogarnia nas zwątpienie, czy ta góra ma rzeczywiście "tylko" 967 metrów. Ale te rozterki zostawiamy na następny dzień, gdyż refleksy zachodzącego słońca, podkreślające czerwony kolor wielkiego urwiska na drugim brzegu, sugerują, że czas poszukać miejsca na spoczynek. Mamy szczęście. Nieopodal znajduje się opuszczona fama Carnmore, o której słyszało zapewne 90% Szkotów (sprawdziłem!) Na płocie widnieje zapraszający napis: "Wspinaczy i wędrowców zapraszamy do stodoły". Mijamy budynek farmy, by po stu metrach znaleźć się w owej stodole. Jest to miejsce specjalnie przygotowane dla "backpackersów" :) Na podłodze stoi rząd prycz, w kącie jakaś świeczka, koce, śpiwór. Co niestety polaka dziwi - wszystko to jest NIEPILNOWANE! Byćmoże spotkamy tutaj jakichś wspinaczy, lub innych łazików. Uroku dodaje fakt, że w promieniu kilkunastu kilometrów nie ma żywej duszy.

Rankiem ruszamy wcześnie w stronę naszego celu. Ścieżką na wschód, zaczynamy piąć się w górę. Teraz czeka nas trudna decyzja: Jeśli chcemy wejść na szczyt w jednym kawałku, bez szaleństw, udajemy się za ścieżynką aż do rozstaju z kopcem kamiennym. Tam w prawo ścieżką zaznaczoną na mapie; lubiącym ryzyko polecam odbić bezpośrednio w prawo, na grań. Granią pniemy się coraz wyżej. Miejscami jest krucho, miejscami wąsko, generalnie czasem trzeba użyć rąk. Panorama coraz bardziej się poszerza. Przy dobrej pogodzie widać już ocean, Hebrydy, Isle of Skye... Niepostrzeżenie mijamy też południk 0 i... nic się nie dzieje! Jakie te półkule są do siebie podobne :P Ale pomimo euforii musimy teraz się skoncentrować, gdyż czas nadszedł na gwódź programu. W pewnym momencie grań zwęża się do szerokości jednego metra i.. nagle urywa! kilka metrów niżej znajduje się wąziutka przełączka i tam właśnie musimy dotrzeć. Lina byłaby dobrym pomysłem, ale kto by ją taszczył... Ściankę da się pokonać, jednak należy zachować dużą ostrożność. Dość nieprzyjemnie robi się, gdy ktoś jest sam, z plecakiem... :P Następny etap to już sama radocha. Stojącą na grani basztę skalną obchodzimy z PRAWEJ strony i wspinamy się dalej. Po kilku minutach jesteśmy na przedwierzchołku. Czasem można tu napotkać stadko zdziczałych kozłów. Nie radze drażnić, rogi niektórych są... imponujące:) Pozostaje nam jeszcze przejść na właściwy, skalisty wierzchołek, nieco na południe. I PODZIWIAĆ!! Morze gór ciągnie się po horyzont. Na południu majaczy Ben Nevis, na północy słynne An Teallach - wyzwanie dla twardzieli :)
Zejście jest dużo mniej problematyczne. Schodzimy na wschód, w kierunku wspomnianej wcześniej przełączki. Warto wspomnieć, że znajduje się tu 3-osobowa skalna koleba. Następnie na północ, ścieżką do rozstajów, które mijaliśmy wybierając wariant łatwiejszy. Później "tylko" przejście długaśną doliną Glean na Muice. Cały czas towarzyszy nam widok potężnej An Teallach, czyli kuźni. Rzeczywiście jest to kuźnia umiejętności pokoleń wspinaczy. Ogrom przyprawia o dreszcz, a jeśli dodać do tego słyszane historie... brrr:). Pod ścianą stoi przycupnięty schron Sheneval - obowiązkowy przystanek dla mierzących się z An Teallach.
Powrót do cywilizacji łączy się niestety z kolejnymi kilkoma godzinami dreptania. Dróżka na wschód wyprowadza nas na główną drogę, nieopodal parkingu. Droga na zachód natomiast, mimo iż dostarcza niezapomnianych wrażeń tak estetycznych, jak i bagiennych, jest na prawde długa. Przeklinałem potem swoją decyzję i plułem sobie w brodę za każdym razem, gdy wpadałem w bagno po kolana... Nie polecam :)

Cała opisana wycieczka zajęła mi:
4 h do Carnmore (bardzo szybki marsz - robiło sę ciemno :) )
12 h - drugi dzień, trasą dłuższą, też dość szybko

Pozdrawiam :)

Zdjęcia (nie moje)

Widok ze szczytu:
Obrazek
Mapa:
http://www.btinternet.com/~huntlyhc/faderinfo/fisherfieldsix.jpg
szczyt:
Obrazek
Obrazek

Avatar użytkownika
Czort
 
Posty: 1514
Dołączył(a): So 07 maja, 2005
Lokalizacja: Z Piekła Zdroju
Ulubione góry: Karpaty

Goood!

So 24 gru, 2005

Po pierwszym artykule tego nie czułem, ale po tym czuje zew..."jedź do Szkocji, jedź do Szkocji..."
===============================
Tymczasem na horyzoncie - refraktor.pl

Zbiór paplanin geologicznych - sekwencjaboumy.blogspot.com

Omnia mea mecum porto...

Szłapton
 

Re: SZCZYT: A' Maighdean

Pn 26 gru, 2005

Po przeczytaniu wysokości wyobraziłem sobie taki mały pagórek. Upewniło mnie w tym przekonaniu ogólne wyobrażenie Szkocji, czyli pagórek za pagórkiem. Jednak po obejrzeniu zdjęć uświadomiłem sobie, że wysokość względna np. pomiędzy szczytem Rysów a Morskim okiem to niewiele więcej niż wysokość A' Maighdean'a n.p.m. ... A więc łatwo dałem się wprowadzić w błąd i uznać tą górę z krwi i kości za właśnie pagórek. Przyznaję się, że jej nie doceniłem :oops: . Niemniej często mam kłopot z wybraniem się w znacznie bliższe nasze góry :( , więc się na pewno nie wybiorę.

Avatar użytkownika
Łosiek (Kaśka)
 
Posty: 1140
Dołączył(a): Śr 22 cze, 2005
Lokalizacja: Kraków

Re: SZCZYT: A' Maighdean

Pt 30 gru, 2005

na początku pomyślałam identycznie jak Szłapton...
ale tam jest pięknie! :shock:
Kassiel dlaczego tak mało zdjęć?

Ps. Szłapton! Nigdy nie mów "nigdy" :wink:
Jeśli praca przeszkadza ci w realizacji marzeń, to ją rzuć:)
http://www.anorak.dbv.pl/news.php
http://galeria.e-city.tarnow.pl/autorzy/kglowicka/

kassiel
 
Posty: 531
Dołączył(a): Śr 02 mar, 2005
Lokalizacja: Suburbs of Hell

Re: SZCZYT: A' Maighdean

Pt 30 gru, 2005

Hehe, jeszcze 3 rolki filmu czekają na wywołanie... Jakoś nie było czasu ani kasy, żeby sie tym zająć. Obiecuje, że jak wywołam, to zamieszcze :)
A masz racje - tam jest pięknie. Ja sie zakochałem w tej krainie i napewno tam wrócę :)
pozdrawiam

Avatar użytkownika
Łosiek (Kaśka)
 
Posty: 1140
Dołączył(a): Śr 22 cze, 2005
Lokalizacja: Kraków

Re: SZCZYT: A' Maighdean

Pt 30 gru, 2005

w jakim terminie tam byłeś? no i czy koszty są do zniesienia?
Jeśli praca przeszkadza ci w realizacji marzeń, to ją rzuć:)
http://www.anorak.dbv.pl/news.php
http://galeria.e-city.tarnow.pl/autorzy/kglowicka/

kassiel
 
Posty: 531
Dołączył(a): Śr 02 mar, 2005
Lokalizacja: Suburbs of Hell

Re: SZCZYT: A' Maighdean

Cz 05 sty, 2006

Przepraszam, ze nie odpisałem, nie zauważyłem wcześniej :)

Byłem w Szkocji 3 miesiące - całe wakacje. Ciężko mówić o kosztach, gdyż pojechałem tam do pracy, a że szefowie chodzą po górach to nieraz dawało się "wytargować" kilka dni wolnych od pracy pod rząd, żeby iść w góry :)Obiektywnie patrząc, to dojazd do Szkocji w 2 strony autobusem Erolines korztuje w granicach 480 złotych (do Edynburga). Dalej, jeśli kupiło się bilet w www.megabus.co.uk to do inverness dojedziesz za 6 - 18 złotych. Potem autobus do Gairloch to koszt rzędu 35 złotych. No i tyle chyba. Stopa się łapie wręcz banalnie, więc płacenie za autobusy czasem nie ma sensu. Spać pod namiotem można za darmo w zasadzie wszędzie, więc ceny noclegów odpadają. Jedzenie jest dość drogie (chleb ~ 10 zł, 0,5 kg wędliny 30 zł) ale można większość rzeczy wziąć z Polandu.
Jeśliby się postarać, to można zrobić naprawde niskobudżetowy wyjazd, powiedzmy koło 1000-1200 zł za 2 tygodnie w górach, z dojazdem z Polski (w zależności ile jedzenia udźwigniesz). A warto!

kassiel
 
Posty: 531
Dołączył(a): Śr 02 mar, 2005
Lokalizacja: Suburbs of Hell

Re: SZCZYT: A' Maighdean

Cz 05 sty, 2006


Powrót do GPI - Górski Przewodnik Internautów

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość