Rowerowe dyrdymałki

Na rowerze po górach. Kolarstwo górskie trekkingowe, propozycje tras... słowem wszystko o dwóch kółkach i paru rurkach.

Moderator: Moderatorzy

Avatar użytkownika
Marek
 
Posty: 4050
Dołączył(a): Wt 02 maja, 2006
Lokalizacja: Gliwice
Ulubione góry: Małe Pieniny

Rowerowe dyrdymałki

Pn 17 lip, 2006

Wybrałem się wczoraj na rower. To nic niezwykłego. Tyle że w wyniku zbiegu okoliczności dziwnie był ten rower (MTB) „skonfigurowany”. Z przodu jednocalowy slick, nabity „na kamień”, z tyłu szeroka, 2,3calowa opona o głębokim bieżniku. Jeżdżę od wielu lat ale dopiero wczoraj poczułem wyraźnie jak wiele informacji odbierają zmysły od tych kilkunastu kilogramów metalu i gumy. I jak świadomy odbiór tych informacji tłumi rutyna.
Wszystko przez zgrzyt między przodem i tyłem. Bo naturalny efekt różnicy między kołem pchanym i skrętnym (przód) a wleczonym i sztywnym (tył) nagle się spotęgował.
W mieście wciąż się skręca na zmiennej, często dziurawej nawierzchni. Przednie koło, bardzo zwrotne i tylko punktowo trzymające się drogi, myszkowało nerwowo, podczas gdy tylne reagowało na zmiany statecznie i pewnie. Na szosie za miastem tył wyraźnie opóźniał przód. A potem na starym nasypie kolejowym, w miejscach piaszczystych, tył „szedł jak burza” a przód marnował tę moc, bo koło wcinało się w piasek zamiast się na nim kłaść. W efekcie, mimo twardego chwytu wciąż uciekało na boki.
Zabrakło mi nagle duetu barytonów! Lubię „buczenie” opon na asfalcie, tymczasem teraz tył wykonywał solówkę a przód milczał. Czasem tylko, na jakiejś dziurze, posykiwał sobie amortyzator.
Spróbowałem skupić uwagę nie na drodze a na rowerze. Kurcze(ę)! Ta maszynka cały czas gada a ja na tę gadkę reaguję machinalnie!
Mam znajomego który jeździł w sekcji cyklotrialu. Mówił kiedyś że, by mieć wyniki w tym sporcie, trzeba się z rowerem „zrosnąć”. Coś w tym jest. Rowerzysta zaczyna się od czubka kasku a kończy na oponie :). Reagujemy na sygnały bólu płynące z ciała, ale wielu rowerzystów nie reaguje jak w ich rowerze ćwierka suchy łańcuch, klocek ociera o krzywą felgę, tłucze się luźny błotnik czy terkoce źle ustawiona przerzutka. Po prostu jadą z punktu A do punktu B i to wszystko.
Spróbujcie wsłuchać się w swoje rowery, poczuć je świadomie. To ciekawe doświadczenie.
Wirklich; ein zehnfach interessantes Land dieses Schlesien!
(Goethe)

http://przyslop-potocki.pttk.pl
http://aim-gory.blogspot.com/

Młoda
 

Re: Rowerowe dyrdymałki

Wt 18 lip, 2006

Całkowicie sie zgadzam - rowerzysta i rower muszą się ze zobą "zrosnąć". Prosty przykład: dobry rowerzysta źle się czuje jadąc na nie swoim rowerze.
Słucha się swojego rowerku tak samo jak kierowca swojego auta. Proste, a jednak wielu jest zupełnie na głosy nieczułych. Pozdrawiam

Avatar użytkownika
Marek
 
Posty: 4050
Dołączył(a): Wt 02 maja, 2006
Lokalizacja: Gliwice
Ulubione góry: Małe Pieniny

Re: Rowerowe dyrdymałki

Śr 19 lip, 2006

Młoda napisał(a):dobry rowerzysta źle się czuje jadąc na nie swoim rowerze.
Masz rację, ale... Ja tam zawsze się czuję dobrze :D (chyba że rower jest niesprawny).
Ostatnio miałem okazję ciągnąć wzdłuż Bałtyku na leciwym ale sprawnym składaku. Zamieniłem się na chwilę a zostałem na nim do końca wycieczki. To nadspodziewanie wygodna maszynka. I jaka odmiana! Ponieważ miałem na sobie kolarską "galanterię", prowokowałem zabawne reakcje spotykanych "ekspertów", z wybuchami śmiechu włącznie.
Wirklich; ein zehnfach interessantes Land dieses Schlesien!
(Goethe)

http://przyslop-potocki.pttk.pl
http://aim-gory.blogspot.com/

mateo
 
Posty: 67
Dołączył(a): Cz 05 sty, 2006
Lokalizacja: krk // b. niski

Re: Rowerowe dyrdymałki

Śr 19 lip, 2006

Młoda napisał(a):rowerzysta i rower muszą się ze zobą "zrosnąć"


troszke humorystycznie o poczatkach 'prawdziwego zrosniecia' sie z rowerem...

rzecz dziala sie pewnego pogodnego, letniego popoludnia jakies kilka lat temu.
na parkingu przy sklepach po slowackiej stronie przejscia granicznego Konieczna-Bechorov tlumy - to bylo jeszcze w czasach gdy nie bylismy w UE, a ceny alkoholu po slowackiej stronie byly zdecydowane nizsze. tubylcy i nie tylko korzystaja przy okazji niedzielnej wycieczki z mozliwosci uzupelnienia zapasow szlachetnych trunkow. zaraz przy parkingu sznureczek aut - czekaja na odprawe. w pewnym momencie od Becherova po dlugim podjezdzie szybko finiszuje dwojka kolarzy. po chwili dolaczaja do nich kolejni, nie mniej zmeczeni. grupka zatrzymuje sie na parkingu na krotki odpoczynek, korzystajac z mozliwosci uzupelnienia kalorii w pobliskich sklepach - doskonale nadaja sie do tego slynne slowackie bananki w czekoladzie, czy tez suszone owoce - ale jeden z nich rowniez nie gardzi 'Napoleonem' /jak sie mozna domyslic wymaga to sporo poswiecenia - wiezc 35km do Gorlic 0,7l na plecach w kieszeni koszulki kolarskiej/. ludzie przygladaja sie im z zainteresowaniem, pytaja sie o kolarzowki, jak to mozna jezdzic na takich cienkich oponach, itp, itd. po krotkim odpoczynku ekipa rusza. slychac charakterystyczne klikniecia, jakie wydaja kolarskie buty wpinane w pedaly. to one sa tym ogniwem laczacym kolarza z rowerem. ostatni rusza najmlodszy z nich. slychac klikniecie, ale tylko jedno, cos nie moze sobie poradzic z prawa strona. nagle traci rownowage, przechyla sie na lewo - tu juz jest niestety stanowi jednosc z rowerem, nie nadaza z wypieciem - po prostu przy zawrotnej predkosci moze 1km/h laduje na asfalcie ze strasznym loskotem. ludziska oczywiscie wybuchaja smiechem, patrza z politowaniem na kolarza ktory to nie potrafi jezdzic na rowerze po prostej drodze - natomiast ow mlodzieniec w przyplywie wielkiego wstydu tlumi bol i czym predzej ucieka ze spuszczona glowa z miejsca zdarzenia... /dobrze ze ma na glowie kask i okularki, jeszcze by go ktos rozpoznal.../
dopiero gdy adrenalina opada niedoswiadczony kolarz czuje bol w kolanie i lokciu, ktory najbardziej daje sie we znaki przy podjezdzie serpentynami na przelecz Malastowska...
tym mlodziencem bylem oczywiscie ja :mrgreen: ... a dzialo sie to niedlugo po zakupie butow kolarskich.
koledzy oczywiscie zaraz po kupnie nauczeni wlasnym doswiadczeniem prorokowali mi taki wypadek, ale ja hardo odpowiadalem, ze ofiara nie jestem, na rowerze jezdzic umiem. jednak nawyki kilkunastoletniego jezdzenia zrobily swoje, o tym 'zrosnieciu' na poczatku czasem sie zapomina i tak to sie konczy.
i tak dlugo bylem bezwypadkowy - to sie zdarzylo chyba po 3 tygodniach jezdzenia. potem jeszcze jeden raz 'doskonale' poczulem ta 'jednosc' z rowerem - kolejny upadek przy ruszaniu - i juz nabralem odpowiednich nawykow.

Marek. napisał(a): miałem okazję ciągnąć wzdłuż Bałtyku na leciwym ale sprawnym składaku. /.../ Ponieważ miałem na sobie kolarską "galanterię", prowokowałem zabawne reakcje spotykanych "ekspertów", z wybuchami śmiechu włącznie.

oj, znam to uczucie. tyle za ja pomykalem na sity-bajku ;)
pzdr

Avatar użytkownika
Marek
 
Posty: 4050
Dołączył(a): Wt 02 maja, 2006
Lokalizacja: Gliwice
Ulubione góry: Małe Pieniny

Re: Rowerowe dyrdymałki

Cz 20 lip, 2006

mateo napisał(a):oj, znam to uczucie. tyle za ja pomykalem na sity-bajku ;)
pzdr

Nie wiem czy myślimy o tym samym. Mnie bawi obserwowanie reakcji na zderzenie ze schematem :wink:. Szczególnie gdy oprócz śmiechu pojawiają się komentarze: Czołówka na rowerowym kasku - "Te, sztajger (sztygar), gdzie będzesz fedrował (kopał)?". Narty w pokrowcu, późną wiosną - " Na ryby?" Narty w trokach plecaka, na rowerze - "Husarz! Pod Wiedeń to się spóźniłeś!" Skorupy na nogach i "teleskopy" przy plecaku - "A narty masz dmuchane?" Sam bym na to nie wpadł...
Wirklich; ein zehnfach interessantes Land dieses Schlesien!
(Goethe)

http://przyslop-potocki.pttk.pl
http://aim-gory.blogspot.com/

mateo
 
Posty: 67
Dołączył(a): Cz 05 sty, 2006
Lokalizacja: krk // b. niski

Re: Rowerowe dyrdymałki

Cz 20 lip, 2006

Marek. napisał(a):Nie wiem czy myślimy o tym samym.

o tym samym.
ludzie sa przyzwyczajeni do stereotypow i jak widza cos innego niz to sobie zakodowali to nie moga tego zrozumiec. no i bardzo wesolo sie wtedy robi ;)
ludzie widzac 'kolarza' na rowerku podobnym do tego, ktorym ich dziadek jezdzi do sklepu z reguly nie mogli powstrzymac sie od zabawnych komentarzy.
co do tekstow to faktycznie ludzka wyobraznia nie zna granic :lol:
niestety nie mam do tego pamieci, ale nie dalej jak w sobote 'borowkarze' z Jurkowa smiali sie ze mnie ze teraz na Mogielice na narty to juz zdecydowanie za pozno...
pzdr

Avatar użytkownika
Marek
 
Posty: 4050
Dołączył(a): Wt 02 maja, 2006
Lokalizacja: Gliwice
Ulubione góry: Małe Pieniny

Re: Rowerowe dyrdymałki

Pt 19 paź, 2007

Skoro w dziale „Rozmowy o górach” o rekordach mowa… Bardzo niedawno padł kolejny rekord prędkości na seryjnym rowerze górskim. W tej chwili wynosi 210,4 km. „Sprawcą” jest Austriak Marcus Stoeckl, który brykał na rowerze w Chilijskich Andach. Na YouTube można zobaczyć filmik z tego zjazdu. I przy okazji filmiki „pokrewne”. A w nich dokonania Francuza Erica Barone, absolutnego rekordzisty w zjeździe na rowerze (222 km/h, na specjalnie zaprojektowanym bicyklu). Jeśli komu mało, niech spojrzy poza góry, na płaski tor. Ale to jeszcze nie jest rekord absolutny. Ten wynosi na razie 268,831 km/h. Tak szybko jechał Fred Rompelberg po torze Bonneville Salt Flats w Utah. Korzystał jednak z cienia aerodynamicznego za pojazdem. Za to rower rozpędził siłą własnych mięśni.
Wirklich; ein zehnfach interessantes Land dieses Schlesien!
(Goethe)

http://przyslop-potocki.pttk.pl
http://aim-gory.blogspot.com/

kaawa
 
Posty: 432
Dołączył(a): Cz 08 lut, 2007
Lokalizacja: Oświęcim

Re: Rowerowe dyrdymałki

Pt 19 paź, 2007

Marcus, w tym kasku nie mógł oddychać, i bijąc ten rekord był na wdechu :-)
...Rudeboys, are comming to town...
http://fotolog.com/kaawa

Avatar użytkownika
Marek
 
Posty: 4050
Dołączył(a): Wt 02 maja, 2006
Lokalizacja: Gliwice
Ulubione góry: Małe Pieniny

Re: Rowerowe dyrdymałki

Pt 19 paź, 2007

No to... "w dechę" facet (to takie reliktowe "jedwabisty", czy jakoś tak :wink: ).
Wirklich; ein zehnfach interessantes Land dieses Schlesien!
(Goethe)

http://przyslop-potocki.pttk.pl
http://aim-gory.blogspot.com/

Avatar użytkownika
Iza
 
Posty: 808
Dołączył(a): Pn 16 paź, 2006
Lokalizacja: Kraków

Re: Rowerowe dyrdymałki

Pt 19 paź, 2007

Marek napisał(a):Spróbujcie wsłuchać się w swoje rowery
Ja w swój rower nie muszę. Ostatnio zgubiłam śrubkę od tylnego błotnika i świetnie go teraz słychać bez wsłuchiwania się :mrgreen:

Avatar użytkownika
Marek
 
Posty: 4050
Dołączył(a): Wt 02 maja, 2006
Lokalizacja: Gliwice
Ulubione góry: Małe Pieniny

Re: Rowerowe dyrdymałki

Pt 19 paź, 2007

Lubisz jak się drze? Wkręć mu tę śrubkę, to się zamknie :grin: .
Wirklich; ein zehnfach interessantes Land dieses Schlesien!
(Goethe)

http://przyslop-potocki.pttk.pl
http://aim-gory.blogspot.com/

Avatar użytkownika
Żaku
Administrator forum
 
Posty: 2043
Dołączył(a): N 25 wrz, 2005
Lokalizacja: Siemianowice Śl.
Ulubione góry: Beskid Żywiecki

Re: Rowerowe dyrdymałki

N 09 gru, 2007

Muszę przyznać, że i ja się wsłuchuję w swój rower, jednak robię to nieświadomie, już tak jakoś jestem skonstruowany, że mimowolnie wsłuchuję się w prawie każdy dźwięk i to nie tylko roweru, ale również w odgłos silnika samochodu znajomych z którymi mam przyjemność jeździć, autobusu, czy innego środka lokomocji. I tak sobie teraz uświadomiłem, że te dźwięki dostarczają bardzo wielu informacji, a także wiele ciekawych przeżyć.
"Nie możemy żyć wg. zasady: wszyscy przeciw wszystkim, ale tylko wedle zasady wszyscy z wszystkimi, wszyscy dla wszystkich".
Jan Paweł II
"Jeśli nie wiesz, jak należy się w jakiejś sytuacji zachować, na wszelki wypadek zachowuj się przyzwoicie." (Antoni Słonimski)

Obrazek Obrazek

gregory
 
Posty: 59
Dołączył(a): Cz 16 mar, 2006
Lokalizacja: Tychy
Ulubione góry: Mała Fatra

Re: Rowerowe dyrdymałki

Śr 12 gru, 2007

Ja też mimowolnie wsłuchuję się w odgłosy mojego jadącego roweru i często gdy są to jakieś niepokojące dźwieki to zaczynam koncentrować się na nich niż na otaczających mnie krajobrazach. Ale dźwięk terkoczącego błotnika jest dobijający :wink:

Avatar użytkownika
Marek
 
Posty: 4050
Dołączył(a): Wt 02 maja, 2006
Lokalizacja: Gliwice
Ulubione góry: Małe Pieniny

Re: Rowerowe dyrdymałki

Śr 12 gru, 2007

Upierdliwy, ale można się przyzwyczaić. Choć lepiej wyeliminować przyczynę takiego hałasu.
Natomiast znacznie bardziej dobijający jest chrzęst kamienia wbitego w hamulcową okładzinę (lub stalowego szkieletu klocka), żłobiącego rowek w obręczy. Podobnie działa ćwierkanie suchego łańcucha (czyli sygnał ultraszybkiego zajeżdżania napędu). Jeszcze bardziej dobija terkot patyka w szprychach tylnego koła (ryzyko zniszczenia przerzutki). A najbardziej chyba - regularny świst (zgodny z prędkością obrotową koła), gdy przesunięty klocek hamulcowy piłuje błotem kord na bocznej ścianie opony w nieco scentrowanym kole. Jeśli odpuścić sobie reakcję, a jet to, co gorsza, przednie koło, możemy zaliczyć bardzo nieprzyjemną glebę, gdy dętka eksploduje. Piszę to z perspektywy użytkownika tradycyjnych V-break'ów. Ale słyszałem ostatnio wyjątkowo przeraźliwy dźwięk, gdy skrzywiona tarcza hamulcowa tarła o okładziny.

kaawa
 
Posty: 432
Dołączył(a): Cz 08 lut, 2007
Lokalizacja: Oświęcim

Re: Rowerowe dyrdymałki

Śr 12 gru, 2007

Marek napisał(a):lub stalowego szkieletu klocka), żłobiącego rowek w obręczy

moja przednia obręcz tego posmakowała...:/

gregory napisał(a):Ale dźwięk terkoczącego błotnika jest dobijający :wink:

w błotnikach jeżdżę rzadko, a jak już to nie mam z tym problemów, bo jak większość korzystam z sksów, które nie dają 100% ochrony jak błotniki w stylu retro, ale zawsze coś :-)
Dobijający jest też gong kamienia, który po wystrzeleniu z pod przedniego koła, trafia z naszą ramę... a czasem nawet w piszczel (ałć!).
...Rudeboys, are comming to town...
http://fotolog.com/kaawa

Następna strona
Powrót do Rowery

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość