Zugspitze 2962m (Alpy Bawarskie) - Najwyższy szczyt Niemiec.

Informacje, dyskusje i komunikaty o GPI - inicjatywie Forumowiczów e-gory.pl stworzenia bazy informacji o górach Polski, Europy i Świata.

Moderator: Moderatorzy

Co sądzisz o tej relacji ??

Bardzo dobra.
9
90%
Dobra.
1
10%
Średnia.
0
Brak głosów
Zła.
0
Brak głosów
Bardzo zła.
0
Brak głosów
 
Liczba głosów : 10

Zugspitze 2962m (Alpy Bawarskie) - Najwyższy szczyt Niemiec.

Postprzez pawelk84 » Pn 18 wrz, 2006

Zugspitze i Alpspitze (Alpy Bawarskie) – 2962m i 2628m n.p.m. – Wyprawa na najwyższy szczyt Niemiec – 23.VIII.2006r.

1. Informacje ogólne.
Zugspitze (nazywane również Zugspitz) leży w paśmie Wettersteingebirge w północnej części Alp Wschodnich. W wolnym tłumaczeniu na język polski szczyt ten można oznaczyć jako Kolejkowy Wierch. Biorąc pod uwagę kontekst turystyczno-historyczny część tego pasma (w tym szczyt i większość stoków Zugspitze) wchodzi w skład Alp Bawarskich. Pasmo Wettersteingebirge jest niewielką, ale ważną grupą górską leżącym na granicy niemiecko-austriackiej. Oddziela niemiecką Bawarię od austriackiego Tyrolu. Głównym ośrodkiem miejskim znajdującym się w tym rejonie, o wybitnie turystycznym, ale i sportowym charakterze jest Garmisch-Partenkirchen. Po stronie austriackiej natomiast wymienić należy pobliskie Ehrwald oraz Lermoos.
Na sam szczyt prowadzi kilka znakowanych szlaków turystycznych. Są to m.in. najłatwiejszy, ale długi szlak doliną Reintal, najpiękniejszy doliną Hollental (Piekielną Doliną) i wąwozem Hollentalkamm oraz prowadzący od strony Austrii z miejscowości Ehrwald (możliwy wariant od strony niemieckiej znad jeziora Eibsee). Ostatnimi czasy popularnością cieszy się także poprowadzona ze szczytu Alpspitze wymagająca i długa via ferrata tzw. Grań Jubileuszowa.
Na jeden z wierzchołków prowadzi kilka kolejek zarówno od strony niemieckiej jak i austriackiej, przez co szczyt jest często zatłoczony i pozbawiany górskiego klimatu. Wśród nich szczególną pozycję zajmuję kolejka zębata poprowadzoną tunelem, która w 2005r. obchodziła 75-lecie istnienia. Drugi wierzchołek zwieńczony jest kilkumetrowym krzyżem, który obecnie stanowi najwyższy punkt Niemiec. Pierwotnie wyższy był wierzchołek, na którym aktualnie znajdują się stacje kolejek, aczkolwiek prace budowlane na nimi nieco zredukowały jego wysokość. Powszechnie uważa się również, że budowli wzniesionych ręką człowieka (tj. budynki, krzyże, itp.) nie powinno się wliczać do wysokości danej góry. Zasada ta nie dotyczy jedynie kopczyków wzniesionych na szczytach gór ze znajdujących się na miejscu kamieni. Stąd też biorą się często nieścisłości w sprawie dokładnej wysokości danej góry. Podobnie jest z Zugspitze, które liczy wraz z krzyżem 2964m, a 2962m bez niego.
Na wierzchołku „kolejkowym” między budynkami będącymi górnymi stacjami kolejek stoi schronisko Munchener Haus, które aktualnie pełni jednak głównie funkcję restauracji dla turystów wyjeżdżających na niego kolejkami. Samych restauracji jest zresztą na szczycie kilka. Po drodze z Garmisch-Partenkirchen przez Hollental znajduje się zwykle zatłoczone schronisko Hollentalangerhutte (1387m n.p.m.), natomiast na drodze z Ehrwald raczej rzadko odwiedzane przez turystów schronisko Wiener-Neustadter Hutte (2209m n.p.m.)
Drugim wybitnym szczytem w okolicy Ga-Pa jest górujący nad miejscowością Alpspitze (2628m n.p.m.). Nazwę tą po polsku można przetłumaczyć jako Alpejski Wierch. Jako, iż nie znajduje się on w ciągu głównej grani pasma w całości leży w granicach Niemiec.
Każdemu, kto po raz pierwszy odwiedza Ga-Pa szczyt ten jako dominujący w panoramie na długo zapada w pamięć. Szczególnie jego piramidalny kształt i patrząc od tej strony jakby od linijki przycięte ramiona są aż tak charakterystyczne, że stał się on głównym elementem logo miejscowości.
Samo Alpspitze zwieńczone jest jednym wierzchołkiem tworzącym wąską, ale dość długą platformę szczytową. Podobnie jak na większości gór w okolicy znajduję się na nim bardzo dobrze widoczny z miasta krzyż.
Góra opleciona jest gęstą siecią szlaków, z czego na sam szczyt wyprowadzają cztery, w tym jedna via ferrata. Od strony Garmisch-Partenkirchen idąc w kierunki Alpspitze można, w zależności od wariantu trasy zatrzymać się w jednym z kilku schronisk, a raczej obiektów schroniskopodobnych. Są to: Osterfelderk (2050m), Hochalm (1703m), Kreuzeckhaus (1651m), Kreuzalm, Kreuzjochhaus (1680m), Garmischer Haus (1320m), a także można skorzystać ze wspomnianego już schroniska Hollentalangerhutte (1387m) w dolinie Hollental. Niżej położone obiekty są jednak raczej nastawione na ruch spacerowy, gdyż znajdują się już w bezpośredniej bliskości miasta.
I w tym rejonie rozwinięta jest sieć kolejek górskich, aczkolwiek na szczęście żadna z nich nie wyprowadza turystów na samą górę. Idący na wierzchołek często korzystają z kolejki na Osterfelderk (2050m), skąd na szczyt jest ok. 2,5 godziny. Można również skorzystać z kolejki na Kreuzeck (1650m) lub krótkiej kolejki spod schroniska Hochalm również na Osterfelderk.

2. Przygotowanie.
Zorganizowanie wyprawy z Polski w Alpy stanowi już pewne wyzwanie logistyczno-organizacyjne, którego nie można ograniczyć do czynności realizowanych standardowo przed wyjazdem w Beskidy czy Tatry. I tak najpierw należy zorganizować odpowiedni transport, następnie rozeznać się w kwestii noclegów oraz szeroko rozumianych warunków górskich (szlaki, schroniska, itp.). Kolejną sprawą jest skompletowanie wymaganego na wyprawie sprzętu, zarówno już typowo górskiego jak i turystycznego (tj. campingowego). W przypadku, gdy w góry wyjeżdżamy sporadycznie odpowiednio wcześnie należy zająć się swoją kondycją. Z wyprawą taką wiążą się także pewne czynności formalne, np. wymiana pieniędzy i odpowiednie ubezpieczenie się.
W przypadku naszego wyjazdu sam pomysł zrodził się wczesną wiosną, natomiast w czerwcu udało się ostatecznie skompletować skład i rozwiązać kwestie transportowe. Kwestie związane z szeroko rozumianym sprzętem rozwiązaliśmy na spotkaniu, które odbyło się ok. tydzień przed wyjazdem, na którym ustaliliśmy, co kto ma ze sobą zabrać (głównie kwestie dotyczące jedzenia, kuchenki, itp.)
Już w zimie natomiast rozpracowana została przeze mnie okolica Garmisch-Partenkirchen i samo pasmo Wettersteingebirge poprzez czytanie relacji i zbieranie wszelakich informacji w Internecie. Zresztą byłem już w Ga-Pa rok wcześniej, na wyjeździe co prawda z racji pogody nie udanym, ale warunki panujące na miejscu ogólnie już znałem.
Jako iż wyprawa miała miejsce w końcu sierpnia przygotowanie kondycyjne stało na odpowiednim poziomie, gdyż wcześniej w wakacje sporo chodziłem po Bieszczadach, Beskidzie Niskim, Gorcach i Tatrach Słowackich.
Ważną kwestią było natomiast ubezpieczenie się. Wykupiłem polisę WARTA TRAVEL na 7 dni z opcją „uprawianie sportów ekstremalnych” (gdyż trekking jest do takich przez towarzystwa ubezpieczeniowe zaliczany), które kosztowała mnie 54zł. Ubezpieczenie obejmowało leczenie szpitalne do 20000euro oraz NNW do 5000zł. Mimo wszystko, jeśli wyjeżdżamy w wyższe góry dwa-trzy razy w roku polecam wykupienie całorocznego ubezpieczenia Alpenverein’u.

3. Dojazd.
Problem dojazdu do Garmisch-Partenkirchen można rozwiązać na pięć sposobów: samochodem, autokarem, samolotem, pociągami i autostopem. Nie będę tutaj charakteryzował wszystkich sposobów. Osobiście w 2005r. jechałem do Ga-Pa pociągami, natomiast w 2006r. samochodem.
Jazda pociągiem jest bardzo męcząca i czasochłonna. Jadąc z Krakowa miałem 13 przesiadek i nocleg w Czechach. Nie polecam takiego rozwiązania, które jednak w pewnych warunkach ma duży plus. Mianowicie korzystając z biletów ulgowych i grupowych (np. Bavarian Ticket w Niemczech: 25euro/5osób/24godziny) można dojechać na miejsce całkiem tanio.
Jadąc natomiast samochodem jesteśmy w stanie zabrać ze sobą więcej sprzętu, a na miejscu jesteśmy mobilni. Jadąc z południowej Polski droga zajmuje ok. 14 godzin i liczy nieco ponad 1000km. Nas jadąc w cztery osoby podróż samochodem wyniosła ok. 600zł. (tj. 150zł na osobę)

4. Opis wycieczki.
Wycieczkę na Zugspitze rozpoczynamy w przysiółku Grainau – Hammersbach, gdzie znajduje się parking płatny niestrzeżony, na którym możemy zostawić samochód. Startujemy nieco po godzinie 7-ej rano. Stąd do wejścia do doliny mamy około pięć minut wzdłuż ulicy, następnie idziemy wzdłuż potoku główną ścieżką lasem przez około godzinę. Początkowo droga jest płaska, po chwili zaczynają się podejścia, aczkolwiek nie są one jakoś specjalnie wymagające i poprzeplatane są dłuższymi płaskimi odcinkami. Pierwszą ciekawą rzeczą na naszej drodze jest wejście do wąwozu Hollentalklamm. Wejście to stanowi niewielki budynek, w którym można kupić coś do jedzenia, pocztówki, a nawet skorzystać z płatnej toalety. Przede wszystkim jednak rolą tego budynku jest pobieranie opłaty za wejście do wąwozu, która wynosi 2,5euro. Idąc w kierunku przeciwnym nie płacimy nic.
Dla wielu turystów, zwłaszcza starszych czy rzadziej bywających w górach celem wyjazdu często jest przejście samego wąwozu. Jest to rzecz naprawdę niesamowita i robiąca na odwiedzających duże wrażenie. Często droga wiedzie kilkadziesiąt metrów nad szalejącą, pieniącą się wodą, jeszcze częściej to nad nami znajduje się kilkadziesiąt metrów pionowych skał. Kilkakrotnie wąwóz pokonuje się po mostkach w poprzek. W trudniejszych momentach droga wiedzie wykutymi w wapieniu oświetlonymi tunelami. Mimo, iż zabezpieczenia są w dobrym stanie i jest ich dużo trzeba zachować szczególną uwagę z racji, iż w wielu miejscach jest ślisko. Cały czas kapie na nas woda i dlatego, aby po przejściu wąwozu nie być kompletnie mokrym dobrze na samym początku ubrać sobie kurtkę przeciwdeszczową. Długość wąwozu to niecałe dwa kilometry i jest to rzecz, która bez wątpienia warta jest polecenia.
Po wyjściu z wąwozu czeka nas jeszcze pół godziny do schroniska raczej nudnymi i wyczerpującymi zakosami, które później nieco łagodnieją, a do schroniska Hollentalangerhutte dochodzimy już płaską ścieżką. Tutaj robimy pierwszy dłuższy postój i jemy śniadanie.
Następnie droga prowadzi cały czas szeroką w tym miejscu doliną Hollental. Droga jest prosta, widoki otaczających szczytów niesamowite, a pogoda piękna. Na dodatek wkoło pasą się bawarskie owce. I tak dochodzimy do podwieszenia doliny, którego przejście stanowi pierwszą przeszkodę natury technicznej na naszej trasie. Najpierw podchodzimy dość wysoką drabinką, następnie już asekurując się trzymaniem żelaznych lin dochodzimy w już eksponowanym terenie do słynnej Brett, czyli „deski”. Składają się na nią wystające poziomo ze skały pręty, które stanowią niejako schody w powietrzu. Część z nich jest powyginana, niemniej przy trzymaniu się poprowadzonej żelaznej liny nie ma raczej większego problemu z przejściem tej przeszkody. Szczerze nie chciało mi się wtedy wyciągać uprzęży i wpiąć się w tą linę, niemniej zważając, że mamy pod nogami ok. 200 metrów w dół raczej bym zalecał asekurować się w tym miejscu.
Kolejny odcinek trasy nie stanowi już problemu technicznego niemniej cały czas, najpierw idąc resztkami kosówki, a potem piargami zdobywa się wysokość, przez co odcinek ten jest dość męczący i czasochłonny. W końcu dochodzimy do lodowca, na którym raki może nie są konieczne, ale bez wątpienia wskazane. Technika pokonywania lodowca generalnie polega na zrobieniu dużego zakosu, gdyż stromy jest on na niewielkim odcinku jedynie w środkowej części. Szczeliny nie stanowią dużego zagrożenia, niemniej w kilku miejscach należy zachować szczególną uwagę. Najbardziej niebezpieczne jest natomiast pokonywanie szczeliny brzeżnej i rozpoczynanie ostatniej części trasy, gdyż wejście na prowadzącą na szczyt via ferratę jest w pewnym momencie nieco przewieszone, a zabezpieczenia akurat w tym miejscu nie są szczególnie mądrze poprowadzone. Głęboka na ok. 10 metrów szczelina brzeżna pod nogami nie pomaga w przejściu tego w sumie krótkiego odcinka. W tym miejscu żegnamy się z połową naszej ekipy, gdyż nie wszyscy mieli przy sobie odpowiedni sprzęt na via ferratę i na szczyt wyruszyliśmy w trzy osoby.
Ostatni odcinek stanowi wysoka na ok. 250m ściana, która nie stawia może dużych wymagań technicznych, ale z racji ekspozycji wymagana jest na niej szczególna uwaga. Po pewnym czasie droga zaczyna się dłużyć i staje się monotonna. W podszytowym żlebie leży jeszcze nieco śniegu, ale nie stanowi to problemu.
Około godziny 16.00 docieramy na szczyt. Tempo nasze nie było jednak zbyt imponujące i można z całą pewnością drogę tą przejść w ok. siedem godzin. Radości z jego zdobycia nie mąci nawet fakt, że przez ostatnie kilka metrów stajemy się dla dziesiątek ludzi na szczycie „kolejkowym” główną atrakcją turystyczną. Robimy sobie szereg zdjęć i po kilkunastu minutach schodzimy niewielką przełączką na „ucywilizowany” wierzchołek.
Tutaj rozstajemy się, gdyż kolega postanawia zjechać na dół kolejką, a my z Kaśką udajemy się, mimo już relatywnie późnej pory w dół idąc najpierw w stronę austriackiego Ehrwaldu, później skręcamy w stronę niemieckiego jeziora Eibsee. Początkowo droga jest technicznie trudna i stale trzeba się asekurować. Potem szybko pokonujemy niedługi odcinek piargami, a nasze spotkanie ze schroniskiem Wiener-Neustadt Hutte ograniczamy do zrobienia mu jednego zdjęcia. Następnie droga staje się prostsza, ale z racji, że wciąż jesteśmy w dość przepaścistym terenie wpinany się lonżą gdzie się da. Szczególną uwagę trzeba zwracać na kiepsko związanych piargach. Ostatni odcinek biegnie lasem, którego ostatnią część pokonujemy już w ciemnością. Ok. 21.00 jesteśmy nad jeziorem Eibsee, gdzie przyjeżdża po nas kolega z campingu.

Po dniu odpoczynku w namiocie wyruszamy tym razem na górujący nad nami szczyt Alpspitze. Droga również rozpoczyna się w Hammersbach – przysiółku Grainau, miejscowości leżącej tuż przy Ga-Pa. (coś jak nasze Kościelisko). Początkowo idziemy tym samym szlakiem co na Zugspitze, ale już po dwóch minutach skręcamy w drogę KE2, którą docieramy po około 4 godzinach do górnej stacji kolejki Alpspitzbahn: Osterfelderk (2150m). Tutaj robimy sobie krótki odpoczynek i jemy śniadanie. Niestety, pogoda do tej pory bardzo dobra zaczyna się powoli psuć. Od Austrii nadciągają chmury, które w najlepszym wypadku zakryją nam widok ze szczytu, a w najgorszym przypomną nam w lecie jak wygląda padający śnieg. Mimo to decydujemy się iść dalej, zwłaszcza, że część ekipy czuje zapewne niedosyt po wycofie spod Zugspitze. Wybieramy szlak OA, który najpierw obchodzi szczyt wschodnią ścianą. Ścieżka na tym odcinku jest w dobrym stanie, a zabezpieczenia poprowadzone są umiejętnie. Szczególną uwagę przyciąga charakterystyczna polodowcowa rzeźba skały, długi tunel (jak widać Niemcy postanowili pomóc turystom w zdobywaniu góry jak się tylko da) oraz przejście ciekawej przełączki przypominającej tą na drodze na Świnicę z przeł. Świnickiej. Później po podejściu długą drabinką dochodzimy do cyrku polodowcowego, gdzie wybieramy na szczyt drogę wschodnią granią. Grań ta nie jest zbyt trudna i jedynie na odcinku może 100 metrów wymaga większej uwagi z racji sporej miejscami ekspozycji. Podejście jest jednak długie i wymaga dobrej kondycji fizycznej. Partie podszytowe charakteryzują się znaczną „erozją turystyczną”. Skała na ścieżce jest pokruszona i trzeba uważać, aby nie pojechać z jakąś stertą kamieni w dół. Na szczyt wchodzimy w dużych odstępach i jedynie dwie pierwsze osoby mają jeszcze jako-takie widoki. Spędzamy tutaj około 20 minut. Coś jemy, robimy sporo zdjęć i rozmawiamy z Niemcami, którzy na szczyt wyszli z dwoma psami (!). Cała droga na szczyt zajmuje około 6 godzin.
Na Osterfelderk wracamy tą samą drogą, potem wracamy nieco naokoło szlakami KE3 i H5 do znanego nam już schroniska Hollentalangerhutte i przez wąwóz Hollentalklamm dochodzimy do Hammersbach. W pewnym miejscu na kruchej ścieżce potykam się i wykrzywiam kijek. No cóż, jakieś straty muszą być. Droga powrotna jest długa, ale wybraliśmy ją z racji, iż jest pozbawiona większych trudności technicznych, a jak już wspominałem nie wszyscy członkowie ekipy są odpowiednio doświadczeni, a z racji pogorszającej się stale pogody (okresowo zaczęło nawet padać) nie chcieliśmy ryzykować zejścia trudniejszą, a zwłaszcza nie znaną drogą. Przy samochodzie jesteśmy ok. 19-tej, wyruszyliśmy po 8 rano. Alpspitze zdobyte. Wyprawa w Alpy Bawarskie zakończona 100% sukcesem.

5. Pogoda.
Turyści odwiedzający te okolice uważają, że najlepszym okresem na zdobywanie gór w tym rejonie jest sierpień i wrzesień. Wydaje się, iż jest to prawda, ale również wtedy nie można być całkiem pewnym pogody. Nasza była generalnie w kratkę. Pierwszego dnia lało, drugiego było przepięknie, trzeciego burza, a czwartego znów ładnie. Z racji tej nieprzewidywalności (zresztą, jak to w górach) wyjazd w na Zugspitze trzeba zaplanować co najmniej na 4-5 dni na miejscu. Wtedy możemy mieć względną pewność, że choć jeden dzień będzie dobry. Oczywiście mam na myśli wyjazd w sierpniu czy wrześniu. Aczkolwiek również wtedy opady śniegu (nawet znaczne) nie należą do rzadkości.

6. Sprzęt.
Idąc na Zugspitze drogą przez Hollentall (tą, którą my wyszliśmy) bez wątpienia należy mieć przy sobie uprząż, lonżę (najlepiej absorber energii) i kask. Na lodowcu wskazane są raki i chociaż kijki trekkingowe. Poza tym ubezpieczenia są wystarczające i żadna lina, haki, etc. nie są potrzebne.
Nie będę tutaj opisywał zwykłego sprzętu górskiego (tj. odzieży czy apteczki), gdyż uważam, że osobom pragnącym udać się w góry tak wysokie o takich rzeczach przypominać nie trzeba.

7. Ludzie.
Nasza ekipa liczyła sześć osób. Z Krakowa przyjechały samochodem Kasia (Łosiek), młode małżeństwo, czyli Ania i Cezar i ja. Z Londynu przylecieli znajomi Cezara z czasów licealnych: Łukasz i Monika. Było więc nas w sumie sześć osób. Na Zugspitze weszliśmy w składzie Kaśka, Łukasz (zjechał kolejką) i ja. Na Alpspitze weszli wszyscy.
Jeśli chodzi o innych turystów to szlaki są umiarkowanie uczęszczane i ruch można uznać za średni. Nie są to na pewno szlaki zatłoczone, niemniej w trudniejszych miejscach możliwe są zatory. Zwłaszcza główny wierzchołek Zugspitze jest zatłoczony z racji kolejek górskich. Wydaje się, że pod tym względem właśnie partie szczytowe są najbardziej niebezpieczne.
Generalnie jednak w okolicy jest tak wielka ilość szlaków, że ruch turystyczny ma się gdzie rozłożyć, więc nie jest najgorzej. Jak dla mnie szlaki pod względem ilości turytów przypominają np. na Czerwoną Ławkę albo Rohatkę w Tatrach Słowackich. Generalnie brak jest jednak turystów przypadkowych, których na Słowacji, a tym bardziej w Polsce nie brakuje.

8. Koszty.
Wbrew pozorom wyjazd w Alpy na tydzień wcale nie musi być drogi. Mnie cała impreza kosztowała około 400zł. Dojazd samochodem to koszt ok. 150zł, również w takiej kwocie zamknął się koszt pięciu noclegów na kampingu, do tego należy doliczyć jeszcze ok. 100zł na jedzenie (brane z Polski) i drobne wydatki (np. wejście do Hollentalklamm – 2,5 euro)

9. Zakończenie.
Wejście na Zugspitze bez wątpienia było dla mnie największym sukcesem sezonu 2006 w górach. Wycieczka na tą górę jest wymagająca, ale stanowi dobry cel pierwszego poważniejszego wyjazdu alpejskiego. Niewielki lodowiec i eksponowana, choć dobrze zabezpieczona ściana stanowią dobry trening przed kolejnymi wyjazdami w wyższe i trudniejsze rejony Alp czy innych gór wysokich.
W tym miejscu chciałbym również podziękować wszystkim uczestnikom wyjazdu za miłą atmosferę i udaną wyprawę.
Samo zdobycie Zugspitze stanowiło dla mnie dołożenie trzeciego szczytu (po Rysach (VII.03) i Olimpie (VII.03)) do Wysokiej Korony Europy (szczyty należące do Korony Europy, ale mające ponad 2000m).

10. Inne informacje z Internetu.
http://www.summitpost.org/mountain/rock ... pitze.html - strona dotycząca Zugspitze na największym w internecie serwisie dotyczącym gór, wiele zdjęć, opisów tras itp. Strona w języku angielskim. Bardzo polecam.
www.zugspitze.de – oficjalna strona sieci kolejek górskich w rejonie Ga-Pa, przydatne zwłaszcza widoki z kamerek internetowych. Polecam.
http://www.zugspitzcamping.de/ - strona kampingu w Grainau, na którym spędziliśmy pięć nocy, najtańszy, a przez to najlepszy punkt noclegowy tuż pod Zugspitze, przydatne zwłaszcza ceny.
http://www.garmisch-partenkirchen.de/ - oficjalna strona Garmisch-Partenkirchen.
http://www.google.pl/search?hl=pl&q=Zug ... lr=lang_pl – ciekawa relacja Mirosława Sadowskiego z wejścia na szczyt. Nie wiele informacji praktycznych, ale świetnie uchwycone piękno gór. Polecam.
http://www.fuw.edu.pl/~rosiek/photo/alp ... pitze.html - ciekawa relacja z wejścia na Zugspitze z 2001r. Polecam.
Ostatnio edytowano Pn 02 paź, 2006 przez pawelk84, łącznie edytowano 3 razy
Wse wirchowoł nie bedzies, ale coś uwirchował to twoje...
http://na-szczytach.blogspot.com
http://www.gopr-podhale.pl
http://picasaweb.google.com/PawelKonieczny22
Avatar użytkownika
pawelk84
 
Posty: 637
Dołączył(a): N 22 maja, 2005
Lokalizacja: Rabka-Zdrój/Kraków
Ulubione góry: Wszystkie

Re: Zugspitze 2962m (Alpy Bawarskie) - Najwyższy szczyt Niemiec.

Postprzez Uriel » Pn 18 wrz, 2006

Bardzo dobra i świetnie napisana relacja. Oby takich więcej!
Uriel
 
Posty: 1165
Dołączył(a): So 24 cze, 2006
Ulubione góry: asd

Re: Zugspitze 2962m (Alpy Bawarskie) - Najwyższy szczyt Niemiec.

Postprzez Łosiek (Kaśka) » Wt 19 wrz, 2006

Paweł fajnie to napisałeś! Potwierdzam jakem Łosiek, że faktycznie tak było :D
Jeśli praca przeszkadza ci w realizacji marzeń, to ją rzuć:)
http://www.anorak.dbv.pl/news.php
http://galeria.e-city.tarnow.pl/autorzy/kglowicka/
Avatar użytkownika
Łosiek (Kaśka)
 
Posty: 1140
Dołączył(a): Śr 22 cze, 2005
Lokalizacja: Kraków

Re: Zugspitze 2962m (Alpy Bawarskie) - Najwyższy szczyt Niem

Postprzez Maciek Z » Wt 19 wrz, 2006

Byłem miesiąc przed wami.
Opis mi się podoba, ale ze względu na jego "edukacyjny" charakter pozwolę sobie na drobne uwagi.

1.) Nie napisałeś o której ruszyliście na Zugspitze. Ja startowałem z tego samego parkingu o 6:55 i samochodów było już ok. 30. Na szczycie byłem o 14-tej i nie poruszałem się w zawrotnym tempie. Ktoś kto przeczyta o dojściu na 16-tą a wie, że w góry wyrusza się wcześnie wyobrazi sobie iż droga zajmuje około 9 godzin, a to o cirka 2 godziny za dużo.
2.) Szczelina brzeżna w miejscu opuszczania lodowca ma nie 40-50 lecz 4-5 metrów głębokości. Podejrzewam że ten niezbyt imponujący (zwłaszcza tego lata) lodowiec nie ma w żadnym miejscu takiej grubości.
3.) Nie wspomniałeś o ważnej dla planujących wycieczkę informacji. Kolejki ze szczytu kursują tylko do ok. 17-tej. Potem już nie ma wyboru - trzeba schodzić. Nie można też po tej godzinie uzupełnić zapasów jedzenie, a zwłaszcza picia. No i cena - nie byłem zainteresowany zjazdem więc nie pamiętam całego cennika, ale wspomnę, że kolejka linowa (niemiecka) z Eibsee to 45 euro w dwie strony. Sam zjazd też pewnie nie tani, a wychodząc późno trzeba liczyć się z takim wydatkiem. Schodzenia po ciemku nie polecam.
4.) Brakuje nieco opisu zejścia na austriacką stronę - tych osypujących się piargów i nieco zdradliwego trawiasto-skalnego terenu poniżej Wieneneustatter Hutte.

Pozdrawiam i... do zobaczenia na szlaku :)
Maciek
Maciek Z
 

Re: Zugspitze 2962m (Alpy Bawarskie) - Najwyższy szczyt Niem

Postprzez Łosiek (Kaśka) » Cz 21 wrz, 2006

Maciek Z napisał(a):Szczelina brzeżna w miejscu opuszczania lodowca ma nie 40-50 lecz 4-5 metrów głębokości. Podejrzewam że ten niezbyt imponujący (zwłaszcza tego lata) lodowiec nie ma w żadnym miejscu takiej grubości

Maciek, małe sprostowanie do Twojej wypowiedzi. To są dane dotyczące lodowca pod Zugspitze:
wysokość: 2560 - 2820m n.p.m.
maksymalna długość: 1120 m
maksymalna szerokość: 850 m
maksymalna GRUBOŚĆ LODU: 75 m
Powierzchnia: 36 ha
Nie wiem ile miała szczelina brzeżna, ale wyglądała na bardzo głęboką (nietety niezbyt dobrze wychodzi mi ocenianie odległości "na oko" :wink: )
Nie pamiętam dokładnie o której wyszliśmy, ale było to chyba parę minut przed 8.00. Tempo mieliśmy takie jak wszystkie grupy (lub pojedyncze osoby), z którymi ciągle mijaliśmy się na szlaku - widzieliśmy się tyle razy, że na szczycie byliśmy już kumplami :D
Jeśli praca przeszkadza ci w realizacji marzeń, to ją rzuć:)
http://www.anorak.dbv.pl/news.php
http://galeria.e-city.tarnow.pl/autorzy/kglowicka/
Avatar użytkownika
Łosiek (Kaśka)
 
Posty: 1140
Dołączył(a): Śr 22 cze, 2005
Lokalizacja: Kraków

Re: Zugspitze 2962m (Alpy Bawarskie) - Najwyższy szczyt Niemiec.

Postprzez Twin Peaks » Pt 22 wrz, 2006

Na jeden z wierzchołków prowadzi kilka kolejek zarówno od strony niemieckiej jak i austriackiej, przez co szczyt jest często zatłoczony i pozbawiany górskiego klimatu. Wśród nich szczególną pozycję zajmuję kolejka zębata poprowadzoną tunelem, która w 2005r. obchodziła 75-lecie istnienia. Drugi wierzchołek zwieńczony jest kilkumetrowym krzyżem, który obecnie stanowi najwyższy punkt Niemiec. Pierwotnie wyższy był wierzchołek, na którym aktualnie znajdują się stacje kolejek, aczkolwiek prace budowlane na nimi nieco zredukowały jego wysokość.


dzięki za dokładny opis! teraz już wiem, w jakie góry na pewno nigdy się nie wybiorę! :twisted:
Twin Peaks
 
Posty: 13
Dołączył(a): Pt 25 sie, 2006
Lokalizacja: 66 m npm

Re: Zugspitze 2962m (Alpy Bawarskie) - Najwyższy szczyt Niem

Postprzez Maciek Z » Pt 22 wrz, 2006

Nie wiem ile miała szczelina brzeżna, ale wyglądała na bardzo głęboką

No cóż - z tego wniosek że wszystko w ciągu miesiąca bardzo się zmieniło ;)
Maciek Z
 

Re: Zugspitze 2962m (Alpy Bawarskie) - Najwyższy szczyt Niemiec.

Postprzez buba » Pn 25 wrz, 2006

straszne jest to co ludzie na zachodzie z gorami zrobili...brrrr.. zeby nawet na takiej wysokosci budowac rozne paskudztwa..echhhh..
"ujrzałam kiedys o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest w ynikiem tego, że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Avatar użytkownika
buba
 
Posty: 1438
Dołączył(a): Cz 02 lut, 2006
Lokalizacja: Oława

Re: Zugspitze 2962m (Alpy Bawarskie) - Najwyższy szczyt Niemiec.

Postprzez Czort » Cz 12 paź, 2006

Pawle pytam tak z ciekawosci - jakie deniwelacje wykonaliscie kazdego dnia bo przynajmniej dla mnie jest to w miare miarodajna skala trudnosci danej trasy.
Z (e-)gory dzienki za informacje.
Za opowiesc o wiezy na Radziejowej rowniez dzienkuje.
===============================
Omnia mea mecum porto...

"hehehe" - Piotr Żyła
Avatar użytkownika
Czort
 
Posty: 1263
Dołączył(a): So 07 maja, 2005
Lokalizacja: Z Piekła Zdroju
Ulubione góry: Karpaty

Re: Zugspitze 2962m (Alpy Bawarskie) - Najwyższy szczyt Niemiec.

Postprzez pawelk84 » Cz 12 paź, 2006

Punkt wyjścia na Zugspitze, tj. Hammersbach leży na wysokości ok. 760m, po drodze raczej nie bylo zejsc, a caly czas szlismy po rownym lub pod gore, wiec deniwelacja wyniosla ok. 2200m (2960-760m). Natomiast na Alpspitze ok. 1870m (2628- 760m).
Wse wirchowoł nie bedzies, ale coś uwirchował to twoje...
http://na-szczytach.blogspot.com
http://www.gopr-podhale.pl
http://picasaweb.google.com/PawelKonieczny22
Avatar użytkownika
pawelk84
 
Posty: 637
Dołączył(a): N 22 maja, 2005
Lokalizacja: Rabka-Zdrój/Kraków
Ulubione góry: Wszystkie


Powrót do GPI - Górski Przewodnik Internautów

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości