Nepal, Himalaje, Island Peak 6189m

Moderator: Moderatorzy

Avatar użytkownika
stamont
 
Posty: 72
Dołączył(a): Wt 06 sty, 2015
Lokalizacja: Warszawa
Ulubione góry: Tatry,Alpy

Nepal, Himalaje, Island Peak 6189m

Pn 05 lut, 2018

Kolega zapytał mnie w czerwcu 2016 roku po wyprawie na Mont Blanc: „Czy planujesz coś wyższego?” Miałem gotową odpowiedź, bo choć Blanc był szczytem moich marzeń, to nie był ostatnim szczytem, o którym marzyłem. Powiedziałem, że mam na oku kilka sześciotysięczników, będących w jak sądziłem, w zasięgu moich możliwości, ale pierwszym na liście, choćby ze względu na otoczenie, w jakim się znajduje był Island Peak (Imja Tse) 6189m.
Wyprawę zorganizowaliśmy sami od początku do końca. Od decyzji, co i kiedy, po konieczny wybór nepalskiej agencji, przewodnika czy tragarza. Wiem, że ludzie, którzy są tam któryś raz, upraszczają sobie te wszystkie konieczności, ale my nowicjusze momentami czuliśmy się tam jak dzieci we mgle lokalnych zasad, reguł i ustaleń, narzucanych przez miejscowych. Uznaliśmy, że większa samodzielność mogłyby być dla nas, jeśli nie zgubna to przynajmniej mogłaby zamienić fantastyczną wyprawę w jakieś utrapienie organizacyjne. Na bieżąco modyfikowaliśmy naszą wyprawę tak, że stała się czystą przyjemnością, podczas której przez dwa tygodnie w górach i trzy dni w Katmandu pozostawało nam jedynie cieszyć się tym, co robimy.
W relacji opisuję tylko część związaną z górską wyprawą, do czego obliguje mnie charakter forum. Z drugiej strony gdybym chciał opisać cały wyjazd, to mogłaby zrobić się mała książka i wtedy ukończyłbym ją za pół roku, rok, a może jeszcze później. Zapewniam, że napisanie zwięzłej relacji z takiego wyjazdu nie jest łatwą sztuką. Wyjazd miał miejsce w dniach od 29 października do16 listopada 2017. Bilety do Katmandu kupiliśmy już w lutym. Zaletą tak wczesnego zakupu biletu jest oczywiście to, że przez wiele miesięcy mogliśmy ekscytować się nadchodzącą wyprawą w kompletnie nieznane, największe góry świata. Jak również zaspokajać swoją próżność, przez informowanie znajomych o planowanej podróży i wyprawie na himalajski sześciotysięcznik. Ponadto niższa cena biletu była dodatkowym, małym, „cieszącym kieszeń” aspektem sytuacji. Najpierw był lot z Europy do Nepalu. Ponad trzynaście godzin minęło na oglądaniu filmów i spaniu w całkiem znośnych warunkach. W Katmandu spędziliśmy dwa dni na załatwianiu spraw i zakupach.
Następnie lot do Lukli na wysokość 2860m. Jest to niezłe wydarzenie samo w sobie, które dodatkowo podsyciła dwugodzinna niepewność, ponieważ wiele lotów z powodu mgły odwołano. My, którzy poczuliśmy się jak wybrańcy, polecieliśmy kilkunastoosobowym samolocikiem i delektując się cudowną pogodą mogliśmy podziwiać wymarzone Himalaje.

Obrazek
Obrazek
Lotnisko w Lukli w całej okazałości. Wszystkich przyciąga swoją niezwykłością, a obserwowanie ruchu samolotów fascynuje każdego, kto się tam znajdzie. A końca pasa startowego nie widać, bo go nie ma.

Po kolejnej serii czynności związanych głównie z załatwieniem tragarza, udaliśmy się do Phagding 2650m. Miejscowość ta znajduje się w połowie drogi do Namche Bazaar 3450m, gdzie zamierzaliśmy dojść pierwszego dnia, ale opóźnienie skłoniło nas do zatrzymania się wcześniej na noc.

Obrazek
Tak prezentuje się Phagding wczesnym popołudniem. Na zdjęciu główna i jedyna „ulica”. Miejscowość nie różni się niczym od wszystkich innych mijanych na trasie. Rano w pokoju temperatura wynosiła 13°C. Całe dwa tygodnie wspominaliśmy tak ciepłą noc.

Drugiego dnia trekkingu idziemy przez Monjo, gdzie kasują nas za wejście do parku narodowego 3000 rupii (prawie 30 euro). Po drodze spotkałem Polaków, którzy nocowali w tej miejscowości, płacąc za nocleg w dwuosobowym pokoju 100 rupii (niecałe 1 euro). My w Phagding zapłaciliśmy 500.
Oczywiście, jeśli chodzi o niesamowicie tanie noclegi w schroniskach, to jest w tym haczyk. Pokój jest praktycznie za darmo, ale trzeba jeść tylko w schronisku, w którym się nocuje. Bezwarunkowo wszystkie trzy posiłki, czyli lunch, dinner i śniadanie. Koszt 10 -25 dolarów. Jedzenie jest bardzo smaczne, zdrowe, porcje odpowiednie do włożonego w kilkugodzinny marsz wysiłku. Królują dania bezmięsne, co pomaga każdemu odpowiednio wyprofilować sylwetkę. Krótko mówiąc, idąc w górę widziałem parę osób z nadwagą, ale wracających spotykałem tylko szczupłych.

Obrazek
Przy pierwszym moście, musieliśmy poczekać, aż opuści go miejscowy „pociąg cystern gazowych”. Jakby nie było, jest to droga międzymiastowa.

Obrazek
Słynne mostki przed dojściem do Namche Bazaar. Idzie się tym dłuższym i wyższym. Emocje gwarantowane, podczas prób utrzymania równowagi na bujającym się w trakcie przechodzenia moście.

Standardowo najczęściej zostaje się na dwie noce w Namche Bazaar w celach aklimatyzacyjnych. Uważam to za słuszne rozwiązanie. Mimo, że jest to największa miejscowość w tym rejonie Himalajów, można obejść jej wszystkie uliczki kilka razy w ciągu popołudnia. Dziesiątki sklepów, straganów, kafejek, zaopatrzenie i ceny jak w Katmandu.

Obrazek
Namche Bazaar późnym popołudniem. Nad miejscowością góruje Kongde Ri 6187m.

Obrazek
City wysokogórskiej miejscowości. Widziałem tylko jednego człowieka w krótkich spodenkach. Łaziliśmy do późnego wieczora po sklepach, w poszukiwaniu odpowiednich dla kolegi spodni trekkingowych. Shopping wraz z przymierzaniem skończyliśmy w temperaturze około plus 5 °C. To, że Marcin nie wykończył się z zimna, do tej pory pozostaje dla mnie zagadką. A spodni i tak nie kupiliśmy.

Obrazek
Codzienny krajobraz trekkingowy. Po prawej Ama Dablam 6812m. Przed nami ośmiotysięczniki.

Jeśli chodzi o ochronę środowiska, w sensie nie zaśmiecania go przez turystów, to jest to najlepiej zorganizowane miejsce na świecie. Przez dwa tygodnie, ani razu nie miałem dylematu, co zrobić ze śmieciami. Na całej trasie był pojemniki na segregowane odpady, w każdym schronisku można było się ich pozbyć, również w Base Campie Island Peak na wysokości 5050m.

Obrazek
Typowy pokój na szlaku. Dobrze, jak jest chociażby jeden wieszak przybity do ściany. Temperatura rano w okolicy zera, a szyby w nieszczelnych oknach solidnie oblodzone. Pokoje od strony słonecznej, cieplejszej po południu, mogą być droższe od tych zacienionych. Bo w nich później pojawia się wewnątrz szron na szybach.

Nas niecierpliwość gnała dalej, więc po spędzeniu w Namche Bazaar jednej nocy ruszyliśmy dalej. Naszym celem była miejscowość Pangboche 4250m. Dystans był trochę dłuższy, ponad 14 kilometrów. Na trasie sumaryczny wznios wyniósł 1300 metrów, a sumaryczny spadek około 480 metrów. Zajęło nam to 5 godzin i gdzieś po drodze zapodział się nam nasz tragarz. Nie pozostało nic innego, jak tylko bez jego pomocy znaleźć sobie nocleg. Przyszło nam to bez trudu.
W zasadzie przy wyborze miejsc do spania należy polegać na tragarzu, który wszystko załatwi. My nic nie rezerwowaliśmy wcześniej i nie było żadnego problemu z noclegiem. Kilka razy wykurzyłem się na jego próby naciągania nas na drogi nocleg i sam, bez większego problemu, załatwiałem tańszy. W końcu nauczyliśmy typa, że ma działać w naszym interesie, a nie w interesie kamienicznika wynajmującego nam „dziuplę z barłogiem”. Jakoś to tam mniej więcej działało. Temat kosztów prysznica, wifi czy podłączenia ładowarki to osobny problem. Kupa gratis, ale podwiewa lodowatym powietrzem i spłukuje się miednicą.

Obrazek
Krajobraz na wysokości 4300m. Przed nami Lhotse 8516m i Nuptse 7861m.

Obrazek
Na wprost cel naszej wyprawy Island Peak 6189m. Na pierwszym planie miejscowość Dingboche 4350m.

Obrazek
Czorten ku pamięci Polaków, którzy zginęli na południowej ścianie Lhotse.

Obrazek
Chukhung w całej okazałości. Tak naprawdę są to trzy schroniska i kilka domków gospodarczych. W tle stale widoczna góra, Ama Dablam. Zdjęcie zrobione z wysokości Mont Blanc, 4810 npm.

Obrazek
Piąty dzień trekkingu. Aklimatyzacyjne wejście na Chkhung Ri 5550m po lewej, z noclegu w Chukhung na wysokości 4700m. Za plecami Lhotse.

Obrazek
W drodze na Chukhung Ri. Z tyłu himalajski odpowiednik Matterhornu, czyli Ama Dablam 6812m. Marcin, dzięki za to zdjęcie.

Obrazek
Szczyt Chukhung Ri 5550m.

Obrazek
Nasz maciupeńki sześciotysięcznik w środku zdjęcia. Po lewej fragment ściany Lhotse 8516m, a w oddali z pióropuszem chmurki Makalu 8481m odległy o prawie 20 kilometrów.

Obrazek
Z prawej mój namiot w Base Campie pod Island Peak na wysokości 5050m. Cały sprzęt dotargaliśmy do bazy sami: namiot, linę, karimaty, liofile, kuchenkę gazową, kartusze z gazem, śpiwory, uprzęże, czekany, raki, jumary, karabinki, pętle, prusiki, buciory wspinaczkowe, bieliznę termiczną oraz śrubę lodową i suszoną wołowinę. Na szczęście pomógł nam w tym nasz niezastąpiony Linzi, tragarz.

Obrazek
Baza pod Island Peak dzień przed atakiem szczytowym. 6 listopada, godz. 11.40, wysokość 5050 npm. Pogoda jak marzenie.

Mieliśmy obowiązek wylegitymowania się w punkcie kontrolnym, znajdującym się w bazie, naszymi pozwoleniami wejścia na szczyt. Mieliśmy je w formie elektronicznej. Tam też spotkaliśmy i poznaliśmy naszego przewodnika.

Obrazek
Wschód słońca, 7 listopada. Na lodowcu, na wysokości około 6000m. Jak widać góra już cieszyła się popularnością. Jakby wszyscy wiedzieli, że pogoda dopisze i jest to najlepszy dzień na zdobywanie szczytu.

Obrazek
Gwiazdorskie pozowanie na tak zwanej ściance. Ale stojąc na wysokości 6189m za ściankę służy nam Lhotse o wysokości 8516m.

Dodam, że pogoda była doskonała. Wprawdzie w czasie wejścia przed wschodem słońca na wysokości około 5800m temperatura była minus 14 °C (na plecaku miałem przyczepiony czujnik temperatury) i zimno nieźle dawało nam w kość, ale gdy już dosięgły nas promienie słońca, było przecudnie: całkowity brak wiatru, czyste niebo. Na szczycie było, co najmniej +5. My też, o rzesz k… czuliśmy się na piątkę z plusem.

Obrazek
Współzdobywcy z bliżej nieznanego nam kraju, może Włosi, wpinają się do zejścia. Cierpliwie czekamy na swoją kolej, delektując się znacznym „brakiem powietrza w powietrzu”.

Obrazek
Droga powrotna przez lodowiec. Takie tam górki i dołki.

Obrazek
I labiryncik lodowy do przejścia, ale bez problemu.

Obrazek
Cztery powiązane rachityczne drabinki były niewątpliwą atrakcją. Idziesz i mówisz sobie: „Nie patrz w dół, nie patrz w dół, …”

Obrazek
Marcin przebiegł po drabinach samodzielnie, z uśmiechem na ustach, a co… nie wolno?

Oczywiście to żart. Za każdym razem dwóch ludzi asekurowało przechodzącego trzymając liny, co widać na poprzednim zdjęciu.

Obrazek
Przy zejściu ostatni rzut oka na ukochany, zdobyty szczyt. Jak widać cały dzień cieszył się on niesłabnącą popularnością. Ale o godzinie 11.45, co widoczne jest na zdjęciu, szczyt Lhotse był już w chmurach.

Obrazek
Żmudna, wielogodzinna droga w dół. Już po zejściu z lodowca na wysokości około 5900m.

Na pewno każdy, kto tam nie był, a chciałby być, zadaje sobie pytanie czy to jest trudny szczyt czy łatwy. Uważam, że jest to bardzo trudny szczyt. Wymaga niemało sprzętu, albo w zamian dużo pieniędzy. Bardzo dużo czasu, wysokich umiejętności organizacyjnych, dobrej znajomości języka angielskiego, gotowości do podejmowania ryzyka, zarówno zdrowotnego jak i finansowego. Także dużego zaplecza w tych obu sferach.
Chyba zrobiliśmy inaczej niż przewidują różnego rodzaju firmy organizujące wyjazdy. Nasza kolejność była odwrotna. Najpierw weszliśmy na Island Peak, a dopiero w następnej kolejności postanowiliśmy iść pod Everest Base Camp. Po zejściu ze szczytu zwinęliśmy namiot i przeszliśmy jeszcze ponad 6 kilometrów do Chukhung na 4700m, gdzie przenocowaliśmy. Następnego dnia poszliśmy do miejscowości Lobuche 4950m, przez miejscowość Dingboche na 4350m, gdzie zostawiliśmy na przechowanie nasz ekwipunek wysokogórski. Po dwóch dniach wróciliśmy tam na nocleg.

Obrazek
W drodze do Everest Base Camp. W dole pola uprawne. Podobno ziemniaki tam sadzą, ale w lato.

Obrazek
Po drodze do Lobuche 4950m mijaliśmy również takie „grupy zorganizowane”.

Obrazek
Lobuche o poranku. Rano w pokoju było - 6 °C. Poranek przebiegł rutynowo, bo już mieliśmy opanowaną technikę szybkiego wstawania. Marcin oczywiście obowiązkowo musiał się obtoknąć. Ja jedynie upozorowałem tę czynność. Na ten dzień w planie było wejście na Kala Pattar 5643m i powrót do Dingboche. W sumie 22 kilometry naprawdę atrakcyjnego spaceru.

Ostatnie cztery dni podjęliśmy próbę całkowitego zaadaptowania się do lokalnych warunków i przestaliśmy się zupełnie myć. Pomocna w tym była temperatura zbliżona do zera i szybkie przemieszczanie się w ciągu dnia. Jednak po powrocie do Lukli pękliśmy i zakupiliśmy udziały w skorzystaniu z ciepłej wody pod prysznicem. Bo Lukla to prawdziwa metropolia na nizinach w porównaniu z resztą.

Obrazek
Zabudowania Gorak Shep 5150m w pobliżu bazy pod Everestem. Za nimi niepozorna góra Kala Pattar 5643m na tle niesamowitej Punori 7161m.

Obrazek
Dla miłośników czystości. Dostajesz wiadro gorącej wody, garnek do polewania się i za jedyne siedem dolarów masz prysznic jak się patrzy, nawet w Gorak Shep. To nic, że na zewnątrz tej blaszanki jest temperatura niewiele powyżej zera (pod warunkiem, że słońce świeci).

Obrazek
Wymarzona fotka ze szczytu Kala Pattar 5643m. W tle po lewej Mount Everest 8848m, po prawej Nuptse 7861m, w dole lodowiec Khumbu.

Obrazek
Odpoczynek po zdobyciu Kala Pattar. W tle odbywa się mecz piłki nożnej na poziomie, o którym piłkarze mogą tylko pomarzyć, w Gorak Shep 5150 metrów npm.

Wszystkich, którzy chcieliby wybrać się w Himalaje pocieszę informacją, że jest to zupełnie bezpieczny i sprawdzony sposób trekkingu. Nawet, jeśli ktoś lubi, to śmiało może jechać tam sam. Spotkaliśmy takich. Mogę mówić tylko za siebie, ale odniosłem wrażenie, że jest to najbezpieczniejszy kraj, w jakim zdarzyło mi się być.

Na koniec dwie fotki pokazujące jak daleko nasz europejski świat jest odległy od tego w Nepalu.

Obrazek
Baner informujący o spotkaniu wyborczym w Lukli w przeddzień naszego wyjazdu. Kurczę, gdzie wyczytałem, że to dziś?

Obrazek
Życzenia noworoczne (Happy New Year 1138) na jednej z ulic w Katmandu. Po prostu mają „trochę inny” kalendarz. Gdy poprosiłem, żeby na koszulce wyhaftowano mi 2017 rok, krawiec na początku zdziwił się, ale po chwili pokiwał głową i stwierdził: „Aha, English time.”

Po powrocie do Katmandu otrzymaliśmy nasze permity na wejście na szczyt Island Peak, certyfikaty potwierdzające zdobycie szczytu, wystawione przez Nepal Mountaineering Association. Każdy z nas otrzymał również Katak (ceremonialny szal) z nadrukowanymi buddyjskimi symbolami pomyślności, jako pamiątki dla zdobywców.

Góral z WW
 
Posty: 511
Dołączył(a): Śr 13 lip, 2016
Lokalizacja: Wrocław
Ulubione góry: Tatary i oGóry

Re: Nepal, Himalaje, Island Peak 6189m

Pn 05 lut, 2018

Zatyka z wrażenia.
Fantastyczne !
Relacja fajna, ale do dupy - bo za krótka. Nie mogłeś więcej napisać ?
Tyle co ruszyliście o świcie na szczyt i juz fota z Lhotse ?
Na szczęście z drogi powrotnej juz coś zapodałeś. Zdjęcia z lodowca (wszystkie trzy) - powalające.

Dzięki za podzielenie się wrażeniami !
Cieszę się razem z tobą !

PS.
A reszta z tych dwóch tysięcy zdjęć, jakie zrobiliście ? :D
Droga jest celem.

Avatar użytkownika
stamont
 
Posty: 72
Dołączył(a): Wt 06 sty, 2015
Lokalizacja: Warszawa
Ulubione góry: Tatry,Alpy

Re: Nepal, Himalaje, Island Peak 6189m

Wt 06 lut, 2018

Góral, naprawdę chylę czoła przed tak trafną diagnozą. Argument z wykorzystaniem dupy uważam za w pełni uzasadniony, bo przeliczyłem i faktycznie zrobiliśmy około 2000 zdjęć. Żeby choć symbolicznie zrehabilitować się, napiszę kilka słów o wejściu.
Położyliśmy się około osiemnastej, bo zmierzchało. Ja dość szybko zasnąłem. Spałem około 3 godziny. Obudziły mnie głośne gadki, prawie wrzaski dochodzące z pobliskiego namiotu (tego niebieskiego na zdjęciu) przewodników. Zapewne byli niezmiernie podekscytowani swoim piątym, dziesiątym a może trzydziestym wejściem na szczyt w tym sezonie. Nasz przewodnik był już 20 (słownie: dwadzieścia) razy na szczycie. A może tylko chodziło o zarobioną kasę i udany mijający sezon. Gdzieś około godziny 22 wylazłem z namiotu za potrzebą ( nie wypociłem wszystkiego w ciągu dnia) w samych gaciach, było -10 °C. Piękne rozgwieżdżone niebo, księżyc w pełni. Wcale mi nie było zimno, zapewne z powodu bardzo suchego powietrza, co skłoniło mnie do rzetelnego spaceru daleko od namiotu. Już nie zasnąłem. Wstaliśmy o 0.30. Zjedliśmy śniadanko zdobywców i nie była to kiełbasa z rożna. Wyruszyliśmy przed 1.30. Około pół godziny prawie płaskiego terenu, a później ostro pod górę. Momentami wdrapywaliśmy się po skałkach. Nie ma tam żadnych oznaczeń i drogę wskazuje jedynie wydeptana ścieżka. Bez przewodnika giniesz, człowieku. Nim doszliśmy do lodowca na około 5900m przewodnik łaskawie zatrzymał się dwa razy na złapanie oddechu. Doszedłem wtedy do wniosku, że jedynym celem człowieka, któremu płacisz za wejście na szczyt, jest nie doprowadzenie tam, a zarżnięcie Cię po drodze. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że mijaliśmy inne grupy. Nas nikt nie minął. Po dojściu do lodowca i założeniu raków, uprzęży, liny itd. tempo było spokojniejsze. Tego mrozu -14 °C raczej się nie czuło. Miałem puchowe rękawice i tempo było dobre. Ściana wejściowa ma wschodnio-południową wystawę i nie ukrywam, że czekałem, kiedy słońce nas dosięgnie. Gdy doczekaliśmy się tego momentu było już cudnie. Szło się też powoli ze względu na jakiegoś masakrycznego marudera przed nami. Mimo powolnego wchodzenia na ostatnich kilkudziesięciu metrach, po wejściu na szczyt, częstotliwość oddechu u mnie przypominała „duszonego ratlerka”. Po chwili było wszystko super.
Atak szczytowy zajął nam prawie 6 godzin, plus godzina oczekiwania pod szczytem. W tym czasie pokonaliśmy różnicę poziomów 1139 metrów. Droga na szczyt to 9 kilometrów. Tego dnia zrobiliśmy 24 kilometry, razem z powrotnym dojściem do Chukhung. Mieliśmy na dwóch jeden termos 0,7 litra herbaty i każdy jakieś batony orgiastyczne, to znaczy energetyczne. Ratlerek, czyli ja, ukradkiem „nabuzował” się wcześniej suszoną wołowiną. Głodny nie byłem, żarłem tylko mróz.
W kwestii zdjęć, za których nędzną ilość proszę o wybaczenie, postaram się zamieścić w linku jeszcze kilkadziesiąt (powiedzmy 20), bo przyznam szczerze, że jest się na co gapić. Sam to pasjami robię.

Avatar użytkownika
Yatzek
 
Posty: 305
Dołączył(a): Śr 31 lip, 2013
Lokalizacja: Lipnica Murowana
Ulubione góry: Pasmo Bez kidów

Re: Nepal, Himalaje, Island Peak 6189m

Wt 06 lut, 2018

Też potwierdzę mocne wrażenia, bo choć sam patrzę w stronę Himalajów, to raczej bez opcji wchodzenia na szczyty z braku nawisu inflacyjnego... :( Może kiedyś na jakiś samotny trekking po dolinach.

Relację przeczytałem w całości i zdjęcia chwalę. Jest na co popatrzeć. Jeśli foty wrzuciłeś na jakiś serwer, to może zamiast tu powielać, wystarczy zapodać link.

Gratuluję wyprawy i dziękuję za piękną relację.
Mój blog wędrowny - http://ginvilla.blogspot.com

Avatar użytkownika
stamont
 
Posty: 72
Dołączył(a): Wt 06 sty, 2015
Lokalizacja: Warszawa
Ulubione góry: Tatry,Alpy

Re: Nepal, Himalaje, Island Peak 6189m

Wt 06 lut, 2018

Yatzek, nawet nie wiesz jak jesteś blisko realizacji swoich marzeń. Przy mądrym, rozsądnymi scenariuszu wyjazdu, nie musisz rujnować swoich życiowych finansów. A widzę, że w świat Cię gna i z tym się nie kryjesz. Czytałem Twoją stronę. Zdjęcia umieszczę na linku, ale nie wcześniej jak we wtorek po południu.

Avatar użytkownika
Yatzek
 
Posty: 305
Dołączył(a): Śr 31 lip, 2013
Lokalizacja: Lipnica Murowana
Ulubione góry: Pasmo Bez kidów

Re: Nepal, Himalaje, Island Peak 6189m

Wt 06 lut, 2018

Na Nepal nie napalam się ;-) Czekam na okazję, a do tego czasu mam gdzie wędrować.
Na Twoje zdjęcia poczekamy. Warto.
Pozdrawiam.
Mój blog wędrowny - http://ginvilla.blogspot.com

Góral z WW
 
Posty: 511
Dołączył(a): Śr 13 lip, 2016
Lokalizacja: Wrocław
Ulubione góry: Tatary i oGóry

Re: Nepal, Himalaje, Island Peak 6189m

Wt 06 lut, 2018

Kolego stamont !
Tak łatwo nie będzie....

"...postaram się zamieścić w linku jeszcze kilkadziesiąt (powiedzmy 20)..."
No tak. Jasne.
Mniejszej ilości, którą zawiera pojęcie zaimka "kilkadziesiąt" już się dało znaleźć ? :D

Jakieś dwadzieścia zdjęć tej himalajskiej "Islandii" to pewnie by się w sieci znalazło. Ale zdjęcia forumowicza z podróży do odległego kraju, z kilkuzdaniowym opisem - to żywy przekaz, o zupełnie innej wartości - i dużo ciekawszy w odbiorze.
PS
Chyba tydzień nie spałbym z wrażenia, że jak na dłoni będę miał południową ścianę Lhotse...
Droga jest celem.

Avatar użytkownika
stamont
 
Posty: 72
Dołączył(a): Wt 06 sty, 2015
Lokalizacja: Warszawa
Ulubione góry: Tatry,Alpy

Re: Nepal, Himalaje, Island Peak 6189m

Śr 07 lut, 2018

A oto obiecany link do zdjęć. Jest te zadeklarowane kilkadziesiąt :)
https://www.fotosik.pl/u/yarekgrzybek/album/2490000

Avatar użytkownika
Yatzek
 
Posty: 305
Dołączył(a): Śr 31 lip, 2013
Lokalizacja: Lipnica Murowana
Ulubione góry: Pasmo Bez kidów

Re: Nepal, Himalaje, Island Peak 6189m

Śr 07 lut, 2018

Dzięki! Popatrzę przed snem :)
Mój blog wędrowny - http://ginvilla.blogspot.com

Góral z WW
 
Posty: 511
Dołączył(a): Śr 13 lip, 2016
Lokalizacja: Wrocław
Ulubione góry: Tatary i oGóry

Re: Nepal, Himalaje, Island Peak 6189m

Cz 08 lut, 2018

Oglądałem.
Jest kilka perełek... :D

PS.
Yarek, Yatzek - co to, wirus jakiś ?
Droga jest celem.

Avatar użytkownika
Lucass
Administrator forum
 
Posty: 2740
Dołączył(a): Wt 17 lis, 2009
Lokalizacja: Kraków
Ulubione góry: Małe Pieniny i Kan-goory ;-)

Re: Nepal, Himalaje, Island Peak 6189m

Pt 09 lut, 2018

Wirus, nie wirus...
Wy to się koledzy pochwalcie swoim wspólnym dokonaniem, a nie tu kurcze, niby nic, niby nigdzie... Skromni tacy :P
:wink:
www.wedrowki.com
I don't want to start any blasphemous rumours / But I think that God's got a sick sense of humour
And when I die I expect to find Him laughing
- Martin Gore - DM

Avatar użytkownika
Yatzek
 
Posty: 305
Dołączył(a): Śr 31 lip, 2013
Lokalizacja: Lipnica Murowana
Ulubione góry: Pasmo Bez kidów

Re: Nepal, Himalaje, Island Peak 6189m

Pt 09 lut, 2018

Przepraszam gospodarza wątku...

Ja nadal się planuję na kolejny etap, więc jeszcze zbyt wcześnie, by się chwalić. Za to współtowarzysz wędrówki miał poprzestać na tygodniowej wędrówce, to może się pochwali... :)

Gdyby jednak ktoś był ciekaw, o czymże to Lucass raczy dociekać, to zapraszam na mojego bloga - adres w stopce.
Mój blog wędrowny - http://ginvilla.blogspot.com

Avatar użytkownika
stamont
 
Posty: 72
Dołączył(a): Wt 06 sty, 2015
Lokalizacja: Warszawa
Ulubione góry: Tatry,Alpy

Re: Nepal, Himalaje, Island Peak 6189m

So 10 lut, 2018

Ależ nie ma o czym mówić. Czym chata bogata….

Góral, wirus byłby wtedy gdybym napisał: Yarek y Yatzek yedzą yayetschnitzę. :D

Avatar użytkownika
Janek
 
Posty: 83
Dołączył(a): Cz 26 lip, 2018
Ulubione góry: TATRY

Re: Nepal, Himalaje, Island Peak 6189m

Cz 20 wrz, 2018

stamont napisał(a):Ależ nie ma o czym mówić

dopiero teraz przeczytałem Twoją piękną relację - wielkie dzięki.
Może pamiętasz ile kosztował tragarz na dzień i ile nosił kg?
Pozdrawiam serdecznie
Obrazek
http://www.kochamnarty.pl/
:D

feler 11
 
Posty: 83
Dołączył(a): N 18 wrz, 2016
Ulubione góry: Alpy

Re: Nepal, Himalaje, Island Peak 6189m

Cz 20 wrz, 2018

Gratuluję tej szóstki z przodu i zazdraszczam przygody. Zdjęcia dobre, ale wiem z własnego doświadczenia, że oddają może 40% rzeczywistości.

Następna strona
Powrót do Góry położone za granicą

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość